AVANTI – Alessandro Cortini

Recenzje

Zakres i różnorodność pracy, którą Alessandro Cortini może przypisać na swoje konto budzi respekt. Nazwy zespołów które tworzył lub współtworzył odcisnęły piętno w kanonach muzyki. Nine Inch Nails czy SONOIO to w końcu tylko jedne z kilku ważnych nazw.  

Alessandro koncentrując się na swoich solowych albumach raczej prezentował nam swoją pełną wrażliwości i melancholii stronę twórczości. I tak oto, szóstego października ujrzeliśmy AVANTI, prawdopodobnie najbardziej personalne dzieło Włocha. 

 

Inspiracją dla nowego albumu były odnalezione przez Cortiniego stare filmy nagrane przez swojego dziadka, które przedstawiały po prostu rodzinne spotkania. Treść klipów sugeruje motywy przewodnie albumu, a potwierdzają to wypowiedzi samego artysty, np. „Perdonare” traktuje o potrzebie odnalezienia ogromnej siły w sobie, aby móc wybaczyć komuś pewne zachowania. Kiedy wiemy, że dana osoba postępuje nieświadomie, a jej postawa jest efektem ubocznym jej wychowania. Mamy więc album o pamięci, o kontaktach z bliskimi, ale nie ma czego się obawiać, nie znajdziemy tutaj góry patosu - cała treść jest ujęta delikatnie i z wyczuciem.

 

Przybrudzone brzmienie syntezatorów natychmiast przenosi nas w przeszłość, a subtelnie wplecione dialogi w ojczystym języku artysty tylko podkreślają osobisty wydźwięk. 

Album w naturalny sposób (poprzez zestawienie z owymi klipami) wygląda na udźwiękowienie wspomnień, precyzyjnie i z premedytacją działające na emocje i wyobraźnię. Dokładne odniesienia do video nie psują odbioru bez kontekstu, a dzieje się to za sprawą prostych linii melodyjnych, które nie zostawią żadnego amatora syntezatorów bez echa w głowie. 

 

To właśnie brzmienie jest największą siłą albumu.  AVANTI jest zbudowane z ujmująco prostych, ale precyzyjnych i przenikających się fal dźwięku, ledwie zauważalnie zmieniających swoją barwę, lecz nieprzypadkowych. Imponująca jest pewność i konsekwencja Cortiniego w konstrukcji albumu. Każdy z siedmiu utworów utrzymuje tempo pozwalające płynąc nostalgii, a zmiany intensywności syntezatorów systematycznie i powoli budują napięcie, które znajduje ujście w najmniej skomplikowanym, lecz kluczowym w kontekście całego albumu - „Finire”.  Bez wątpienia, Alessandro wydając AVANTI dał upust emocjom, na całe szczęście nie zapominając o swoim perfekcjonizmie.

 

Autor:

Bartek Janisz