Odsłuchy – Magda Drozd, DJ NABUCHODONOZOR, Jan LF Strach

Kolejny Odsłuch prezentuje trzy zupełnie różne wydawnictwa. Nowy wymiar post-internetowej, ironicznej dekonstrukcji DJ NABUCHODONOZORa spod znaku 𝑔𝓁𝒶𝓂𝑜𝓊𝓇, dający szerokie pole interpretacji pokłon w stronę natury Magdy Drozd z Präsens Editionen czy wykraczające poza gatunki najnowsze wydawnictwo enjoy life, którego autorem jest Jan LF Strach. Odsłuchów dokonali Karolina Kobielusz, Marta Konieczna, Filip Preis i Patryk Wojciechowski.

DJ NABUCHODONOZOR – „mUZA dO kICHANIA”

bandcamp

„mUZA dO kICHANIA” DJ NABUCHODONOZORa wydana pod znakiem świeżego warszawskiego labelu 𝑔𝓁𝒶𝓂𝑜𝓊𝓇 zadziwia swoim humorem. Kakofoniczne meandry muzyczne autora balansują na granicy śmiertelnej powagi i prześmiewczej ironii. Ale czy to ironia? Ciężko stwierdzić. Post-internetowy, trybalny feel wypełnia ten album od początku do końca, wieloteksturowe wachlarze dźwięków zasypują słuchacza niczym lawina.  Ile jeszcze można poszatkować? Bardzo dużo. A im drobniejsze kawałki, tym więcej się zmieści wszystkiego – dźwięki piania kogutów, dmuchania w rury i szalone partie klawiszowe. Czy zmęczenie tak przepastną gamą brzmień to objaw obcości wobec tej zdekonstruowanej stylistyki, czy faktyczna przesada? Wydaje mi się jednak, że owa przesada, ramię w ramię z przesytem, maksymalizmem i ulaniem się to cechy pozytywne tej szkoły twórczości muzycznej, od czasu do czasu otrzeźwiają, by dać możliwość skonfrontowania się z jakże zabawną warstwą narracyjną albumu. „mUZA dO kICHANIA” jest materiałem spełnionym. Może nawet nasyconym, choć o jakichkolwiek granicach raczej ciężko tu mówić. Trochę zbyt meme-concrete, by włączyć sobie dla przyjemności w niedzielny wieczór, ale pętle, które zapadają w pamięć i dość urokliwy sound design nęcą i bez wątpienia prowokują do refleksji.

Magda Drozd – Songs for plants

streaming

Skoro była już muzyka do kichania to teraz pora na piosenki dla roślinek. „Songs for Plants” Magdy Drozd dołącza z konkretną wizją do wyjątkowego zbioru artystów szwajcarskiego labelu Präsens Editionen. Wydawali tam Belia Winnewisser, S S S S, Lawrence English czy Robert Turman – odważni eksperymentatorzy i badacze zależności międzydźwiękowych. Zatem Magda Drozd, przypominająca momentami Carlę Del Forno, znalazła się w tym miejscu nie bez powodu, szukając nowych źródeł we współczesnej muzyce eksperymentalnej i dając swoim słuchaczom szerokie pole do interpretacji stworzonych lub nagranych przezeń dźwięków. Lo-fi soundscape’y mogą przypominać podróż starym samochodem po krętych drogach deszczowego stanu Waszyngton (od razu skojarzenie z doliną Snoqualmie, czyli miejscem, gdzie kręcono Twin Peaks), gdzie z już słabo zbierającego sygnał radioodbiornika, wydobywa się „Songs for plants”, a my wpatrujemy się w niekończącą się mokrą, asfaltową drogę, która od czasu do czasu zostaje zasłonięta przez ruszające się wycieraczki. Z drugiej strony to taka muzyka zamkniętego pokoju, gdzie wszystko jest znane, na swoim miejscu (nawet jeśli w bałaganie), swojskie (nawet jeśli wynajmowane), bezpieczne. A jednak od wewnątrz trawią nas niepokoje, różne zmory. Utwory Magdy Drozd to te wszystkie skołowane myśli poukładane w dźwięki, które bez wątpienia dobrze zna, z którymi jest oswojona. Można tak pomyśleć z uwagi na piękne dobory brzmień, których na chybił trafił chyba jednak się nie wybiera. Taka próba poukładania pewnych spraw, oczywiście idąc tylko tropem indywidualnej interpretacji i refleksji, przynosi ulgę i pewien spokój. Ten właśnie płynie z płyty i udziela się. Dźwiękiem dotyka ludzkiej duszy tak, jakby obchodziła się z aksamitem kwiatostanu. W tym przypadku nie tylko rośliny będą spokojniej rosnąć, a każdy kto zagłębi się w tym hymnie dla natury.

Jan LF Strach – Jego Opalescencja

bandcamp

Sennie i dziwnie, proszę nie pytać o to, jaki to gatunek. Trochę jakby cały materiał był pierwotnie jedną, gęstą i niejednorodną masą, z której wyłaniają się kolejne utwory, a każdy przepoczwarza się w następny i następny. Bardzo podoba mi się podział na część dopracowaną produkcyjnie ‘’dla słuchaczy’’ i tę drugą, bardziej dla samego autora, surową. Taki dualizm ma przecież chyba każda twórczość, ale kto odważa się pokazać oba oblicza?

Zeen Social Icons