Interpretacja – KATASTROFA

Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucamy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierujemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Do cyklu powracamy ze słowem-kluczem KATASTROFA. Zapraszamy do lektury!

Pierre Bastien – Les premières machines

Więc wydarza się katastrofa. Jaka? A mało przykładów na to, co może pójść nie tak? Ale niech będzie coś takiego, że cała elektronika siada. Prąd taki w kabelku z elektrowni, układy scalone, wszelkie urządzenia na nich polegające – wyłączają się. Z czym zostajemy? Przez opustoszałe zgliszcza miast wędruje ktoś, a jego ślady znaczą pobrzękiwania dziwnego żelastwa. Jakieś furkotanie dobiegające z przykrytego brudnym płótnem wózka. Artysta-nomad rozkłada przed sobą fragmenty rzeczy, niegdysiejsze części obiektów. Nakręca, nastraja, nastawia nawet igłę w gramofonie. Koła zębate napędzane jakimś dziwnym, nie wiadomo dlaczego działającym, silniczkiem obrotowo wystukują rytm, potrącając różne skrawki. Dziwne sznurki, tasiemki, kijki, coś jak kiedyś prawdziwe, dziś potłuczone instrumenty. Śmieci grają same, tylko ten demiurg nad nimi czuwa, steruje nowymi dźwiękami. Jego imię to Pierre Bastien, a ja już zawsze słuchając jego twórczości, będę mieć w głowie takie, postkatastroficzne wyobrażenie jego muzyki ze wszystkiego.

~ Marta Konieczna

Grouper – The Man Who Died In His Boat

Dwa dni bez celu leżąc w łóżku, “Vanishing Point” zapętlone w kółko. Tak właśnie przeżyłem swą katastrofę. Czasem to wspominam właśnie tym albumem, ale więcej nie da się powiedzieć. Posłuchajcie ze mną.

~ Filip Preis

Vincent Gallo – “When”

Brakuje już słów, brakuje już tchu. Jest ciche łkanie i spierzchnięte usta. Tęsknota. Osobista katastrofa. Właśnie tak wygląda wizja rozstania u Vincenta Gallo. Dużo w tym teatralności i groteski, ale ja mu wierzę. Czuję jego żal każdą cząstką ciała. Jestem w tym żalu. Jestem tym żalem. Nikt w tak przejmujący, a jednocześnie niezwykle ascetyczny sposób nie gloryfikuje smutku jak właśnie Vincent Gallo. Co prawda “When” to momentami dość przekorne i ironiczne podejście do smutku (“I wrote this song for the girl Paris Hilton”), ale nie brakuje najczystszych jego wyrazów (“Laura”, “Yes, I’m Lonely”). Fuzja gitary i głosu tak bardzo rozdartego pomiędzy wieloma skrajnymi uczuciami czyni go najlepszym aktorem w jego tragikomedii. Gdyby każda katastrofa wyglądała właśnie tak…

~ Karolina Kobielusz 

Zeen Social Icons