Wywiad – Spopielony

Wspomnienia to potężna moc. I choć niełatwo znaleźć ewolucyjne i praktyczne zastosowanie nostalgii w ludzkim życiu, oczywiste jest to, jak bardzo oddziałuje ona na nas. Ostatnio na wskroś przeniknęła kulturę popularną. O tym jak brzmią wspomnienia i co stanie się z ich fizycznym odzwierciedleniem opowiedział Marcie Koniecznej Czarek Zieliński aka Spopielony.

red.: Karolina Kobielusz

MARTA KONIECZNA: Pomysł na wywiad z Tobą teraz wpadł mi chyba trochę ze względu na obecną aurę: ciemno, mgliście, tęskno. Łączy się to jakby z odczuwaniem całej tej hauntologii, choć może używam pewnych klisz?

CZAREK ZIELIŃSKI: Myślę, że to uzasadnione. Ja sam hauntologię, czy może raczej duchologię kojarzę z Bałtykiem, letnio. To takie myślenie o lecie, ale jesienią, czyli tęsknienie za nim.

MK: Na Twoim bandcampowym zdjęciu jesteś w końcu na plaży, w krótkich spodenkach.

CZ: Tak i uważam, że jest ono trochę romantyczne (śmiech). Byłem wtedy na wczasach z rodzinką nad polskim morzem i była to taka nostalgiczna podróż. Automaty, bilard, piwo na plaży i właśnie zachody słońca tam, bardzo kojarzą mi się z takimi wyjazdami, gdy byłem młodszy. Czasem mam wrażenie, że wszyscy Polacy mają te same wspomnienia.

MK: Może właśnie dlatego w ciągu ostatnich kilku lat duchologia tak silnie na nas oddziałuje?

CZ: Jasne, myślę, że to też kwestia pokolenia młodych ludzi, które odczuwa taką wyjątkową nostalgię. Mam tu na myśli takich bardzo, bardzo późnych millenialsów, ludzi z przełomu wieków. Przywiązują, przywiązujemy dużą wagę do życia emocjonalnego, do odczuwania nostalgii, ale już nie do imperatywów w stylu musisz być poważny, musisz doskonalić się zawodowo (ale już nie duchowo). Na kapitalizm patrzymy krytycznym okiem. W ogóle myślę, że nostalgia jest wynikiem kapitalizmu. Przez to, że tak dużo pracujemy i dążymy za czymś, musimy mieć miejsce na odstresowanie się. Sądzę, że dla wielu osób jest nim dzieciństwo, tam czują się bezpiecznie. A ono kojarzy im się z zajechanymi kasetami, pstrokatymi swetrami.

MK: A sam uciekasz przed czymś, czy do czegoś? Czy tęsknisz za tym, o czym robisz muzykę?

CZ: Ta muzyka nie miała być dla mnie terapeutyczna, bardziej oddaniem części moich emocji. Ale zdarza się, lubię uciekać do dzieciństwa. Poza tym fascynuje mnie nie tylko to co pamiętam, ale zwłaszcza to jak to pamiętam, ile emocji odczuwam z wydarzeniem, które zdarzyło się już dawno temu, którego samego w sobie niezbyt pamiętam. Jest bardzo zamglone na mapie moich wspomnień. Chciałbym, żeby moja muzyka brzmiała jak one, tak niebezpośrednio. Lubię właśnie termin hypnagogic dungeon synth – wspomnienia kojarzą mi się się z hipnagogami, tym stanem zaraz przed snem.

MK: Jak jeszcze rozumiesz ten termin?

Cz: W dungeon synthie za pozytywne uważam to, że jako gatunek wciąż stoi w tym samym miejscu. Nie do końca podoba mi się to, jak ewoluują gry, np. fantasy. A dungeon synth nie zaniechał pewnego pierwotnego podejścia do tematu. Są proste, swojskie melodyjki, podstawowy syntezator Microsoftu. Jest tam wciąż naiwność, która powoduje właśnie nostalgiczny nastrój. Sama tematyka, czyli fantastyka, pozwala na rozmarzoną, surrealistyczną aurę, również patetyczną. To wszystko można fajnie wykorzystywać, chociaż słuchając wielu albumów nie odczuwam czegoś ‘’większego’’. Miła muzyka do grania w tle, która kojarzy się ze starymi gierkami.

MK: A to jak coś zapamiętałeś można porównać do tego, jak coś jest nagrane. Aspekt nośnika i jego nietrwałości to kluczowy element muzycznej hauntologii oraz Twojej własnej twórczości, czyż nie?

CZ: Tak, nośnik jest bardzo ważny. Z jednej strony wiąże się właśnie z moimi wspomnieniami – sam obraz kaset VHS i taśm magnetofonowych używanych w moim domu jest bardzo rozmyty. Ale te nośniki już same w sobie miały coś takiego, że brzmiały nierealistycznie. W sposób przekoloryzowany albo właśnie niedokoloryzowany. Myślę, że nie bez powodu głównym instrumentem hypnagogicznego popu został kaseciak. Do tworzenia własnej muzyki starałem używać takich samych efektów, jakie on ma.

Nośnik jest bardzo ważny. Z jednej strony wiąże się właśnie z moimi wspomnieniami – sam obraz kaset VHS i taśm magnetofonowych używanych w moim domu jest bardzo rozmyty. Ale te nośniki już same w sobie miały coś takiego, że brzmiały nierealistycznie.

MK: Swój debiut wydałeś w końcu na kasecie. Wizualnie przypomina nawet VHS-a. A co się z nią stanie za te parę, paręnaście lat?

CZ: Skończy gdzieś na śmietniku (śmiech), śmietniku historii. Mam nadzieję, że zdegraduje się tak, że ktoś zrobi z tego drugie Disintegration Loops.

MK: Brzmi ambitnie! A wyobraź sobie sytuację, że po latach odnajdujesz w domu, czy magazynie, pudło ze swoimi kasetami. Odtwarzasz je. Jak myślisz, co poczujesz? Skoro to już teraz są wspomnienia, to czy będą to wspomnienia wspomnień, czy też podróż bezpośrednio do punktu zero?

CZ: Może jesteśmy teraz w błędnym kole… Ludzie wydają teraz kasetki, za 5 lat o nich zapomną, a za 20 będą je wspominać tak samo jak teraz? Myślę, że tak może być. Chyba, że wydarzy się rewolucja i kasety staną się nośnikiem powszechnym. Albo znajdziemy się w świecie post-nośników, gdzie każdy z nich będzie równy sobie.

MK: Od Twojego debiutu minął już rok i już rok tak sobie wspominasz grając tę muzykę. Przez ten czas rozgrzebywałeś te wspomnienia, czy też zagrzebałeś się w nich?

CZ: Ja się pewnie w tym zagrzebię. Zacząłem co prawda grać nowe rzeczy, ale to wciąż jest grzebanie w tej nostalgii. To chyba coś, poza co Spopielony nie może wyjść.

MK: A co dalej się z nim stanie? 

CZ: Będzie się grzebał, aż się wygrzebie. Planuję następne wydawnictwo. To osobisty projekt. Dopóki mam pomysły na to, jak przedstawiać swoje wspomnienia za pomocą muzyki, to będę to robił. Kiedy przestanę – ucichnę, przynajmniej mam nadzieję, że tak zrobię (śmiech).

MK: Skoro Spopielony to projekt prywatny, to czym jest duet Blokowisko, którego częścią jesteś?

CZ: Pierwsze to serce, drugie to rozum, może coś pomiędzy. EP-ka, którą wydaliśmy jako Blokowisko jest też bardzo retromańska, wręcz zrzynaniem z estetyki muzyki lat 80. Ale to się zmieni na płycie! Inspiracja tymi czasami pozostanie, ale wyraźniej zaznaczymy swoją indywidualną drogę. Mam duże ambicje na tę płytę… Nie mogę się doczekać, tego, jak ocenią ja słuchacze.


SUPLEMENT: GUIDE TO DUNGEON SYNTH

Jako dodatek do wywiadu Czarek przygotował krótki przewodnik wprowadzający w ten gatunek. Zdaniem twórcy – jego swoisty top of the top. Sprawdźcie sami.

Jötgrimm – Gramessteig

Raczej mało znana dungeon synthowa perełka. Mój ulubiony album gatunku mający zresztą bardzo dużo wspólnego ze space ambientem. Proste ale bardzo organiczne kompozycje, mnóstwo cudownie brzmiących synthów i świetny klimat łączący w sobie kosmos i nostalgię.

Secret Stairways – Enchantment of the Ring

A to jest myślę najbardziej “emo” płyta z gatunku. Przejmująco smutna, bardzo oniryczna z bardzo wolno sunącymi kompozycjami. A jednocześnie bardzo trzymająca się ram gatunku, bo traktująca o “Władcy pierścieni”, chociaż w zasadzie ten kontekst gdzieś znika jak damy się zatopić w wypływającym z głośników smutku.

Depressive Silence – Depressive Silence II

Z jedenej strony sytuacja całkiem podobna jak z Secret Stairways, z drugiej strony muzyka jest trochę bardziej niebezpośrednia, ma bardzo lo-fi produkcje z dużą ilością reverbu co przyczynia się do dodania tej fantastycznej oprawie trochę ciepła i oniryzmu, ale także – jak w przypadku Secret Stairways – dużej dozy nostalgii i smutku.

Essoupi – Perhaps We Are Like The Stars Walking At The Boundaries Of Life 

Nigdy nie wiem, czy essoupi jest tak dobre przez to, że kaseta z ich muzyką jest tak bardzo zdarta i sama tworzy nową jakość czy już na etapie tworzenia mieli swój koncept na muzykę. Ta płyta to najlepszy w swoim rodzaju black ambient, a raczej black dungeon synth, delikatne, kiczowate i rozmarzone syntezatory kontruje growl i gitarowe drony, co w połączeniu z naprawdę niskiej jakości dźwiękiem z kasety daje nam wręcz jakiś totalnie unikalny death industrial. 

DJ Armok / DJ Bishop / Pillbox – Dungeon Rap: The Introduction

Trochę ciekawostka, a trochę nie. Połączenie dungeon synthu i memphis rapu było wręcz oczywiste i fajnie że ktoś to zrobił i to w taki super sposób. Problem mam jedynie z tym, że w zasadzie sam rap z memphis miał u źródeł bardzo “dungeon” brzmienie i nie wiem czy ten album jest czymś nowym. Ale nie przeszkadza mi to zupełnie.

Zeen Social Icons