Szum Międzymiastowy [cz. 24]

Szum Międzymiastowy

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką. Następna część już za dwa tygodnie!




Melanie Wróblewska, Poznań


Zakopianka mieszkająca i studiująca Intermedia w Poznaniu. Szperam cały dzień na Instagramie (@kiskadeath), okazjonalnie płaczę na koncertach, a przedwczoraj oglądałam "Depresję Gangstera" i śmiałam się na głos.



1. Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?

Muzyczką z “Oggy i Karaluchy” i wyciem Thoma Yorke'a.

2.Co było dla ciebie ostatnia „muzyczna” niespodzianka?

Kilka miesięcy temu odkryłam na nowo piosenkę “Frozen” Madonny. Zupełnie zapomniałam o jej istnieniu, a później właściwie przez całą zimę/wiosnę towarzyszyła mi 24/7. Poczułam tak ogromną świeżość w tym utworze, ciągle machałam rękami w swoim czarnym kimono i wrzeszczałam: “Mmmmm if I could melt your heart”. Dalej uważam, że ta piosenka spadła mi z nieba w najsmutniejszym okresie roku, w którym jedynie smęciłam do Gene’a Clarka i Mount Eerie

3.Jaki soundtrack przypisałabyś do swojej ulubionej chwili?

Składanka płyt Enyii, Cata Stevensa i Marka Grechuty w minivanie mamy, którą zawsze puszczała w momencie uruchomienia silnika. Mmm, często myślę o Orinocco Flow w radiu jak jechałyśmy do fabryki Jelly Belly w Wisconsin. To były milusie czasy.

4.Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

Żebym poczuła dam di dam dam.



Wojtek Galas, Berlin


Jestem z Warszawy ale od prawie 6 lat mieszkam w Berlinie, gdzie przede wszystkim staram się wyrabiać finansowo aby stać mnie było na kupowanie płyt, które od jakiegoś czasu dość intensywnie kolekcjonuję, a jak jest okazja to także gram innym ludziom. Jak okazji nie ma, to staram się ją sobie sam stworzyć (a także innym) organizując imprezki.


1. Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?

Prawdopodobnie dzwięk tłuczonego szkła bo to częste u mnie, poza tym ciągle coś mi się sypie.

Ale właściwie to jest to całkiem unikalny dzwięk i nawet go lubię.

2.Co było dla ciebie ostatnią "muzyczną niespodzianką”?

Jest ich sporo ale najbardziej niedawna to pewnie oparty na tematyce satanicznej psych rockowy miks Dj Richarda dla pewnego popularnego magazynu.

Nie powiem żeby sam autor mnie zaskoczył, gdyż jest on dawna jedną z moich większych inspiracji ale na pewno nie spodziewałem się siły z jaką uderzy mnie jego selekcja muzyki której do tej pory nie poświęcałem zbyt wielkiej uwagi.

3.Jaki soundtrack przypisałbyś Twojej ulubionej chwili?

Wybieram Coil - "Careful What You Wish For". Ten utwór jest dla mnie czymś w rodzaju introspekcyjnej medytacji.

 

Myślę że to niezłe dzwiękowe zilustrowanie psylocybinowych podróży - nie wiem czy są to na pewno moje "ulubione"chwile ale na pewno ważne i wyzwalające.

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

Jest to kilka rzeczy które razem łączą się w całość: uniwersalność i możliwość powstania muzyki praktycznie zawsze i wszędzie a dzięki temu także jej dostępność (szczególnie od niedawna) oraz to jak to jak potężny i globalny wpływ ma na ludzi ponad wszelkimi kategoriami. Jeszcze od siebie dodam co jest DLA muzyki ważne, a mianowicie jej trwałość i troska o nią ze strony jej odbiorców.



Maja Banasiak, Łódź


TWÓRZ, TAŃCZ, KRZYCZ.



1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?

Określiłabym się nie dźwiękiem, a gamą i jest to gama gis-moll w odmianie harmonicznej.

2.Co było dla ciebie ostatnią "muzyczną niespodzianką”?

Ostatnio zdziwiła mnie marokańska muzyka tradycyjna, np. Mehdi Nassouli, Hajja Hlima. Taneczność tej muzyki, jej transowość i ciągłość.

3.Jaki soundtrack przypisałbyś Twojej ulubionej chwili?

Myślę, że mój wybór jest dość klasyczny i jest nim soundtrack do filmu „The Perks of Being a Wallflower”.

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

Możliwość metafizycznego odczuwania. Czegoś, czego nie da się opisać i nie da się opisać też przekazywanej przez to wartości.




Krystian Larenta, Warszawa


mam 25 lat, mieszkam w Warszawie. W pracy zajmuje się organizacją transportu, a po pracy zatracam się w muzyce. 



1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?

Figlarna fala radiowa która samoistnie zmienia częstotliwość tsss... zmysłowy Ry X tsss.. pulsujące Gidge tss..... wulgarny PRO8L3M tsss... kojąca Erykah Badu tss... hipnotyzujący Polar Inertia tsss........ 

2.Co było dla ciebie ostatnią "muzyczną niespodzianką”?

Największe niespodzianki to te ukryte niuanse w każdym z utworów, które umykają mojej uwadze przez dziesiątki odsłuchań, aż nagle dostrzegam pewne dźwięki, melodie których wcześniej nie słyszałem a teraz odmieniają cały utwór i wiodą prym przez dziesiątki następnych odtworzeń! Ostatnimi czasy zaskoczył mnie tak Jamie XX na "In Colour"oraz Bonobo na "Migration" oraz GusGus "Mexico"

3.Jaki soundtrack przypisałbyś Twojej ulubionej chwili?

Zapewne byłaby to coś czego najwięcej słucham. Lubie łączyć muzykę z momentami w życiu. Ten moment?  Lucas - Corsica 

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

 Rozbudzanie emocji! Ta fala energii w ciele która Cie rozrywa od środka że aż musisz to roztańczyć do upadłego!