Portrety – r beny

Kalifornijski artysta tworzy muzykę, która odznacza się wyjątkowymi cechami – pełną emocjonalnych uniesień, ale trzymanych w ryzach. Dzięki temu jego albumy w ciekawy sposób igrają z uwagą słuchacza. Momentami wręcz o nią walczą, by chwilę później zupełnie przestać o nią zabiegać. Brzmienie r beny’ego przepełnione jest pozbawionymi zniekształceń dźwiękami fortepianu. Mamy tu za to sporo zabaw z delay’em i zapętlaniem fraz.

Debiutancki album muzyka ujrzał światło dzienne w 2016 roku; od tego czasu zdążył on wypuścić kolejnych sześć. Jak widać, mamy do czynienia z artystą, który nie chowa swojej twórczości do szuflady. Co jednak warto zaznaczać, częste premiery nowego materiału nie wpływają negatywnie na jego jakość. Osobom zapoznającym się z twórczością artysty poleciłbym w szczególnie dwa albumy. Pierwszy z nich to split z amerykańskim twórcą o pseudonimie Paperbark pt. Reasons to Live wydany przez wytwórnię Seil. To niezwykle melancholijna, lekko dronująca porcja muzyki odznaczająca się licznymi zapętleniami w stylu Basinskiego.

Drugim godnym polecenia albumem jest najnowsze dzieło Natural Friction, które, swoją drogą, zostało ostatnio uznane przez Bandcamp za jedno z najlepszych ambientowych wydawnictw z kwietnia. To zbiór powolnych kompozycji, gdzie gładki sound design miesza się z Heckerowskimi syntezatorami pełnymi rosnącej dramaturgii. Natural Friction potwierdza stały progres amerykańskiego muzyka i rodzi pytanie: dlaczego wciąż tak cicho o r beny’m? Miejmy nadzieję, że już niedługo ulegnie to zmianie.

Zeen Social Icons