Interpretacje — POMIĘDZY — AVANT ART FESTIVAL

Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucać będziemy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierujemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje słowo-klucz POMIĘDZY, jako trop do przyjrzenia się artystom ogłoszonym dotąd przez festiwal Avant Art. Zapraszamy do lektury!


Patryk Wojciechowski

Coucou Chloe – Naughty Dog


Na swojej najnowszej EPce Coucou kieruje się w stronę całkiem energetycznych rapowych bangerów. Nie jest to w żadnym wypadku zaawansowane muzycznie, ale jeśli ktoś lubi zatopić się w dźwiękach potężnych 808 to się nie zawiedzie. Z pewnością plusem tego wydawnictwa jest to, że zwiększa ono potencjalną koncertową różnorodność Coucou. Utwór pokroju “SILVER B” jest idealnym koncertowym szlagierem, który sprawdzi się zarówno jako otwieracz jak i climax point. I choć można mieć sporo zastrzeżen do warstwy wokalnej na tym wydawnictwie, to sam pomysł próby stworzenia własnej interpretacji rapu wydaje się być dobry rozwiązaniem.


Filip Preis

King Midas Sound / Fennesz – Edition I


Ten cały album jest gdzieś pomiędzy. Jest w nim szept i krzyk, cisza i hałas, sen i jawa, ulga i cierpienie. Emocje i wrażenia przeplatają się ze sobą bez końca. Owiane tajemnicą dźwięki „Edition I” okraszone niezwykle wysublimowanymi wokalami artystów z King Midas Sound tworzą krajobraz jesiennego, zalanego deszczem miasta, gdzie ludzie snują się powolnym krokiem po zamokniętych ulicach. Nikt nie chce się jednak z tego marazmu wyrwać, bo daje jakieś dziwne ukojenie, którego nie da się wytłumaczyć.


Marta Konieczna

Gravetemple – Impassable Fears


Jak wygląda proces twórczy grupy muzyków z przeszłością? To znaczy z własnym doświadczeniem, bagażem artystycznym, historią aliasów i wcieleń. Zderzenie kilku wyrazistych dusz to zawsze intrygujące zjawisko dla muzycznych obserwatorów – bo tak wiele przecież może zawiązać się z pierwotnych składników, które do projektu wnosi każdy twórca. Ale to na pewno też kompromisy, porozumienia, umiejętność łączenia, wyważenia, zrobienia przestrzeni dla każdego. Aby wyszło coś pomiędzy. Szczęśliwym trafem członkowie Gravetemple nie dość, że mają podobne dźwiękowe przeszłości, to przecież już tworzyli i występowali wspólnie. Chemia więc istnieje, reakcja zachodzi. Nie można jednak stwierdzić, że to tylko taki inny Sunn O))). Oprócz jego stałych członków czyli Stephena O’Malleya i Attila Csihara z ich dronową ścianą, słyszymy też Orena Ambarchi. Te wszystkie eksperymentane dźwięki, których pochodzenie trudno jednoznacznie przypisać elektronice czy też niestandardowo używanej gitarze elektrycznej – to właśnie zasługa jego artystycznych poszukiwań. I jeszcze sama nazwa tria, która przywołuje nam na myśl skojarzenia z zawieszeniem pomiędzy światami żywych i umarłych…

Zeen Social Icons