Interpretacje — DRŻENIE

Interpetacje
Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucać będziemy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierować będziemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje słowo-klucz DRŻENIE. Zapraszamy do lektury!


 

Filip Preis

 

Klein – Tommy EP

 


 

Tutaj wszystko drży – od atmosfery, po dźwięki, wokale. Te abstrakcyjne kolaże stworzone przez Klein zawierają w sobie najbardziej skrajne uczucia, która naprzemiennie nakładają się na siebie. To trochę tak, jakby za chwile miało stać się coś ważnego, a nasze ciało i nasz umysł to w pełni odczuwa, powodując jakieś niewytłumaczalny skok emocjonalny. Następnie zatapia się w masie dźwięków, które w pewien sposób przynoszą ukojenie. Te enigmatyczne zjawiska przedstawiają to, jak „Tommy EP” błądzi w naszej świadomości, zostawiając po sobie same niejednoznaczności. Ale nie pozwólmy uciec temu drżeniu – niech nas rozstraja, wprowadza w niewygodę i zakłopotanie, wprowadza w zawroty głowy. 

 


 

Karolina Kobielusz 

 

Radiohead - Amnesiac 

 



 

To album legendarny i powszechny, który towarzyszył niejednej podróży autostradą, nieprzespanej nocy, spacerowi we mgle, słonym łzom, nieśmiało rodzącej się nadziei czy indywidualnemu końcu świata. Odkąd pokochałam „Amnesiac” nieskończoną miłością, wzbraniałam się przed napisaniem o mojej relacji z nim. Jest ona dość intymnym doznaniem - poświęciłam dla niej serce wraz z całym wachlarzem skrajnych emocji i refleksji. Dźwięki zdają się dla zespołu narzędziem do budowania domu, w którym jednocześnie można czuć ciepło i bezpieczeństwo, a przy tym absolutną niepewność i ciężar życia. Konstrukcja tego domu jest niestabilna -  cały on drży. Drżą podwaliny w postaci gitar, drży kruchy głos, drży molowe pianino, drży werbel. W szczególności „Knives out” to właśnie takie miejsce na całej muzycznej topografii tego albumu, gdzie wątłość  w niezwykle szybkim tempie eskaluje i bezpowrotnie wciąga. Wszystko w tym domu rodziny Radiohead drga, pulsuje, unosi się, oddycha i żyje. A ja wraz z nim będąc w samym środku jego wnętrza.

 


 

 

Patryk Wojciechowski

Roly Porter - Third Law 

 

 


 

W którychś interpretacjach pisałem o duecie Vex'd, który stał się ikoną dubstepowego ruchu w brudnym i mrocznym wydaniu. W pewnym momencie artyści postanowili się rozdzielić i o ile Kuedo skierował się bardziej w footworkowo-uk bassową stronę, tak Roly Porter postanowił zglębiać możliwości wykorzystania niskich częstotliwości w dronowej odsłonie. Dziś chciałbym wspomnieć o jego ostatnim albumie czyli Third Law. Projekt, który wielu może kojarzyć się z Porterem w wersji live wzbogaconym o wizuale MFO i dużą ilość strobo. Third Law to album z mocno filmową narracją. Jego dramaturgia jest bardzo mocno nakreślona już od pierwszych dźwięków. Słuchając go ciężko o podzielność uwagi. Nie jest to materiał, który nada się na background listening. W zamian za to dostajemy dość ciekawą opowieść i kilka zwrotów akcji. Jeśli lubicie albumy, które starają się prowadzić słuchacza i opowiadać historie, to dzieło Roly Portera powinno przypaść wam do gustu. Mi osobiście najbardziej imponuje zachowanie balansu między różnymi pasmami. Każdy dźwięk ma swoje miejsce zarówno pod względem panoramy jak i częstotliwości. Dzięki temu dostajemy album, którego brzmienie przyciąga uwagę. Co ważne, nie jest ono na tyle sterylne i wymuskane żeby straszyć nas swoją sztucznością. Obstawiam, że zatrudnienie Portera do przygotowania ścieżki dźwiękowej do jakiegoś filmu jest tylko kwestią czasu. Swoją drogą, Third Law przypomina momentami to, co Johann Johannsson zrobił na potrzeby Sicario. 

 

Grafika:

Sandra Sygur