Interpretacje – DWUZNACZNOŚĆ

Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucamy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierujemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje słowo-klucz DWUZNACZNOŚĆ. Zapraszamy do lektury!

Kokoroko – Kokoroko

Wydany w tym roku album Kokoroko to afrobeatowy zastrzyk energii osnuty pewną melancholią według mnie charakterystyczną dla współczesnej sceny jazzowej Londynu. Z jednej strony rytmika utworów jest bardzo energiczna, często nawet mocno zagęszczona. Z drugiej jednak strony tematy grane na instrumentach dętych budują rozległą przestrzeń. Jednoznaczny odbiór tej muzyki utrudnia mi brak równowagi między napędzająca sekcją rytmiczną, a hamującą harmonią. Zachodzi swego rodzaju dysonans w odczuciach. Żonglerka pomiędzy tym co w człowieku wywołuje emocje pozytywne i tym co kojarzy się ze smutkiem.

~ Michał Wdowikowski

Pauline Oliveros – The Wanderer

Już kiedyś wspominałam o tej wyjątkowej twórczyni, jako o pionierce dźwiękowej relacji tego, co klasyczne z tym, co cyfrowe. To właśnie ona w kuluarach wyższych uczelni eksperymentowała z dźwiękiem na przeróżne sposoby m.in. manipulując taśmami, sprawdzając możliwości magnetofonu czy nagrywając i włączając odgłosy środowiska w strukturę artefaktu muzycznego. To również ta wirtuozka akordeonu, skrzypiec, waltorni i fortepianu zebrała swoje doświadczenia i stworzyła Expanded Instrument System, który polegał na podpięciu klasycznego instrumentu do pierwszych kontrolerów MIDI oraz efektów o zmiennej częstotliwości zgrupowanych na ośmiu lub więcej kanałach. Otrzymywaliśmy więc od Amerykanki spektrum analogowej elektroniki,  delayowych taśm czy dronów generowanych przez naturalnie nastrojony i często przesterowany akordeon. Dodatkowo, Oliveros, której ucho pochłonięte było przez dźwięki otoczenia, niejednokrotnie udowadniała, że muzyka jest sztuką realizującą się w przestrzeni i czasie. Zauważalne jest to nie tylko w tytułowym “The Wanderer”, ale w każdym jej niebywale dopracowanym, naszprycowanym wrażliwością dziele. Dźwięki nie byłyby jednak tymi dźwiękami, gdyby nie to, że kryła się za nimi walka Pauline o uznanie kobiet-kompozytorek. Tą dwuznacznością swojej drogi artystycznej dała szansę swym spadkobiercom i spadkobierczyniom na nadanie muzyce elektroakustycznej nowych znaczeń, co wciąż skutkuje poszerzaniem jej horyzontów w nieprawdopodobnie szybkim tempie i motywuje do pozamuzycznego aktywizmu.

~ Karolina Kobielusz

Smerz – Have fun

Ok miłej zabawy – dobrze wiemy, że taki komunikat to nic dobrego, a już na pewno nie szczere życzenia dobrze spędzonego czasu płynące od nadawcy. Czasu spędzonego bez niego. W tej pasywno-agresywnej pozie kondensujemy całą zgryzotę i rozczarowanie doprawionej tym niezdrowym wzbudzaniem poczucia winy. Komunikaty odarte z pozawerbalności potrafią być naprawdę dwuznaczne. Czy duet Smerz życzy i nam dobrej zabawy? Jest w tym materiale coś na wskroś introwertycznego i rozdartego, nawet lekko zbolałego. Impreza we własnym towarzystwie.

~ Marta Konieczna

Lensk – Incised Shards

Tylko Lensk potrafi snuć takie muzyczne opowieści. Kruchość i siła przeplatają się wzajemnie, w tych dźwiękach można odnaleźć ukojenie i dyskomfort. Zatopione w atmosferze klubowej intymności, utwory na “Incised Shards” urzekają swymi kontrastami. Abstrakcyjne konstrukcje zmieniają się w te bardziej uporządkowane, by później znów rozpaść się w muzyczną mozaikę dźwięków. Dajcie się pochłonąć tym dwuznacznościom.

~ Filip Preis

Zeen Social Icons