Szum Międzymiastowy [cz. 24]

Szum Międzymiastowy

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką. Następna część już za dwa tygodnie!




Tomek Węgrzyn
nie potrafię zdecydować czym sb zająć
@tomeck.divx


1. Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?
Ping pong delayem albo powolnym i ciepłym pulsowaniem.

2. Co było dla ciebie ostatnia „muzyczną” niespodzianka?
Intro thx w hd i jego prawie fizyczne ssanie.

3. Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
W rozdarciu między decyzją czy moje ulubione chwile to chwile największej radości czy odczuwania wybrałbym Dance yrself clean od LCD Soundsystem albo Beatrix od Cocteau Twins.

4. Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?
Potrafi masować uszy i dusze.



Grzegorz Dąbrowski


1. Jakim dźwiękiem opisałbyś siebie?
Zależnie od nastroju. Przychodzą mi do głowy monotonne, spokojne dźwięki gitary basowej z post-punkowych utworów (teraz każdemu w głowie niech gra Joy Division, powiedzmy „Shadowplay”).

2. Co było dla Ciebie ostatnią muzyczną niespodzianką?
Myślę, że album australijskiego zespołu The Murlocs, Young Blindness, świeże, bardziej żywsze podejście do psych rocka. Potem bodajże z debiutanckiego albumu zespołu Ulrika Spacek - Beta Male. Zrobiłem też drugie podejście do duetu Boy Harsher i siadło jak nigdy wcześniej, właściwie to można uznać za muzyczną niespodziankę. Jak już słyszałem jakąś elektronikę stylizowaną na lata 80 to zawsze wychodził z tego generyczny vaporwave. A tutaj pięknie połączone świeże brzmienie z nostalgicznymi naleciałościami.

3. Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
Khurangbin - Friday Morning
Mac DeMarco - Brother
Glue Trip - Elbow Pain
Velvet Underground - Ol’ Sweet Nuthin’

Jest tych chwil kilka, ale te utwory chyba najbardziej pasują do nich.

4. Co jest dla Ciebie muzyce najważniejsze?
Muzyka pomaga mi zrozumieć w jaki sposób się czuję w danym momencie, dlatego zdecydowanie klimat i nastrojowość. W kontraście do tego co napisałem wyżej, muzyka nie może mnie nudzić, jestem otwarty na zróżnicowanie albumów których słucham. Muzyka często pomaga mi w procesie twórczym, dlatego jest główną inspiracją do historii które tworzą mi się w głowie. Potem przelewam je na papier bądź kompa.



Paulina Dzidowska
Mieszkam we Wrocławiu, na co dzień zajmuję się poprawianiem stron internetowych. Jestem założycielem i tworzę Niezależne Koło Naukowe „Machinery Circle” dotyczące uczenia maszynowego. Wraz z dziewczynami razem uczymy się bardziej zaawansowanych algorytmów i praktycznego wykorzystania tej dziedziny w tworzeniu oprogramowania. W wolnym czasie chłonę sztukę i „wyżywam się artystycznie” w różnego rodzaju inicjatywach. W sztuce najbardziej interesuje mnie performance, kiedy to wszystko nie do końca może zostać zdefiniowane i kilka dziedzin przplata się ze sobą. Czasami można usłyszeć mnie jak śpiewam – improwizuję na organizowanych jam session.


1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?
Jeśli stałabym przed klawiaturą pianina byłby to dźwięk F w tonacji mollowej. Podobno tembr mojego głosu najbardziej go przypomina. Oprócz tego przychodzi mi jeszcze do głowy powolny stukot pociągu taki jednostajny i senny. Zwłaszcza na trasie Wrocław – Katowice, kiedy najdłuższa pauza przypada na dworzec w Opolu.

 

2.Co było dla ciebie ostatnią „muzyczną” niespodzianką?

Od paru tygodni pozostaję pod dużym wrażeniem występu jaki zobaczyłam i usłyszałam na festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach w tym roku. Artysta Ben Frost zaprezentował niesamowicie spójny audiowizualnie projekt. Cała kompozycja działała na zasadzie kontrastu. Przeplatające się dźwięki oraz gra światła wraz z całą instalacją artystyczną wytwarzały taki nastrój, który przenikał od głowy po stopy biegnąc przez wnętrzności całego ciała. Enigmatyczność tego występu działała tak bardzo, że nie dało się przejść obok tego obojętnie. Ja stałam jak zaczarowana, najbardziej poruszające momenty były kiedy światła za artystą odbijały się w taki sposób, że wyglądało to jak tafla poruszającej się wody a brzmienie, które wypływało z głośników było bardzo spójne z tym co dało się zobaczyć. Realizacja na najwyższym poziomie. Reasumując: dotknęło to niezwykle mojej duchowo–emocjonalnej strefy. Na tyle, że wciąż jeszcze mam ciarki na rękach kiedy przypominam sobie ten występ. Właściwie zupełnie nie spodziewałam się takiego odbioru i właśnie dlatego uwielbiam muzykę na żywo. Dla takich przeżyć.

 

3.Jaki soundtrack przypisałabyś do swojej ulubionej chwili?

To jest niezwykle trudne pytanie. Obecnie byłaby to płyta Andy’ego Stott’a „Faith in Strangers”. Bardzo mi się podoba wokal, który jest niebanalny. Odbija się tak jakby w dużych surowych pomieszczeniach, tak sobie to wyobrażam. Kompozycje są bardzo przemyślane, chociaż początkowo wydawało mi się to przypadkowe. No i tekst, to w jaki sposób to wyraża. Teraz pewnie powinnam opisać tą ulubioną chwilę i chyba to stawia największe wyzwanie. Codziennie dokonuje się w ludziach przemiana – to jest stwierdzenie, z którym się zgadzam. Codziennie doświadczam, codziennie przez mój mózg przechodzi bardzo dużo informacji znacznie więcej niż każdy rok wcześniej. Oznacza to mniej więcej to, że kiedy z perspektywy czasu udaje mi się złapać ten moment, tej zmiany kiedy wiem, że jakaś się dokonała, przykładowo: przez odniesienie jakimi przekonaniami żyłam 5 lat temu. Wtedy mam poczucie wolności i że nie stoję w miejscu, że się rozwijam. Wiadomo, pewne wartości pozostają w człowieku, które się wyznaje, ale to nie musi się wykluczać.

 

4.Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Wszystko. Pomysł i emocje. Komunikat, który za sobą niesie. Myślę, że również odwołania do już istniejących gatunków muzycznych. Co oznacza, że towarzyszy mi bardzo często uczucie tak jakby wszystko zostało już stworzone, jest to powszechne, wiem. Natomiast jeżeli twórca z tych „istniejących klocków” potrafi złożyć zupełnie nowy model – brzmienie z automatu staje się interesujące. Biorąc pod uwagę to, że w muzyce niektóre elementy oddziałują wyłącznie na żywo, oraz wyłącznie na nagraniu, celebracja muzyki również staje się ważnym elementem. Wtedy jest to bardzo pełne. Wracając do emocji, jeśli dźwięki są w stanie dotknąć moich doświadczeń. Oznacza to mniej więcej tyle, że muzyka jest w stanie wprawić odbiorcę w jakiś określony nastrój, przekazać swoją ideę. Lub jak wcześniej wspomniany Ben Frost, który stworzył dzieło wywołujące (aż) katharsis, wtedy taka muzyka jest najlepsza.



Julia Bodys

Jestem Julią. Studiuję, żyję i cieszę się małymi rzeczami w dużym mieście. Uwielbiam jeść smaczne jedzenie, czytać dobre książki i spędzać czas ze wspaniałymi ludźmi.


1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?

Cisza jest zespołem dźwięków, w którym się odnajduję. Może wydawać się to nieco specyficzny wybór z racji tego, że sama cisza rozumiana jest przez bezdźwięczną pustkę, aczkolwiek taka pustka nie istnieje. Cisza jest dla mnie wyostrzeniem pewnych dźwięków, które są niekontrolowane, a nawet zaskakujące.

 

2.Co było dla ciebie ostatnią „muzyczną” niespodzianką?

Jacques Greene – Real Time. Muzykę odkrywam powoli, niestety nie jestem na czasie „z trendami” i wciąż mile mnie zaskakuje.

 

3.Jaki soundtrack przypisałabyś do swojej ulubionej chwili?

Rhye – Open to piosenka, która towarzyszy każdej niepowtarzalnej chwili. Nie wiąże się z jednym wydarzeniem, ale z ludźmi, którzy są dla mnie najważniejsi.

 

4.Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Muzyka powinna wciągać. Każda moja ulubiona melodia na czas swojego trwania odrywa mnie od rzeczywistości. Nie stanowi tła, a staje się pierwszym planem.