Słuchaj, jak idziesz!

Chyba dość dobrze wiemy, jak patrzeć. Wiemy co sobie podkreślić, a co pociągnąć kolorowym zakreślaczem, żeby lepiej się nauczyć, umiemy wyczuć subtelne różnice pomiędzy poszczególnymi emoji. Pamiętamy (mam nadzieję!), żeby co jakiś czas odwrócić wzrok od ekranu i spojrzeć na rośliny, w dal. Telefonom, którymi potrafimy wykadrować niezłe zdjęcia, ustawiamy też godzinę uruchomienia blokady światła niebieskiego. Czasem włączamy im też powiadomienia sygnałem świetlnym, bo przecież bardziej od dźwiękowego rzuca się w oczy. Właśnie, językowe sformułowania też odwołują się do wzroku: do widzenia, jeszcze zobaczysz i patrz, jak idziesz.

Warto świadomie wychodzić poza okulocentryczne ramy, poprzez które percepujemy świat. Zacząć należy zawsze od higieny naszego drogocennego narządu słuchu. Oczywiście możliwości są ograniczone – hałas naznacza współczesny tryb życia wielu z nas, a często narażenie na jego szkodliwość jest wręcz instytucjonalne (np. w środowiskach pracy, w których nie dba się o słuchostan zatrudnionych). Problem jest palący i z pewnością jeszcze poświęcimy mu uwagę. Ale poza dyktaturą wzroku nie ma tylko zagrożeń, są też po prostu inne sposoby, aby odbierać rzeczywistość wokół. Na co dzień zajmujemy się muzyką, ale przecież nie tylko ją słyszymy. A może muzyka nie jest tylko tym, za co ją zazwyczaj mamy.

Warto czasem oddać prymat pozostałym zmysłom, warto nadstawić uszu i to im pozwolić pokierować przez jakiś czas naszą świadomością. Jeśli tylko pozwala nam na to zdrowie, trzeba korzystać z tego organu, również w mniej oczywisty sposób. Pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia, na kanadyjskim Uniwersytecie Simona Frasera, utworzyła się grupa badaczy pod nazwą World Soudscape Project. Powołana przez kompozytora Raymonda Murraya Schafera, za cel postawiła sobie za cel poznanie i opisanie zagadnień związanych z ekologią akustyczną i soundscape’em. Poprzez uważne słuchanie otoczenia, działacze opisywali pejzaże dźwiękowe i audiosferę (w języku polskim funkcjonują oba terminy na jedno anglojęzyczne soundscape), co pozwoliło na formułowanie wniosków dotyczących brzmieniowego dobrobytu nas samych, jak i całych miast.

Działalność World Soundscape Project oraz innych podobnych mu przedsięwzięć zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi. Dziś jednak chciałabym się skupić na koncepcji spaceru dźwiękowego. Nastała doba oczywiście krzyżuje plany związane z wychodzeniem z domu. Jednak na spacer możemy wyprawić same nasze uszy – w ich zasięgu jest przecież wiele odgłosów, które dobiegają daleko zza naszych ścian.

Idea soundwalkingu zrodziła się w WSP z inicjatywy Hildegard Westerkamp, która swoją karierę naukową, radiową i kompozytorską poświęciła właśnie zagadnieniom związanym z ekologią akustyczną. Zamiast obserwowania przestrzeni wzrokowo, poznajemy ją nasłuchując otoczenia. Podążamy nie za widokami, ale za kolejnymi odgłosami. Do dziś tworzone są wydarzenia dla słuchających spacerowiczów, niektóre zakładają nawet zupełne odcięcie bodźców wzrokowych poprzez np. założenie opaski na oczy. Takie doświadczenie pozwala odrzucić wspomnianą dyktaturę wzroku, poznać dobrze znane miejsca na nowo, a przede wszystkim nie wymaga od nas specjalnie zakrojonych przygotowań, czy wyszukanego ekwipunku.

W przygotowaniach do własnego spaceru dźwiękowego, z którego najpełniej skorzystamy, niezbędny jest trening słuchu. Nie powinniśmy zaniedbywać tego narządu, ćwiczenie go nie tylko pozwoli na argumentowane wyżej ograniczenie hegemonii wzroku w naszym życiu, ale korzystnie wpłynie też na nasze słuchanie i słyszenie w ogóle. Czy będzie to proces poznawania muzyki, czy kształtowanie wyobraźni do jej tworzenia – trening ucha jest kolejnym wartościowym punktem autoewaluacji. Z pomocą przyjdzie nam podręcznik Schafera A Sound Edition. 100 Exercises in Listening and Sound-Making. Spośród tytułowej setki wybrałam kilka moich ulubionych propozycji (które spokojnie można zaadaptować do warunków domowych), słuchajcie:

1.

Zapisz wszystkie dźwięki, które słyszysz. (…) Jeśli jesteś w grupie, przeczytajcie wszystkie listy na głos (…) Każdy stworzy inną listę, bo słuchanie jest bardzo osobiste i choć niektóre listy mogą być dłuższe od innych, wszystkie odpowiedzi będą poprawne. – zupełna oczywistość, która przyniesie wiele ciekawych spostrzeżeń, gdy tylko przebrniemy przez warstwę dźwięków, które bierzemy za pewnik. A może właśnie dlatego ich nie zauważamy?

3.

Niech góra strony oznacza głośne, a dół ciche. Rozmieść dźwięki, które słyszysz od góry do dołu strony zależnie od tego, jak głośne lub ciche ci się wydają. Niech teraz góra strony oznacza przyjemne, a dół nieprzyjemne, ułóż swoje dźwięki według tego. Odwróć stronę. Na środku narysuj średniej wielkości kółko. W środku umieść wszystkie dźwięki, które stwarzasz ty. Rozmieść pozostałe według odległości i kierunku, z których do ciebie dobiegają. – Oceniając muzykę nieuchronnie wartościujemy poszczególne brzmienia. Dostarcza ich nam jednak całe otoczenie. To prościutkie ćwiczenie na wędrowanie uchem w dal i wgłąb, które uczy oceniania dźwięków od podstaw.

14-16.

Trzy ćwiczenia dotyczące prowadzenia dzienniczka dźwięków. Notowanie snów staje się popularnym sposobem na ćwiczenie np. pamięci. Spisując dźwiękowe doznania, możemy poprawić spostrzegawczość naszych uszu i pamięć muzyczną. – Jaki był pierwszy dzień, który usłyszałeśtego ranka budząc się? (…) Jaki był najgłośniejszy dźwięk, który dziś usłyszałeś? (…) Jakie jest najbardziej pamiętne doświadczenie dźwiękowe w twoim życiu? Opisz w akapicie lub dwóch.

19.

Czy rozpoznałbyś dźwięk swoich kluczy? Pęki kluczy oddane, każdy słucha z zamkniętymi oczami jak prowadzący potrząsa kolejnymi kompletami. Podnieś rękę, jeśli rozpoznasz swoje.

26-27.

Czy potrafisz podać przykłady atrakcyjnych dźwięków pochodzących z wizualnie nieaktrakcyjnego źródła? – I na odwrót.

30.

Wyobraź sobie, że mam w ręku łopatę. Swoim głosem postaraj się stworzyć dźwięk, jaki pojawiłby się gdybym kopał w następujących powierzchniach: węgiel, piasek, żwir, śnieg. – Pamiętajmy, że nasz aparat mowy jest tym instrumentem, którym najłatwiej możemy przywołać dźwiękowe wspomnienia.

46.

Stwórz słowa w swoim prywatnym języku, które posiadają jakość onomatopeiczną. – Na przykład dzwon. Schafer zwraca w tym ćwiczeniu uwagę na jedną z teorii o pochodzeniu języka, podaje kilka ujmujących przykładów takich wymyślonych słów.

49.

To kolejne ćwiczenie z muzojęzyka. – Wykorzystując głos, dajemy wskazówki poruszania się bez użycia słów. Spróbuj modelować głosem jakkolwiek, byleby pokierować kimś lub wskazać mu wykonanie konkretnej czynności, np. pójście do drzwi i otwarcie ich.

73.

Podawajcie sobie kartkę papieru w absolutnej ciszy.

90.

Dodaj przyjemny dźwięk do swej własnej osoby – taki, który możesz nosić ze sobą i który myślisz, że przyniesie przyjemność tym wokół ciebie.

Błahe, głupiutkie i banalnie proste? Zupełnie jak przysiady, ćwiczenia na pamięć, wprawki wokalne. Ćwiczenia Schafera to zbiór możliwości na rozwój wyobraźni i pamięci muzycznej. Stanowią pierwszy krok ku uważnemu słuchaniu, które nie tylko wspomoże naszą spostrzegawczość, ale i zwyczajnie ubarwi nas brzmieniowy świat. Spróbować z pewnością warto.

Zeen Social Icons