Przegląd – INSTALACJE DŹWIĘKOWE

W dzisiejszym przeglądzie polecamy waszej uwadze instalacje dźwiękowe, które dość mocno zapadły w naszej pamięci. Dźwiękowo-wizualno-zapachowa Ephemera w ramach Unsoundu, siła prostoty The wall of sound, klasyka gatunku spod znaku Edgarda Varèse we współpracy z Le Corbusierem, medyczne eksperymenty Gerarda Lebika czy kwadrofoniczny soundsystem Biura Dźwięku Katowice w ramach Sanatorium Dźwięku.


Ephemera live @ Unsound 2015 Kraków 

radio kapitał / węsz

Mimo, że premiera tego projektu miała miejsce pięć lat temu podczas krakowskiego festiwalu Unsound, to wciąż Ephemera wydaje się być jedną z najciekawszych instalacji performatywnych w Polsce. Ephemera to projekt perfumeryjny stworzony przez Magłorzatę Płysę i Mata Schulza, członków zarządu Unsoundu, oraz Gezę Schoena – berlińskiego perfumiarza. Pomysł na stworzenie dźwiękowo-wizualno-zapachowej instalacji pojawił się podczas rozmów tejże trójki na temat sfery wizualnej, synestezji wraz z producentami: Timem Heckerem, Steve’m Goodmanem oraz Benem Frostem. Na podstawie kompozycji muzycznych będącymi trzonem instalacji, Geza stworzył im odpowiadające zapachy. Ephemera live prezentowana była w trzech osobnych salach, gdzie artyści prezentowali muzykę, której akompaniowało wizualne show, a w powietrzu unosił się zapach odpowiadający danemu motywowi dźwiękowemu. To pełne przeniesienie się w zupełnie nowy wymiar, miejsce odrealnione, lecz jednak wciąż w pełni rzeczywiste, bo do tejże rzeczywistości przywraca nas suma wrażeń, które znamy z codzienności. 

O zapachach i projekcie znajdziecie więcej na stronie Ephemery (http://ephemera.pl/ ), a także w audycji Węsz autorstwa Katarzyny Korytowskiej i Kai Domińskiej w Radiu Kapitał, w ramach której dziewczyny gościły Gosię Płysę. Gosia opowiada w niej więcej o historii projektu, bezpośrednio rozbija budowę zapachów oraz przytacza dalsze działania związane z Ephemerą.

/ FP



The wall of sound @PanGenerator 2019

vimeo


Interaktywna instalacja dźwiękowa składa się z wielu małych samplerów z funkcją nagrywania i  została zaprezentowana w ramach Katowice Street Art 2019: Urban Sound. Wizualnie i mechanicznie nie mamy tu do czynienia z niczym skomplikowanym, z instalacji bije wręcz prostota. Każdy może do niej podejść, nagrać własną próbkę dźwiękową i dalej dzieje się już rzecz niezwykła, bo nadając dźwiękowi kierunek odtwarzania możemy stworzyć bardzo długie sekwencje. Myślę, że oszczędność w oprawie wizualnej nie odstraszy postronnych obserwatorów, a nawet zachęci do korzystania z instalacji jak z dźwiękowego placu zabaw, bo tak jak i one znajduje się w przestrzeni miejskiej, jednak w odróżnieniu od nich kryterium nie musi być wiek bawiącego się, lecz co najwyżej wzrost. Patrząc też na sam aspekt konstrukcyjny bardzo doceniam błyskotliwość twórców, bo przerabiając małe moduły elektroniczne, które cieszą się zainteresowaniem wśród osób początkujących w zabawie z elektroniką, stworzyli zaawansowane narzędzie.

/ MW

Edgard Varèse we współpracy z Le Corbusierem – Poème électronique

Nie będąc w stanie wybrać jednego spośród dzieł współczesnych, odwołać się muszę do klasyki.Chyba najwcześniejszą instalacją dźwiękową (lub kompozycją muzyczno-przestrzenną, jak również je określano), którą potrafię sobie przywołać jest tak powstała z okazji Wystawy Światowej w 1958 roku, która miała miejsce w Brukseli. To wtedy w belgijskiej stolicy postawiono jeden z jej dzisiejszych symboli, czyli Atomium. Nas bardziej jednak zainteresować może pawilon przygotowany przez markę Philips. Elektroniczny potentat wymagał odpowiednio nowoczesnej oprawy dla wystawianych przez siebie dóbr – i to założenie spełnia już sama budowla. Strzelisty namiot postawiony na planie przypominającym ludzki żołądek został zaprojektowany przez (posiadającego architektoniczne wykształcenie) awangardowego kompozytora Iannisa Xenakisa. Większość zadań związanych z projektowaniem pawilonu przekazał mu nie kto inny, a Le Corbusier, zbyt w tym czasie zajęty pracą nad przygotowaniem innej konstrukcji. Sam zajął się tym, co miało brzmieć wewnątrz pawilonu – można więc powiedzieć, że kompozytor i architekt wymienili się rolami. Corbusier jednak tylko dopomagał Edgardowi Varèse’owi w elektroniczno-konkretnym utworze na taśmę, np. dobierając zdjęcia do towarzyszącej mu animacji. Wypełniał on budynek wyzierając z około 350 głośników, ustawionych wedle idei jak najciekawszej spacjalizacji dźwięku. Zgodnie z tym, czym Varèse zawsze kierował się w pracy nad swoimi kompozycjami, dźwięki są ,,wyzwolone’’. Spod prawideł tonalności, wartościowania na ładne/brzydkie, poza tradycyjnym definiowaniem dźwięku muzycznego w ogóle. Choć dane mi być nie może posłuchanie utworu w takiej formie, w jakiej został powołany do istnienia, lubię sobie pomarzyć, jakie wrażenie robiła ta przestrzenno-muzyczna całość.
/ MK

Sanatorium Dźwięku 2019, Sokołowsko

6. edycja sokołowskiego festiwalu przebiegła pod znakiem poszukiwań związku pomiędzy muzyką a medycyną, ich znaczenia nie tylko w sferze kulturalnej, ale również w kontekście leczenia, a nawet i pojmowania chorób w oparciu o historię, jak i teraźniejsze metody. Do odtwarzania utworów czy przeprowadzania performensów artyści prócz rozbudowanego instrumentarium, używali również narzędzi medycznych. Narzędzia te były również bazą wielu instalacji dźwiękowych, które miały miejsce podczas Sanatorium Dźwięku.  Jedną z nich była praca Gerarda Lebika, która rzucała się w oczy od razu po wejściu na teren festiwalu. Było to kołaczące się na wietrze medyczne instrumentarium. Wolnowiszące przedmioty, obijając się o siebie wydawały abstrakcyjne dźwięki. Również my mogliśmy brać udział w tymże koncercie, w związku z czym instalacja mogłabym tym, czym chcielibyśmy, żeby była. Owszem – dźwięki przywodziły na myśl odgłosy ze szpitalnych sal, a ich otoczenie w postaci surowego muru sanatorium nie sprzyjało pozytywnym refleksjom, jednak poza tymi skojarzeniami echo roznosiło ukojenie. Mnogość różnych emocji niosła za sobą zaintrygowanie, którego nie brakowało również podczas wnikania w strukturę dźwięku emitowanego z instalacji dźwiękowej Biura Dźwięku Katowice. Instalacja ta przyjęła formę kwadrofonicznego soundsystemu i została ona zamknięta w gąszczu sokołowskiego parku. Towarzyszące mu improwizowane pejzaże dźwiękowe wpasowywały się w otoczenie i zdawały się jego częścią, przenikającą wgłąb fauny i flory. Bliskość z naturą, intensywne odbieranie jej, pochłanianie każdą cząstką ciała i słuchu. Dzięki temu słuchowisku / instalacji czas zyskał jakiegoś wzniosłego znaczenia, a doświadczanie go pełne było ekstatycznego zachwytu. 

/ KK

Fot. Piotr Jaxa

Zeen Social Icons