Nojzy sprzed stu lat

Artykuły
Hałas w muzyce czy nawet muzyka w hałasie - dla jednych nieodłączny element współczesnej sceny elektronicznej i eksperymentalnej, dla innych tylko połowa tego duetu, sam jazgot. Wcielanie dźwięków o nieokreślonej wysokości do muzycznej materii to proces wciąż trwający i to trwający całkiem długo. W jakim miejscu jesteśmy dziś, wiadomo. Znamy dobrze Merzbowa, zachwycają nas poczynania duńskiego Posh Isolation, mamy i w Polsce świetnie rozwijającą się niszę na noise. A jak to było na początku tej historii, którego swoją drogą ciężko przecież jednoznacznie wskazać? Do tego frapującego tematu podchodzili różni twórcy, na swój sposób każdy. Czajkowski z armatami w orkiestrze, Debussy z efektami szmerowymi w perkusji. A niejaki Luigi Russolo mówiąc wprost, że hałas to muzyka nowych czasów.
 
Tę opowieść zacząć należy właśnie od Włocha, malarza futurysty oraz muzycznego wizjonera (na zdjęciu powyżej jego obraz pt. ,,La Rivolta’’). Zrodzony w Italii futuryzm postulował odcięcie się od przeszłości i zwrot ku nadchodzącym, szybkim i fascynującym w tej swej szybkości czasom. Po traktacie Manifesto, autorstwa Marinettiego, przyszły kolejne dzieła dookreślające kierunek w innych dziedzinach, od architektury po gastronomię, oczywiście nie ominąwszy muzyki. Ten obszar sztuki miał wyjątkowe znaczenie, gdyż bardzo dosłownie pokazywał zmiany ludzkiej percepcji w dobie szalonego postępu technologicznego. Świat stawał się coraz głośniejszy. Do nowoczesnego ucha docierały przede wszystkim ryki silników, kakofonie klaksonów, szczęk maszyn. I to właśnie, według futurystów, było piękne!
Traktat L'Arte dei Rumori został stworzony w 1913r. i opublikowany 3 lata później. W swoim dziele Russolo ukazuje historyczny zarys muzycznego rozwoju, dzieli się spostrzeżeniami dotyczącymi muzyki mu współczesnej oraz zapowiada jej istotę w przyszłości, która w pewnym sensie, już dla niego trwała. Ponadto dokonał klasyfikacji tradycyjnie pozamuzycznych odgłosów na 6 grup. Upraszczając sprawę: wybuchy, gwizdy, szepty, skrzeczenio-piski, dźwięki wydobywane poprzez uderzenia oraz odgłosy zwierząt i ludzi (wykluczając mowę). Współczesny człowiek był zdaniem Russolo gotów na wzruszenia wywołane tymi hałasami. Rolą kompozytorów przyszłości było więc używanie ich jak poszczególnych grup instrumentów - łączenie, ,,zestrajanie'', nakładanie na siebie w tytułową Sztukę hałasów.
 
 
Na teorii Lugi Russolo nie poprzestał. Postulując zupełne odwrócenie się od klasycznych instrumentów musiał zaproponować jakieś inne, nowe. I zrobił to. Między 1910 a 1930 rokiem zajął się konstruowaniem tak zwanych intonarumori czyli wywołujących hałas. Były to drewniane pudła z czarą głosową, która amplifikowała dźwięk rezonujący w ich wnętrzu. I to dźwięk nie byle jaki, najczęściej uzyskiwany przez pocieranie o membranę sznurem, który wprawiało się w ruch korbką. Na zdjęciu u góry artykułu widnieje szkic przekroju takiego delikwenta. W zamyśle było to połączenie odgłosów wszystkich wymienionych grup hałasów, w praktyce był to solidny kawał jazgotu. Chociaż intonarumori to instrumenty na wskroś akustyczne, w brzmieniu przypominały elektroniczne noisy bardziej nam współczesne. Nie można tego powiedzieć o samych kompozycjach Russolo. Nierytmiczne i ,,po prostu'' głośne oraz charczące. Współbrzmiące z nimi inne instrumenty czy głos, też podążają raczej w stronę raczej dającą do myślenia niż dającą przyjemność słuchania.
 
Fakt, ciężko wskazać na jedną, prostą linię prowadzącą od Russolo do, nie wiem, Pharmakon. Jeszcze trudniej mówić o inspiracji Włochem przez takiego, nie wiem, Purgist. Ale czy to nie choć trochę fascynujące, że ktoś robił tytułowe noise music tytułowe sto lat temu? Czasem wydaje mi się, że pierwsze dekady XX wieku oraz dwudziestolecie międzywojenne były okresem o wiele bardziej nowoczesnym od nowoczesności nam współczesnej. Bo właśnie o przełomowość i o bezkompromisowość wielu twórców się tutaj rozchodzi.
Autor:

Marta Konieczna