Przegląd – WYSTAWY OKOŁOMUZYCZNE

W najnowszym przeglądzie wspominamy różnorodne wystawy, których integralną częścią okazała się kultura dźwięku. Opisujemy też ekspozycje, dla których muzyka odegrała nie główną, ale równie istotną rolę oraz te, które muzykę nie tylko prezentują, ale i traktują jako integralna część projektu. Co konkretnie zapadło nam w pamięć? Zapraszamy do lektury!

140 uderzeń na minutę

 Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

To jedna z ciekawszych wystaw ostatnich lat i jedyna, która w tak wyczerpujący sposób hołduje polskiej kulturze rave’u i jej korelacji ze sztuką współczesną. Możliwość przeniesienia się w realia lat 90. umożliwił nie kto inny, jak MSN. Wystawa w swej pierwotnej wersji prezentowana była na Open’er Festival cztery lata temu, po czym  ponownie pojawiła się w siedzibie muzeum nad Wisłą latem 2017 roku.  Za sprawą kuratorów: Szymona Maliborskiego i  Łukasza Rondudy we współpracy z Zofią Krawiec, w murach instytucji pojawiły się prace zarówno sztandarowych nazwisk polskiej sztuki współczesnej, wśród których znaleźli się  m.in. Paweł Althamer, Alicja Żebrowska, Józef Robakowski, Marta Deskur, jak i dokumentator tej sceny – Marcelo Zammenhoffa czy zwykle ze sceną kojarzonego  – Jacek Sienkiewicz. To również Sienkiewicz, jako mocny reprezentant najnitosowej techno-sceny na rodzimym gruncie, zaangażowany był w muzyczne wydarzenia towarzyszące. Mogłoby się zatem wydawać, że to również on, jako żywa legenda,  jego muzyka i ludzie z nią związani byli motorem napędowym zainicjowania tej wystawy. Nie zabrakło fotografii z łódzkiej Parady Wolności, nawiązań do politycznego i społecznego zaangażowania tamtejszej sztuki i przede wszystkim unaocznienia tak wielkiego związku pomiędzy sztuką krytyczną a muzyką elektroniczną tamtego okresu. Wykorzystany materiał zaprezentowany wówczas w świetnie zaaranżowanej przestrzeni muzeum, wybrzmiewał bardziej nie tylko za sprawą panującej wewnątrz ciemności i migających stroboskopów, ale również oprowadzań kuratorskich. Miałam akurat takie szczęście, że trafiłam na spotkanie z Gregorem Różańskim z Wixapolu. Wizja współczesnej kultury klubowej, której przecież jesteśmy częścią i merytoryczny komentarz na temat przeszłości pozwolił mi, ówczesnej 17-latce, na konkretne szukanie związków i głębszą fascynację zarówno kulturą dźwięku końca minionego wieku, jak i sztuką, która jej towarzyszyła. 

/ KK

Zajawka. Hip–hop na Górnym Śląsku 1993-2003

Muzeum Śląskie

1993. Blokowiskowy beton. Wąski korytarz oświetlony jarzeniówkami. Ściany całe w tagach: Public Enemy, Onyx i członkowie Wu-Tang Clan wyliczeni dokładnie i z namaszczeniem, jak wszyscy święci w litanii. Oskrobana olejna farba i „Hip Hop Hooray” Naughty By Nature dudniące gdzieś w tle. Ciasnota. Klęska kolektywnego, usystematyzowanego mieszkalnictwa. Ale to nie amerykańskie Queensbridge, a choćby pierwsze z brzegu, katowickie osiedle Bogucice – blok wybudowany przez ekipę Gierka. Obok wybazgranych flamastrem amerykańskich rapowych tuzów, przez otwarte drzwi mieszkania, na kineskopowym ekranie przewija się prezydent Wałęsa i opuszczająca Polskę Armia Radziecka. Gdzieś za ścianą zespół Kaliber 44 nagrywa kolejną z kilku kaset demo – zalążków wydanej w 1996 roku „Księgi Tajemniczej”, do dziś uchodzącej za jeden z najoryginalniejszych polskich rapowych albumów. „Zajawka. Hip–hop na Górnym Śląsku 1993-2003” – wystawę, której rdzeń wystylizowano na opisany korytarz bloku, zaprezentowano latem 2019 roku w Muzeum Śląskim. Swoim szerokim kontekstem, wyraźnym historycznym tłem i charakterystyczną wspólnotowością (tworzono ją w ścisłej współpracy z przedstawicielami środowiska hip-hopowego z całego kraju) opowiada historię podwórkowej twórczości sprzed dwóch dekad, wykraczającej daleko poza obszar Śląska i stanowiącej ważny filar całokształtu współczesnej kultury popularnej.

Zdigitalizowaną wystawę obejrzeć można na stronie Muzeum Śląskiego.

/ gościnnie Jacek Paśnik

 Anna Zaradny „Rondo znaczy koło”

Galeria Bunkier Sztuki

W 2016 roku Anna Zaradny przejęła górne piętro galerii Bunkier Sztuki. W ramach jej artystycznych działań powstała wystawa, która balansowała pomiędzy emocjonalnymi impresjami, a surową geometrią i intelektem. Zaradny enigmatyczymi instalacjami, niepokojącymi ścieżkami dźwiękowymi oraz grą świateł stworzyła przestrzeń, która dawała możliwość medytacji razem z obiektami, a także pozwalała spojrzeć w głąb siebie. Także ingerencja w samą strukturę budynku zaznaczała bezwzględne podejście artystki w kontekście doznań wizualno-dźwiękowych. Nie bez powodu motyw koła powtarza się praktycznie w każdej instalacji – ten geometryczny kształt przypomina cel, lunetę, zakreślenie obszaru, kolorowy miraż. Zaradny pokazuje jego wielowymiarowość, a także nawiązuje medytacji, powtarzalności, przysłowiowego „zataczania kręgu”. „Rondo znaczy koło” było przestrzenią, gdzie w tajemnicy można było także odnaleźć siebie.

/ FP

Galeria 112 700 milionów lat – 𝐜𝐞𝐦𝐞𝐧𝐭 𝐩𝐜𝐢𝐦 (𝟏/𝟐)

Twórcy tej galerii wykazali się niebywale szybką reakcją na nagłą zmianę sytuacji, bowiem wydarzenie zostało ogłoszone jeszcze pod koniec marca, a wernisaż odbył się nieco ponad tydzień później. Choć teraz streamów mamy aż nadto, a liczne galerie udostępniły już wirtualne spacery po swoich gmachach, tutaj owszem też przespacerujemy się się i obejrzymy grafiki. Ale możemy też najzwyczajniej w świecie podłożyć pakę. Możemy też kampić z awp, bo wystawę zlokalizowano w uniwersum Counter-Strike 1.6, na mapie przygotowanej specjalnie na tę okazję. Była to pełnoprawna impreza, bo do grania muzyki na żywo zostali zaproszeni dj. Chociaż sama postpaintowa stylistyka i przekorne używanie fontów typu comic-sans nie za bardzo do mnie trafiają, tak bardzo doceniam fakt, że było to duże intermedialne przedsięwzięcie.

/MW

Prototypy 02: Codex Subpartum 

Muzeum Sztuki w Łodzi

Długo wzbraniałam się przed nazywaniem tego przedsięwzięcia wystawą i tym samym dołączeniem jej do niniejszego przeglądu. Długoterminowy projekt Michała Libery, Barbary Kingi Majewskiej, Konrada Smoleńskiego i Zinc & Copper, rozgrywał się jednak w przestrzeni muzealnej, a kolekcja instytucji stała się integralnym elementem działań zaangażowanych twórców. To taka metawystawa – podobnie jak w przypadku pozostałych dwóch inicjatyw z cyklu Prototypy, druga jej odsłona bazuje na zbiorach Muzeum Sztuki w Łodzi i pozwala na ponowne zaistnienie, czy też interpretację dzieł sztuk plastycznych. W przypadku Codex Subpartum, wybrane grafiki i obrazy zostały umuzycznione w wyniku przemyślanych procedur translacyjnych – z języka wizualnego na język brzmień. O poszczególnych ideach przeczytacie w tej broszurze. Dość powiedzieć, iż zamiarem autorów nie było uznanie wybranych dzieł sztuki za gotowe do wykonania partytury graficzne. W wykładzie Libery, który towarzyszył projektowi, padły pamiętne dla mnie słowo. Kurator i krytyk określił zjawisko wykonawstwa partytur graficznych mianem trzech dowolności. Oto widzimy grafikę o dowolnym kształcie i wyglądzie, wykonujemy na jej bazie muzykę, która przybrać może dowolny charakter zależnie od naszego rozumowania wykonawczego, a finalny efekt zostanie w dowolny sposób zinterpretowany przez słuchacza. Nic nie jest w tym przypadku kwantyfikowalne, opiera się na odczuciu. Tego uczucia w muzycznym wymiarze autorzy Codex Subpartum doszukali się m.in. w dziełach Szapocznikow, Strzemińskiego. W warsztatach czytania partytur, które stanowiły kolejne wydarzenie towarzyszące, Majewska prowadziła zadania mające na celu uwrażliwienie uczestników na ewokowanie owych odczuć głosem, w oparciu np. o losowo otrzymany przedmiot. Sama nie uczestniczyłam w tym projekcie, ale z relacji znajomych było to bardzo znaczące doświadczenie, zwłaszcza dla tych przybyłych, którzy pokusili się o zbyt dosłowne zrozumienie partytury, szukanie nut. Podsumowując, Codex Subpartum to w gruncie rzeczy wystawa dzieł sztuki opowiedziana muzyką, wystawa funkcjonująca za krawędzią świata widzialnego.

/ MK

Zeen Social Icons