Wywiad – BETTER PERSON

Better Person to jeden z najbardziej unikalnych twórców młodego pokolenia. Jaki jest jego stosunek do vintage brzmień? Co myśli o sytuacji artystów ze środkowo-wschodniej Europy? W końcu – z czym się utożsamia? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym wywiadzie Karoliny Kobielusz. Zapraszamy do lektury!

Karolina Kobielusz: Wydajesz się artystą ze starą duszą.

Better Person: Hmm… A jaki to jest artysta z nową duszą?

KK: Przede wszystkim taki, który pędzi w stronę futuryzmu, nowych muzycznych rozwiązań, bez szczególnego przywiązania do tradycji czy zbędnego sentymentalizmu. 

BP: Żaden ze mnie futurysta, chociaż z drugiej strony jestem  w pewnym sensie/w pewien sposób przykładem typowego współczesnego typka: uzależniony od internetu i telefonu, nie cierpię być poza miastem, streamuję większość słuchanej muzyki, czuję pogardę do tradycji itd. Co do „nowych muzycznych rozwiązań”, to jednak cała moja twórczość powstaje na komputerze. Nic na świecie  nie interesuje mnie mniej niż rozmowy o hardware’owych syntezatorach, maszynach perkusyjnych czy nagrywaniu na taśmie i tego typu sprawach. A jeśli uważałbym swój sentymentalizm za zbędny, to pewnie nie pisałbym takich piosenek jak piszę… Ciekaw jestem, jaki jest twój werdykt w związku z tym? Mam starą czy nową duszę? Hehe.

KK: Co jeśli odebralibyśmy  to  jako metaforę? 

BP: Ja tam myślę, że moja dusza nie jest ani stara ani nowa. 29-letnia. Nie za duża, nie za mała. Normalna.

fot. Tess Roby

KK: A co z tęsknotą? Dużo jej? Do czego tęsknisz? 

BP: Zależy to od dnia i sytuacji. Zwykle tęsknie do tego, czego nie mogę mieć w danej chwili… Myślę, że nie jestem w tej kwestii odosobniony. Bardzo często moje tęsknoty skupiają się na miejscach (miastach), pogodzie i ludziach. Tęsknię za bliskością, czułością, a zarazem za samotnością, skupieniem.

KK: Przekładasz tę tęsknotę na dźwięki? 

BP: Jeżeli chodzi o warstwę dźwiękową, w szczególności progresje akordów i dobór brzmień, to właściwie zawsze bardzo mocno połączone są one ze wspomnieniem czy projekcją jakiegoś miejsca, często o specyficznej porze dnia lub nocy i zapachu. Im więcej w życiu podróżuję i przeprowadzam się do innych miast, tym bogatsza jest moja baza miejsc, za którymi tęsknię. Trochę inaczej to wygląda z tekstami…

Jeżeli chodzi o warstwę dźwiękową, w szczególności progresje akordów i dobór brzmień, to właściwie zawsze bardzo mocno połączone są one ze wspomnieniem czy projekcją jakiegoś miejsca, często o specyficznej porze dnia lub nocy i zapachu.

KK: Jak to zatem wygląda z tekstami? 

BP: Teksty moich piosenek są bardziej „tu i teraz”. Piszę na gorąco o wzruszeniach i sytuacjach dookoła mnie. Dużo jest też w tym wyolbrzymiania.  W ostatnim roku, kiedy intensywnie pracowałem nad nową płytą, starałem się zapisywać moje myśli i teksty jak najszybciej się da. Bez zbędnych poprawek stawały się one wersjami ostatecznymi.  Dużo się z tego powodu najadam wstydu, ale koniec końców mam ogromną nadzieję, że dzięki temu jest w tym jakaś bezczelność, ale też czułość i prawda.

KK: Wiele mówi się na temat Twojego umiłowania estetyki lat 80-tych, czego dowodem jest nawet ostatni singiel „True love”. Nie można uciec od tych porównań. Co wywarło na Tobie największy wpływ?

BP: Staram się jak tylko mogę, żeby od tych porównań uciec choć trochę… Jestem wielkim entuzjastą muzyki popowej, szczególnie w jej klasycznym wydaniu. Pop wszedł na absolutne wyżyny zarówno produkcyjne jak i kompozycyjne pod koniec lat 70-tych i lśnił wielkim blaskiem chwały aż do późnych lat 80-tych (szczególnie, jeśli chodzi o ballady). To niepodważalny fakt, od którego ciężko jest uciec , a ja, jako kompozytor i aranżer, często i chętnie czerpię z kanonu ustalonego w „złotym okresie muzyki rozrywkowej”.  Mimo to widzę siebie jako twórcę jak najbardziej współczesnego i mam wielką nadzieje, że wachlarz estetyczny mojej muzyki jest szerszy niż nawiązania do formy piosenkowej z lat osiemdziesiątych. Wystarczy wytężyć uszy!

KK: Vintage brzmienie wydaje się jednak lwią częścią Twojej twórczości. 

BP: Staram się mieszać ze sobą różnego rodzaju wpływy estetyczne. Moja muzyka zrobiona jest w 70% z ukradzionych z internetu wtyczek i symulacji keyboardów czasami starych, czasami bardzo nowoczesnych. W żadnym wypadku nie jestem purystą sprzętowym, zależy mi na efektywnym stworzeniu danej atmosfery/ estetyki i jak najprostszym przekazie emocjonalnym.

KK: Wiem już jaki masz stosunek do minionych dźwiękowych trendów. A jak, według Ciebie, będzie brzmieć muzyka przyszłości? Czym będzie jej nowy wymiar? 

BP: Pojęcia nie mam! Podejrzewam, że utwory muzyczne będą coraz krótsze, żeby mogły zmieścić się w minucie na TikToku i tym podobnych. I dobrze! Im bardziej zwięzła forma, tym lepiej dla sztuki. Oprócz tego, jak wiadomo, nic tak szybko i źle się nie starzeje jak trendy w muzyce elektronicznej i tanecznej, więc z łatwością można też stwierdzić, że „muzyka przyszłości” nie będzie miała nic wspólnego z dzisiejszą „futurystyczną”, „zdekonstruowaną” elektroniką. I to dobrze, mam nadzieję, że piosenki przetrwają.

fot. Tess Roby

KK: Wracając – w jednym z wywiadów mówiłeś też o szczególnym rodzaju wrażliwości, który można usłyszeć tylko w nagraniach ze środkowej i wschodniej Europy w szczególności z lat 70-tych i 80-tych. Co miałeś na myśli? 

BP: No jasne, jest coś bardzo ujmującego w nagraniach z tego regionu i okresu. Często byli to bardzo zdolni twórcy bardzo zapatrzeni w Zachodnie wzorce, jednak bez możliwości sprzętowych, wprawy czy wielkich  producentów, co oczywiście dawało tej muzyce specjalny posmak. Specyficzny, delikatny smutek i rezygnacja przebijały się nawet przez najbardziej skoczne hity.

KK: Aktualnie dużo mówi się o wykluczeniu artystów ze ściany wschodniej – nawet jeżeli chodzi o muzykę klubową. Myślisz, że samo zainspirowanie  się nagraniami z tego terenu dałoby głos środkowo-wschodnioeuropejskim twórcom czy może to dłuższy proces? Jak to widzisz? 

BP: Ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć. Nigdy nie słyszałem takiej opinii.  Może dlatego, że nie zajmuję się tego typu rzeczami. Tak naprawdę dziwi mnie ta opinia, bo wydawało mi się, że w ciągu ostatnich 5-ciu czy 6-ciu lat zaistniało coś w rodzaju międzynarodowego hajpu na Europę Wschodnią. Nie tylko w muzyce, ale też – albo przede wszystkim – w świecie modowym. Teraz ten trend oczywiście powoli przemija, jak to zwykle bywa. Czasami ludzie pytają mnie o tego typu sprawy, pewnie dlatego, że nagrałem kiedyś piosenkę pod tytułem „Zakochany Człowiek”, w której estetycznie odnosiłem się do brzmienia muzyki lat osiemdziesiątych ze Europy Wschodniej, ale na tym się to dla mnie skończyło, moje zainteresowania i inspiracje ruszyły dalej. Nie mieszkam też w Polsce od prawie dekady. Generalnie staram się nie utożsamiać siebie ani swojej muzyki z żadnym krajem ani społecznością.

KK: Z czym w takim razie się utożsamiasz? 


BP: Staram się tworzyć swój własny język muzyczny zlepiony ze specyficznych dla mnie odniesień i wrażeń. Mikroświat w którym zarówno ja, jak i publiczność może znaleźć coś dla siebie niezależnie od tego kim i skąd są. W tym mikroświecie nie ma miejsca na granice geograficzne. W życiu prywatnym tyle razy już się przeprowadzałem do różnych miejsc, tymczasowo lub na stałe, że sam już nie wiem skąd jestem i dokąd zmierzam. Jedyna rzecz, której się trzymam to miłość i wspomnienia.

Zeen Social Icons