Szum Międzymiastowy [cz.48]

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką. Następna część już za dwa tygodnie!

Aleksandra Przegendza

Wrocławska studentka muzykologii, antropologii kulturowej i komunikacji wizerunkowej, płynnie meandrująca między światami muzyki współczesnej, tradycyjnej i operowej. Od niedawna współpracuje z czasopismem muzycznym Glissando. Wolny czas spędza w Illustratorze.

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?

To na pewno nie byłby jeden konkretny dźwięk. Na myśl przychodzi mi wszechogarniający odgłos setek (może tysięcy?) pszczół w wąwozie Samaria.

2.Co było dla Ciebie ostatnio największą muzyczną niespodzianką?

YmaSumac i jej szalone akrobacje głosem łączące tradycyjny śpiew peruwiański z operowym, do tego w każdym możliwym rejestrze.

3.Jaki soundtrack przypisałabyś do ulubionej chwili?

Archiwalne nagrania muzyki tradycyjnej, a zwłaszczaBugünayınüçüdür, nagrane przeze mnie kurpiowskie trompanie pani Zosi, dudy Józefa Maślanki albo cieszyńskie grzebanie basów. Oprócz tego gwar kreteńskiej tawerny, obojętnie który Berio. Nie mogłoby zabraknąć też muzyki organowej 😉

4. Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Poszukiwanie istoty człowieczeństwa, z całą moją sympatią do miłośników How musiacalis a whale.

Łukasz Strzelczyk

Trochę ngo i diy jako trzecia fala, trochę poważny pan kurator i kierownik (Przemiany Festiwal scena muzyczna / sztuk wizualnych), producent różnej maści wydarzeń, rzadziej wydawca (archiwalia polskiej awangardy lat 70/80) czy socjolog kultury piszący.

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?

Pierwszym skojarzeniem, bo wcale nie miałem tego jakoś szczególnie przemyślanego, okazał się dron, jednostajny, długa sekwencja dźwięków. Może przez przekorność, bo nie jest lubiany, bo „monotonny”, bo „nic się nie zmienia”, a de facto tkwi w nim ogromny potencjał mikro zmiany, subtelności, ale i melancholii. Ale też dlatego, że drony otaczają nas zewsząd, poprzez szum wiatraka, pola magnetycznego wokół linii wysokiego napięcia, wiatru etc. Może nie musimy nawet przetwarzać tego co słyszymy, na muzykę (vide Koner)? Ta granica na szczęście jest bardzo umowna, jak większość w muzyce.

2. Co było dla ciebie ostatnią „muzyczną niespodzianką”?

Nie wiem czy niespodzianką, bo nie siedzę specjalnie w hip hopie, a już na pewno nie polskim, ale totalną nową jakością jest dla mnie Zdechły Osa i cała wrocławska ekipa. Jak to mówi Pezet, „dziwny typ z dziwną podziałką rytmiczną”. Wiele się dzieje, muzycznie, w warstwie tekstowej, ale co chyba kluczowe dla tej sceny, ważna wydaje się kwestia autentyczności przekazu. Mam wrażenie, że wszystko tu się zgadza, nic nie jest przestylizowane (choć odpowiednia stylówa jest, kolorowa bandana na twarzy, odpowiednia low budgetowa estetyka), a jednocześnie mocno oryginalne.

Zdechły Osa

3. Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?

Ha, odpowiem przewrotnie: kiedyś znajomy z którym pracowałem zauważył, że jest sobie fraza z pewnego soundtracku do pewnego filmu, którą nucę sobie, chyba nieco mimowolnie, w chwilach zadowolenia i spokoju. Frazą tą jest motyw przewodni w utworze:

4. Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Jej uniwersalność, niski próg wejścia, dalej inkluzywność. Z drugiej strony fajnie, że niektóre kolektywy, inicjatywy i sami artyści odwołują się do genezy muzyki, do jej trybalnego charakteru, znaczeń rytualnych. Muzyka jako twór społeczny, ale zarazem bardzo magiczny i indywidualny w swojej recepcji. To chyba jest najważniejsze, wielopoziomowy dualizm: abstrakcyjna – krytyczna i polityczna, masowa – osobista, odwołująca się do innych kodów kulturowych – intymna i niepowtarzalna, można by tak bez końca.

Joanna Kwapień

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?

Stukaniem w klawiaturę, pozytywką, skrobaniem ołówka o papier, trochę też dźwiękiem jakiejś potężnej wichury

2.Co było dla Ciebie ostatnio największą muzyczną niespodzianką?

Rzadko mnie coś zaskakuje, więc to miejsce wciąż zajmuje instalacja dźwiękowa Struny snu – muzyka na EEG solo Beniamina Głuszka na Survivalu

3.Jaki soundtrack przypisałabyś do ulubionej chwili?

Chyba najzwyczajniej w świecie cisza, skrajnie niedoceniana. Ale jeśli już musiałabym coś wybrać, to do drugiej-w-kolejce-ulubionej-chwili i byłaby to ścieżka dźwiękowa z ,,Call me by your name”.

4. Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Jej płynność, uczucie zawieszenia w czasie, poczucie doświadczania czegoś ,,tu i teraz” co jest jednocześnie kolektywne i indywidualne, zdolność do przenikania do zakątków mojej emocjonalności, o których często nie mam pojęcia przed kontaktem z dźwiękiem.

Zeen Social Icons