We współpracy siła – Unsound Solidarity

tekst: Filip Preis / Karolina Kobielusz, zdjęcia: Filip Preis

Od krakowskiego festiwalu minęło już kilka tygodni. Długo już kotłowały się we mnie myśli i wrażenia, bo tak szeroki i intensywny wachlarz muzycznych doświadczeń trudno przetrawić jest w krótkim czasie. Tegoroczna edycja Unsoundu skupiała się nad tym, w jaki sposób możemy interpretować solidarność i co z tym wszystkim się wiąże – a jest tego naprawdę ogrom. Od panelu z Henryką Krzywonos opowiadającą swą historię związku z Solidarnością, poprzez warsztaty z działań na rzecz tworzenia bezpiecznych przestrzeni dla klubowiczów i organizatorów, dyskusje o możliwościach współpracy interkontynentalnej, aż po sam fakt stworzenia przez Unsound platformy do prezentacji najróżniejszej muzyki i najrozmaitszych kultur.

I to jest właśnie esencją tematu przewodniego tegorocznej edycji – tworzenie wspólnoty, która bezgranicznie ofiaruje sobie wsparcie, szuka kompromisów, inicjuje doskonałe przedsięwzięcia, realizuje kolektywnie tworzone pomysły i rozwiązania, a także ofiaruje całkowitą akceptację. To nie jest zwykły festiwal muzyczny. Wszystko tutaj dzieje się po coś. Cały czas ma się wrażenie, że jeżeli gdzieś się nie pójdzie lub czegoś nie usłyszy, to później będzie się tego długo żałować.

Wraz z redefiniowaniem festiwalowej formuły, organizatorzy muszą ze zdwojoną uwagą planować to, jakich artystów zaproszą na każdą edycję. Unsound jednak ma to już chyba opanowane do perfekcji. Jednym z większych filarów tegorocznej edycji była przede wszystkim kolaboracja. Czy to w formie audiowizulanej (jak np. Objekt i Ezra Miller, czy Osheyack i Adam Dupré), czy już tylko stricte muzycznej – bo przecież jak ogromna była liczba setów w formule b2b! Polsko-francuska unia w postaci seta Lutto Lento i Bambounou podczas imprezy otwarcia świetnie rozpędziła cały festiwal – chłopaki meandrowali między różnorakimi odmianami techno, bass’u i house’u. Dokładnie tego chyba potrzebowałem po nagłym odwołaniu Schacke, który miał grać tej samej nocy. W Forum było z czego wybierać, jednak najbardziej zatrzymały mnie muzyczne pary takie, jak: hard drumowi mistrzowie – DJ Plead i TSVI, eklektyczna reprezentacja Francji – Teki Latex i Betty oraz kenijsko-chińskie przymierze – Slikback i Hyph11e.

Wspominając o ostatnim z wymienionych duecie, chyba najwspanialszym elementem tegorocznego Unsoundu był showcase szanghajskiej wytwórni SVBKVLT. Każdy występ był zupełnie wyjątkowy. Jak mówi Karolina Kobielusz: “33EMYBW naznaczyła swoje show nieprzewidywalnością i transgresją, która niepodważalnie jest jedną z cech chińskiej artystki, zaś Hyph11e, grająca ze Slikbackiem w formule b2b na żywo formułowali i dyktowali nowe trendy muzyki elektronicznej.” To bez wątpienia prawda. Gabber Modus Operandi zawładnęli salą balową – to była zupełna eksplozja energii. Yen Tech przedzierał się przez tłumy w kuchni i hipnotyzował wszystkich dookoła. Osheyack zaserwował dynamicznego live’a okraszonego charakterystycznymi dla jego twórczości elementami muzycznymi, a w towarzystwie wizualizacji Adam’a Dupré całość nabrała jeszcze lepszego wyrazu. Jednak to występ Gooooose skradł mi serce – ambientowe momenty mieszały się z intensywnie mutującymi się dźwiękami, które w rezultacie utworzyły mozaikę elektronicznej doskonałości. Ten live urzekał prostotą, a jednocześnie ekscytował wielością wrażeń.

Wielu artystów postawiło również na ciekawy sposób podania swojej muzyki. Jedną z nich była brytyjska producentka Klein, która prezentowała swój nowy projekt o nazwie “Lifetime”. Nie wiadomo czego można było się po tym występie spodziewać, gdyż jej live’y są zupełną loterią. Tym razem Klein zaprezentowała muzyczny performance, który w moim przekonaniu czerpał z sitcomowego humoru i codzienności młodych POC na londyńskich przedmieściach. Nazwałbym to “zdekonstruowaną operetką”, w której zupełnie świadomie stosowana jest swoista prostoduszność i niefrasobliwość. Czuć w tym trochę było inspiracje Disneyem – w tym przypadku ta bajkowość została okraszona młodocianym grymasem i skonfrontowana z rzeczywistością.

Ogromną dawkę skrajnych wrażeń zaserwowali Dreamcrusher, gdzie podczas ich koncertu w Mangghdze ściany noise’u i demoniczna energia rozsadzała kameralną scenę. Pełne słowa szacunku należą się brytyjskiej producentce AYA, której występ okazał się być moim ulubionym z całego festiwalu. Moje zdanie podziela również Karolina, która mówi: “Roiło się od jazgotu, trzasków i wszystkiego, co lubi dekonstrukcja i w czym najlepsza jest właśnie AYA. Dumnie stoi na straży nowej elektroniki i choć nie musiała tego udowadniać, to swym występem w zupełności to potwierdziła”. Zupełnie swobodny kontakt z publiką, zagadywanie w trakcie występu oraz słynny stage dive pozbawiło uczestników i ją zbędnego dystansu. Wtedy muzyka brzmiała jeszcze lepiej.

Jednym z najbardziej intymnych momentów był krótki, jednakże jak wysublimowany występ Lyry Pramuk. Jej niezwykły głos lśnił i onieśmielał widownię – choć nie miałem siły stać, to wpatrując się w plecy słuchaczy z poziomu podłogi nasłuchiwałem. A jak zamykałem oczy, to wyobrażałem sobie niekończący się labirynt, po którym niesie się głos Lyry. I nim zdążyłem ją znaleźć, to nastąpił aplauz.

Trochę mnie ominęło w tym festiwalowym mezaliansie. Nie wszystko udało się zobaczyć, jednak chciałem jeszcze wspomnieć o kilku rzeczach. Niezwykle cieszyła mnie wieść na temat łączonego wydarzenia Room4Restistance i Club Chai – z opowieści mogę bez wątpienia stwierdzić, że FOMO uderzyło we mnie zbyt mocno. Dziękuję Unsoundowi za zorganizowanie tak wspaniałej nocy, która wypełniona była osobami tworzącymi oraz wspierającymi społeczność LGBTQ+, a także czynnie działającymi na rzecz praw kobiet z całego świata. Nie było tam miejsca na nic innego, poza akceptacją i celebracją.

Serdecznie pozdrowienia również dla Monster, Chino i Olivii – wiem, że było świetnie!

Unsound jak co roku zostawia mnie z wieloma emocjami, jednak najbardziej mnie wzrusza to, jak wspaniale to wszystko tam działa. Czuć ogromne poczucie wspólnoty i chęci aktywnego partycypowania we wszystkich wydarzeniach i okołoinicjatywach, które się dzieją wraz z biegiem tygodnia.

Niech to uczucie solidarności nigdy nie ustaje i trwajmy w nim, bo nigdy nie wiemy, co przyniesie nam przyszłość. Dopóki będzie współpraca, dopóty można osiągnąć wszystko.

Zeen Social Icons