Czy brzmienie PC Music zaczyna zjadać swój ogon?

2019 okazał się być bardzo ważnym rokiem dla PC Music. Grupa artystów i artystek powiązana z labelem wypuściła swoje macki na wszystkie strony muzycznego świata. Charakterystyczne brzmienie wykreowane przez tę brytyjską wytwórnie wpłynęło znacząco na kształt wielu istotnych tegorocznych premier. W związku z tym pojawia się pytanie: czy ilość nie wyparła jakości?

Listę najbardziej rozpoznawalnych albumów przesiąkniętych wspomnianym brzmienie musi bezsprzecznie otworzyć Charli. Materiał, który powstał przy współpracy artystki z A.G. Cookiem jest popowym dziełem na miarę naszych czasów. Zaraz po premierze pisałem o nim: “niebywałe z jaką precyzją i dbałością są tu potraktowane pasma częstotliwości wszelkich dźwięków i wokali. Słuchając tego albumu mam przed oczami drukarkę 3D, która rzeźbi z perfekcyjną dokładnością i bez zbędnych niedoskonałości jego brzmienie. (…) Holly Herndon dała nam w tym roku świetne PROTO odznaczające się podobną nieskazitelnością brzmienia, które powstało z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, najnowszy album Charli brzmi zaś jak coś, co AI słucha sobie w drodze do pracy.”

Ciężko w tym wypadku mówić o zjadaniu ogona. Charli XCX bardzo świadomie dawkowała składniki, które złożyły się na finalną wersje jej dzieła. Dzięki temu nie ma mowy o przesycie prowadzącym do znużenia. Co ciekawe, album Charli pełni, swego rodzaju, naturalną ewolucje poszukiwań producentów z PC Music. Eksplorowanie zdekonstruowanego popu okraszonego odpowiednim podrasowaniem na potrzeby klubu, które było dotychczas realizowane w formie remixów staje się tu pełnoprawną strategią zastosowaną do produkcji utworów od zera. Jakiś czas temu zastanawiałem się ze znajomym nad przyczyną spadku zainteresowania klubowiczów post-clubowymi/zdekonstruowanymi brzmieniami i choć znaleźliśmy wiele powodów, jeden z nich wydał mi się szczególnie trafny. Jak zauważył znajomy: obecny pop wykorzystuje wpływy klubowej elektroniki w tak dużym stopniu, że jej znaczenie i zastosowanie w wyizolowanej formie znacząco spadło. Soundcloudowe obscure remixy Britney nadal mają spory potencjał w klubowej przestrzeni, ale czy mogą konkurować z perfekcyjnie wyprodukowanym utworem? 1999 zdaje się być odpowiedzią na to pytanie.

2019 to również rok premiery debiutanckiego albumu pełnoprawnej członkini kolektywu PC MusicHannah Diamond. Nie jest więc zaskoczeniem, że w tym wypadku mamy do czynienia z istnym skondensowaniem bubblegum-bassowego brzmienia. Czy może zatem w tej sytuacji futurystyczno-cyfrowy wydźwięk utworów wpływa negatywnie na wydźwięk całości? Nie, chociaż, co warto zaznaczyć, zdarzają się momenty tzw. przedobrzenia. Słychać to choćby w końcówce Concrete Angel, gdzie nietrafione, uwięzione gdzieś między ironią, a chęcią do nieskrępowanych sound-designowych poszukiwań wobble pozostawiają odczuwalny niesmak. Jednak w większości utworów proporcje zostają zachowane, co w efekcie daje nam kolejną dawkę udanego mariażu popu z elektroniką. Hannah Diamond oferuje nam album, który mógłby posłużyć za tło do posiadówki typu: siedzimy, wlewamy, ale zaraz zrobimy chyba siup do k l u b u.

Ostatnim z analizowanych przypadków będzie album Pang Caroline Polachek, która wprawdzie nie jest członkinią kolektywu PC Music, ale jest z nim ściśle powiązana za sprawą licznych współpracy m. in. z Felicitą czy Dannym L Harle. I to właśnie druga z tych dwóch postaci odpowiada za pomoc w wyprodukowaniu Pang. Caroline, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch wokalistek, stawia na odważne wyeksponowanie swojego wokalu. A ten odznacza się przy tym znaczniej mniej skompresowanym i przetworzonym brzmieniem. Nie oznacza to, że rozwiązanie to zostaje zupełnie pominięte – chyba najbardziej szlagierowe Hit Me Where it Hurts jest nim bowiem mocno przesiąknięte. Polachek i Harle są również w dużo większym stopniu zainteresowani eksploatowaniem emocjonalnych amplitud, co, swoją drogą, jest charakterystyczną cechą niskiej jakości radiowego popu. Ale to właśnie tu należy upatrywać wyjątkowość tego materiału. Udało się tu bowiem zawrzeć odpowiednią ilość zindywidualizowanej, artystycznej ekspresji wspartej nieco generycznymi, acz sprawdzonymi rowiązaniami w kwestii aranżu i sound designu. Idąc dalej drogą metafor: jeśli Charli nagrała album do samochodowych wojaży AI, to Caroline Polachek stworzyła ballady, które sprawdzą się przy sympatycznym gotowanku z przyjaciółmi i nagrywaniu relacji na instastories (dla bliskich znajomych).

Konkluzja nasuwa się więc sama. Brzmienie PC Music nie zjada jeszcze swojego ogona. Przy odpowiednim zachowaniu proporcji (które miało miejsce w przypadku tych 3 albumów) może ono służyć za kluczowy budulec bez szkody dla finalnego wydźwięku materiału. Jest to świetna wiadomość dla fanów popowych brzmień, których mierzi wspieranie wielkich nazwisk. Próba stworzenia gatunku, który spełnia podobne muzyczne założenie, ale odznacza się zdecydowanie innym modelem produkcji i podejściem do tworzenia trwa w najlepsze i daje – uzasadnione – nadzieje na przyszłość.

Zeen Social Icons