Najlepsze momenty na TAURON NOWA MUZYKA 2018

Relacje
Wybraliśmy sześć koncertów festiwalu Tauron Nowa Muzyka, które mocno zaznaczyły się w naszej pamięci. Zapraszamy do lektury!

 

Arca – Na jego występ czekałem najbardziej spośród całego line-up’u Taurona. W sobotnią noc ekscytacja rosła we mnie z godziny na godzinę. W końcu, gdy nadszedł czas spotkania z Alejandro Ghersim, przerosło one me najśmielsze oczekiwania. To, w jak odważny sposób operował dźwiękiem budziło we mnie ogromny szacunek i podziw. I oczywiście jego niezwykle wyrazista osobowość napełniała wszystkich entuzjazmem. Najbardziej przekonywująca była jego bezpośredniość i w kontakcie z publicznością, a także i w muzyce, którą czuło się w każdym zakamarku swego ciała. Z pewnością ten występ zostanie w mej pamięci na całe życie. 

 

Biuro Dźwięku Katowice - Wśród nocnego szaleństwa, któremu większość dała się ponieść, znalazła się też jakże ważna chwila zwolnienia i swego rodzaju ukojenia. To właśnie druga edycja Biura w Parku towarzysząca Tauronowi dała możliwość nieskrępowanego skupienia się na dźwiękach, co dodatkowo wzmagała bliskość z naturą i coraz odważniejsze meandrowanie zaproszonych artystów. Program prezentował się niezwykle imponująco, co świadczy nie tylko o wyobraźni kuratorów, ale i o ich pewnej świadomości bytu i kierunku zmierzania muzyki eksperymentalnej w Polsce. Na wielkie chapeau bas, według mnie, zasłużyli przede wszystkim Pole, a także Grupa Etyka Kurpina, którzy konsekwentnie wyrwali słuchaczy z letargu i wprowadzili w wyimaginowany przez siebie świat. Patrząc przez pryzmat dźwięków, świat ten nęcił i nieustannie budził we mnie chęć poznania jego tajemnicy. 

 

Errorsmith – Mimo wczesnej godziny, to chyba był najbardziej taneczny koncert na całym Tauronie. Każdy czuł tę niesamowitą energię, którą dzielił się Erik Wiegand. Występ live w jego wykonaniu był czymś naprawdę niesamowitym – jaskrawe dźwięki przenikały wszystkich słuchaczy, a siła basu była aż miażdżąca. Ta elektroniczna podróż działała na wszystkie zmysły – była ona idealnym rozpoczęciem nocy pełnej wielu pozytywnych wrażeń. Dlatego jeżeli nie udało wam się dotrzeć na jego koncert, to ogromnie żałujcie! Informujemy jednak, że errorsmith pojawi się na tegorocznej edycji Avant Artu w Warszawie tuż obok Yvesa Tumora oraz Lotica. 

 

Syny - Amfiteatr NOSPRu nie słyszał jeszcze takich bitów i warstwy lirycznej. Synoski sen trwa w najlepsze i nie sposób się mu oprzeć. Co lepsze - zebrani tam słuchacze mogli w nim uczestniczyć i ponieść się jego metaforze. Ograniczone pole widzenia przez dym i raz po raz wyłaniające się z niego sylwetki Piernikowskiego, który słowem wdziera się do środka i 88, który lokuje się na pozycji genialnego inżyniera dźwięku mocno zaznaczają się w moim wspomnieniu.

 

DJ Stingray – Dwugodzinny set tego amerykańskiego producenta był prawdziwym wyzwaniem, jednak wszyscy obecni na scenie Red Bull podołali zawrotnemu tempu, które narzucał Stingray. Siarczyste dźwięki elektro i rytmiczność Detroit techno mieszały się ze sobą, symultanicznie powodując w widowni efekt hipnozy. Pojawiały się ciągłe zaskoczenia, lecz elementem, który nie zmieniał się w ogóle była ta specyficzna muzyczna charyzma, która była obecna w każdej sekundzie tego dj seta.

 

Ben Frost - To było do przewidzenia, że Australijczyk w towarzystwie MFO sporo namiesza w katowickim MCK. Powtórzył się scenariusz sprzed roku, kiedy to w sali kameralnej NOSPRu grał William Basinski - chłód, a jednocześnie mrok dźwięków ambientu sprawiły, że sen zmrużył moje oczy. Stanowi to o niezwykłej sile muzyki, która wyciszyć może nawet najgłośniejszy krzyk duszy. 
Zdjęcia:

Filip Preis, Kacper Godlewski


Tekst:

Karolina Kobielusz, Filip Preis