Lot jest pieśnią, a pieśń lotem – poetycki obraz twórczości Beach House

Motywy lotu, wzlotu czy polotu od wieków zajmują niezwykle istotne miejsce w filozofii, literaturze i sztuce. Są one również integralną częścią muzyki – nie może być inaczej. Wzajemnie przenikające się marzenia i jawy to składniki niezwykle ważne. Silnie oddziałują one na dźwięki i ich kontekst, wzbogacając je swymi znaczeniami i niejednoznacznymi sensami.

U schyłku XX wieku ewoluował shoegaze i dream pop, których najpopularniejszymi reprezentantami były niepodważalnie brytyjskie grupy Slowdive, Cocteau Twins czy My Bloody Valentine. Pozostawiły one po sobie niemałą spuściznę, z której twórcy czerpią do dziś, choć reinterpretując ją na nowo. Taki nowy wymiar dźwiękowego oniryzmu to z pewnością Beach House – twórcy rozmytych pejzaży, gdzie chłód miesza się z romantyzmem, a to, co nielinearne z tym, co efemeryczne. Ich muzyka wzbudza ogromną chęć do jej poetyckiego zobrazowania. Nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności.

Jest to ten zespół, do którego wraca się z ogromnym sentymentem. Wraca się podczas nocnej podróży samochodem. Wraca się w chwilach absolutnej bezsilności. Wraca się, by ukoić ducha i kołaczące się emocje. Te niemal atmosferyczne dźwięki pozwalają wykreować swój indywidualny, ekstatyczny lot. Lot z ponadprzeciętnie rozwiniętą wyobraźnią, wielką wrażliwością i umiejętnością podporządkowywania się swym sennym marzeniom. A słysząc paletę dźwięków, choćby w Depression Cherry nietrudno im ulec. Z kolei to właśnie dzięki delikatnym, zawodzącym, niskim barwom głosu Victorii Legrand, zaciera się granica między tym, co realne i baśniowe, co z kolei sprawia, że głos ten należy do konwencji snu. To są tak banalne konstrukcje dźwiękowe – przesterowane gitary i zimnofalowe syntezatory – a drzemie w nich tyle wzniosłości! Pieśń jest lotem, a lot pieśnią, która ewokuje u słuchacza chęć ucieczki przed brutalnością, skłania do wzbicia się do sfery sacrum. To lot ku nieskrępowanej wolności.

Pieśń jest lotem, a lot pieśnią, która ewokuje u słuchacza chęć ucieczki przed brutalnością, skłania do wzbicia się do sfery sacrum. To lot ku nieskrępowanej wolności.

Marta Olszewska w swej pracy „Słuchanie, które powołuje do istnienia. Wokół koncepcji deep listening Pauline Oliveros”, mówi o własnych dźwiękowych mapach mentalnych, które podmiot słyszący konstruuje w momencie głębokiego odbierania muzyki. Nie bez powodu zatem wybieramy miejsca, gdzie czujemy się najbezpieczniej, gdzie możemy uzewnętrznić to, co głęboko w nas drzemie. A Beach House, z całym przekonaniem, w te miejsca nas zabiera.

Redakcja: Marta Konieczna

Zeen Social Icons