Wywiad — M.E.S.H

Wywiady
Zaledwie 2 godziny przed występem usiadłem z M.E.S.H.em by z nim chwilę porozmawiać. Chciałem spytać o jego nowy album i podejście do tworzenia i grania. Zamieniło się to w ponad 30 minutową i bardzo interesującą rozmowę. M.E.S.H. jest świetnym gościem, który tworzy idealną atmosferę do zadawania wszelkich pytań. Sprawił, że ten wywiad był niesamowicie łatwym i przyjemnym zajęciem. Potem zagrał jeden z najlepszych setów jaki od dawna słyszałem. Niesamowicie energetyczny i bogaty w różne brzmienia i dźwięki, żonglując gatunkami nie przestawał dbać o jego spójność. Udowodnił nim, że wszystko, o czym mówił w wywiadzie było prawdą.

 

 

P: Czy masz jakieś konkretne oczekiwania lub strategie kiedy grasz?

 

M: Kiedy gram nie chcę żeby było to zbyt zaplanowane i ułożone, co jest proste do osiągnięcia w PC music. Potrzebuję wprowadzić pewien element spontaniczności aby było to dla mnie interesujące. Chcę czuć, że coś może pójść nie tak i że w każdej chwili mogę improwizować.

 

P: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że podczas pracy nad albumem lubisz mieć jakiś pomysł, wokół którego się poruszasz. Dla Piteous Gate czymś takim był konflikt na Ukrainie. Czy przy nowej płycie również miałeś coś takiego w głowie? Jeśłi tak, co było twoją inspiracją tym razem.

 

M: To zabawne bo właściwie nigdy nie mam jakiegoś konkretnego pomysłu czy czegoś, co chciałbym przekazać i do czego próbowałbym się dostosować. Staram się by to co tworzę było wypadkową moich zainteresowań, życia i doświadczeń. Nie lubię koncept albumów ponieważ to klasyczne rozwiązanie w muzyce elektronicznej gdzie nie pracujesz z tekstem ani głosem i łatwo jest powiedzieć 'och, ten album jest o drzewkach owocowych, to jest zdecydowanie o drzewkach owocowych'

 

Praca z nową płytą była bardziej osobista bo robię to już bardzo swobodnie. Nie jest to podejście akademickie, w którym masz pomysł i starasz się do niego dostosować. Chociaż kiedy patrzę na to z pewnej perspektywy to wiem, że moje wybory nie są przypadkowe. Staram się chłonąć różne doświadczenia i historie ludzi, których spotykam, a także wykorzystywać wiedzę z moich podróży.

 

P: Więc kiedy masz okazje grać w jakimś nowym miejscu czy masz czas na zwiedzanie? Sprawdzasz co warto zobaczyc?

 

M: Chciałbym żeby tak było i żebym mógł robić to częściej. To zabawne bo ten dziwny zawód sprawia, że masz to sztuczne poczucie, że widziałeś różne rzeczy bo byłes gdzieś przez dwa dni i łatwo pomyśleć, że po takim czasie masz już coś do powiedzenia na ten temat. Ale kiedy podróżuję staram się być bardziej pokorny. Właściwie od zawsze nienawidziłem podróżować więc dla mnie to głównie kwestia tej specyficznej interakcji z ludźmi, których życie wygląda inaczej niż moje. To specyficzne i sztuczne bo jestem muzykiem i bywam w różnych miejsach z tego właśnie względu. Jestem na imprezie, gram, a ludzi przychodzą mnie posłuchać więc mogę zobaczyć tak naprawdę procent ich życia. Niestety nie mam wystarczająco dużo czasu żeby zwiedzić Warszawę i powiedzieć o niej coś inteligentnego. Uważam, że DJe mają ogromny przywilej by podróżować po świecie tylko dlatego, że ludzie chcą słuchać ich muzyki. Właściwie nie jesteśmy najmądrzejsi na świecie. [śmiech] Może kiedyś jakiś DJ napiszę książkę o całej gamie ludzkich doznań towarzyszących człowiekowi, który tak dużo podróżuje, ale w większości [DJe] to jednak banda idiotów. [śmiech]

 

P: Wspominałeś również, że tworzenie muzyki wiąże się dla ciebie ściśle z wykorzystywaniem sampli. W przeszłości używałeś różnych nagrań terenowych z youtube'a lub paczek z nagranymi instrumentami z epoki renesansu. Co było twoim źródłem sampli dla Hesaitix?

 

M: Tak, używam dużo nagrań, które uda mi się znaleźć, ale korzystam również z tego co sam nagrywam i mixuje.

 

P: Więc nosisz ze sobą rejestrator przez cały czas żeby móc nagrać coś ciekawego?

 

M: Tak, mam mały rejestrator, który zabieram ze sobą w różne miejsca by nagrać różne dzwięki. Przykładowo, byłem ostatnio w Południowej Kaliforni, kiedy wybuchł ten wielki pożar. Zawsze gdy sie tak dzieje jest bardzo wietrznie – nazywamy to wiatrami Santa Ana. Poszedłem więc trochę ponagrywać bo u nas pogoda nie zmienia się zbyt często; przez cały czas jest sucho i słonecznie i nic się nie dzieje. Więc nagrywałem pogodę, drzewa i dźwięki doliny i nagle spojrzałem w góre i zauważyłem ogień. [śmiech] Szybko wróciłem do domu i postanowiłem ewakuować miasteczko wraz z moją mama bo kiedy nagrywałem wiatr wiedziałem, że spowoduje on pożar.

 

P: Wow, to niesamowita historia. Wracając jeszcze na chwilę do twojej muzyki, twój ostatni album jest najdłuższym jaki wypuściłeś. Czy proces jego powstania rónież był najdłuższy?

 

M: Kiedy tworzysz muzykę – szczególnie elektroniczną – czasem nie czujesz, że to co robisz jest pracą. Potem kończysz i masz poczucie, że stało się to tak szybko, ale kiedy dłużej się nad tym zastanowisz zauważasz te wszystkie godziny gdy myślałeś nad tym, planowałeś rzeczy i dopiero wtedy dociera do ciebie ile to naprawdę zajęło. Z tym albumem było podobnie, nie spędziłem nad nim zbyt dużo czasu na czystej pracy. Zresztą czasem warto być leniwym. To również forma pracy. Jest to nieodłączny element tworzenia kreatywnych projektów. Kiedy spędzasz te niewidzialne godziny na zajęciach, które nie wydają się być pracą, ale tak naprawde nie są niczym innym.

 

P: Zdarza ci się spisywać swoje pomysły?

 

M: Jasne, wysyłam do siebie mnóstwo maili, co jest okropnym nawykiem bo potem widzisz swoją skrzynkę z 75 maili, a to tylko ty krzyczący coś do siebie. Czasem czuję, że jeśli nie spiszę czegoś, to stracę to i bardzo z tego powodu panikuje. Zazwyczaj jednak, kiedy czytam moje notatki uznaję, że nie są niczym szczególnym.

 

P: Prawda, trudno jest tak przechwycić myśli.

 

M: Tak, wejść w swój stan podświadomości i przemycić to do stanu świadomości.

 

P: Kiedy słucham twojej muzyki to mam wrażenie, że z każdym albumem próbujesz badać inne brzmienia czy inny zakres częstotliwości. Hesaitix wydaje się być badaniem średnich i wysokich tonów. Jest to bardzo przejrzysty i sprężysty album. Czy było to coś, co chciałeś osiągnąć i miałeś na względzie czy wydarzyło się to przypadkowo?

 

M: To ciekawe, ponieważ produkowałem to bez subwoofera, co było świadomym wyborem. Z jakiegoś powodu jestem bardzo wyczulony na przeszkadzanie moim sąsiadom.

 

P: Ciekawe, masz z nimi jakieś problemy?

 

M: Nie, to bardziej kwestia prywatności. Nie chcę żeby słyszeli coś zanimm to ukończę. Kiedy pracuje nad nagraniem, a szczególnie nad ostatnim album staram się robić to cicho, a to bardzo wpłwa na charakter dźwięku. Pracuję z małą ilością bassu nawet jeśli finalnie można go usłyszeć w końcowej wersji utworu. Uważam, że nieustający bass jest nieznośny. Lubię za to gdy się pojawia i znika. Sposób w jaki mixuje się teraz utwory elektroniczne sprawia, że są one przepełnione bassem, pulsują one niskimi częstotliwościami.

 

P: I nie ma w nich przestrzeni.

 

M: Tak, a to bardzo męczy uszy i pozbawia dźwięki ich umiejscowienia w panoramie.

 

P: Jak już wspomniałem Hesaitix jest bardzo dynamiczną i sprężystą płytą i gdy słyszymy na przykład dzwięk syntezatora to czujemy, że ma on bardzo dużo przestrzeni w mixie. Czy chciałeś to osiągnąć? Starałeś się uzyskać właśnie taki efekt?

 

M: To bardzo dobra uwaga dotycząca tego jak ten album był mixowany, masz racje. W pewnym stopniu było to związane z podświadomą chęcią ucieczki od bassu, poza tym im dźwięk jest wyższy tym bardziej kierunkowy się staje, a to ułatwia tworzenie przestrzenności nagrania.

 

P: Poświęcasz dużo uwagi procesowi mixu za który zresztą sam odpowiadasz jednak nie jesteś odpowiedzialny za mastering. Czy zdarza ci się podsuwać Rashadowi Beckerowi różne wskazówki? Czy jesteś w stanie wyróżnić jakieś szczególne różnice między zmasterowanym i niezmasterowanym utworem?

 

M: Moja muzyka nie zmienia się za bardzo po przejściu procesu masteringu ponieważ i tak sam robię dużo rzeczy podczas mixu. Częstotliwości są zapełnione i nawet jeśli nagranie nie jest głośne, to słychać, że jest pełne. Uwielbiam Rashada za to, że jest świetnym słuchaczem i robi to co musi, ale nigdy nie ma jednego szablonu dla konkretnego rodzaju muzyki. Nigdy nie powiedziałbym mu co ma konkretnie zrobić z moim nagraniem.

 

P: Zacząłeś jako producent/muzyk, ale czy od razu chciałeś być również DJem?

 

M: Robiłem muzykę na komputrze, kiedy byłem dzieckiem i nie miałem wtedy pojęcia co oznacza bycie DJem.

 

P: Jakiego oprogramowania używałeś?

 

M: Och, Fruity Loops 2.0 [hah] i Audio Mulch.

 

P: Hah, FL jest klasycznym rozwiązaniem dla każdego producenta hiphopowego. [śmiech]

 

M: Yeah, robiłem po prostu muzykę i nie wiedziałem nic o DJach, klubach czy czymś takim. Dopiero gdy byłem studentem – koło 2007/8 – zacząłem zdawać sobie sprawę z historii muzyki klubowej. Słuchałem dużo muzyki eksperymentalnej, która niekoniecznie miała coś wspólnego z muzyką taneczną.

 

P: Jesteś wielkim fanem Autechre, zgadza się?

 

M: Tak, to prawda. Taki rodzaj muzyki. Nie miałem pojęcia o histori powstawanią takiej muzyki, kultury rave, techno czy innych. Był to w pewnym stopniu odwrócony proces edukacji od bardzo abstrakcyjnych rzeczy w drugą stronę. Zainteresowałem się muzyką klubową i DJingiem ponieważ odkryłem ograniczenia muzyki eksperymentalnej. Wiąże się to z socjalnym kontekstem. Muzyka eksperymentalna odrzuca ten aspekt. Słucham jej dużo w domu, ale na koncertach masz tych fanów, którzy przychodzą bo przeczytali recenzje albumu i to super, sam jestem jednym z nich. Z muzyką klubową jest jednak inaczej bo masz zarówno takich fanów jak i ludzi, którzy zmęczeni tygodniem pracy wpadają bo chcą się pobawić. I to świetny kompromis, to sprawia, że nie możesz grać tylko po to żeby wyrazić zrealizować się artystycznie i chociaż nadal możesz grać swoją muzykę czy ogólnie różne szalone rzeczy, to nadal będziesz musiał odnaleźć jakieś połączenie z publiką, wyczuć jej puls.

 

P: I nadal granie sprawia ci frajdę?

 

M: To bardzo smutne ale nadal kocham grać. [śmiech] Niektórzy mówią, że chcieliby tylko siedzieć w domu i robić jakieś ambienty, ale potrzebują pieniędzy, a dla mnie nie ma nic fajniejszego niż granie muzyki moich znajomych, muzyki, którą lubię i szukania w tym jakiejś historii. Mam nadzieje, że minie jeszcze pare ładnych lat zanim się wypalę. Z graniem jest tak: jeśli ktoś gra dobrze, to jest bardzo dobrze; jak ktoś gra średnio, to jest źle; a gdy ktoś gra źle, to jest tragicznie. Wiesz o co mi chodzi? Kiedy słyszysz 3 złych DJów pod rząd i każdy zaczyna być zmęczony ale zostaje bo ciągle liczy, że będzie lepiej. To może być torturą, wyjście do klubu może być męczarnią. Ale potem wystarczy jeden świetny DJ i godzina dobrego grania żeby uratować noc, to niesamowite.

 

P: Zgadzam się z tobą w zupełności. W ogóle, uważam, że możemy zaaobserwować teraz nową falę producentów i muzyków, którzy czasem nie wiedzą za bardzo jak grać sety, ale robią to dla pieniędzy czy z jakichś innych powodów.

 

M: Zdecydowanie! I w dodatku ciąży na nich presja. Są różni bookerzy i promotorzy, którzy lubią styl danego muzyka i chcą żeby zagrał nawet jeśli nie czuje się jeszcze na siłach. Podchodzą i mówią 'Uwielbiam twoją epkę, chodź pograć 2 godziny' to straszna presja dla młodych ludzi. Szczególnie dla ludzi, którzy próbują wypromować nowe gatunki, stworzyć nową scenę różniącą się od tej obecnie nam znanej. Bardzo im zależy żeby impreza się udało. Masz tam kilku bardzo dobrych DJów, ale również takich, którzy tracą kontakt z publiką. Czasem uwielbiam gdy DJe są ukryci jak na klasycznej imprezie housowej. [śmiech] Ale to może być pretensjonalny. Więc czasem lubie też jak ktoś wchodzi w tryb gwiazdora, obserwowanie tego jest bardzo interesujące.

 

P: To trochę jak z Moodymannem. Czasem gra i nie chce pokazać swojej twarzy, a potem na innych imprezach wychodzi do publiki pije z nimi alkohol i robi inne szalone rzeczy.

 

M: I dla mnie to wymaga więcej charakteru niż jeżdżenie z audiowizualnym projektem, który co noc wygląda tak samo. Każdy nowy rodzaj muzyki powstaje w bólach więc chodzi tylko o kontrolę jakości i wystarczającą ilość treningu. Jest okej i mam nadzieje, że może być lepiej. [śmiech]

 

P: Miałem kilka momentów w życiu, kiedy odkrywając sztuke w różnej postaci czułem 'OK, to zostanie ze mną na zawsze'. Czy również miałeś takie momenty?

 

M: W liceum byłem totalnie zajarany grupą The Durutti Column z Factory Records. W szczególności Vini Reillym który jest gitarzystą i był odpowiedzialny za sesje nagraniowe wielu zespołów z tamtych czasów. Uwielbiałem jego solową twórczość. Również Drukqs Aphexa Twina. Nie słuchałem jego wczesnych dzieł, o których wszyscy teraz mówią. Bardziej interesowała mnie jego późniejsza faza twórczości, kiedy mieszał jungle, hardcore z bardzo introwertycznym i personalnym klimatym. To wpłynęło na mnie w dużym stopniu.

 

P: Masz może jakieś ulubione filmy? Interesujesz się kinematografią?

 

M: Niezbyt, ale obejrzałem wiele filmów Herzoga. Uwielbiam soundtracki z Aguirre, Nosferatu i Fitzcarraldo.

 

P: Zauważyłem, że dużo ludzi wraz z dorastaniem porzuca czytanie powieści na rzecz literatury faktu, zgodzisz się?

 

M: Coś w tym jest, takie książki wyglądają dobrze na półce. I to właśnie robi z tobą uniwersytet. [śmiech]

 

P: Czy ty też tak masz?

 

M: Zdecydowanie nie. Nadal czytam powieści. Sądzę, że zdolność ludzi do czytania ich ulega regresowi ponieważ wymaga to wizualizacji tego co czytasz. Gdy czytam zawsze staram się wyobrażać sobie każde zdanie. Kiedy scrollujesz feedy w social media używasz tej samej części mózgu ale tracisz zdolność do wizualizacji i wczucia się w słowa i ich wydźwięk. Mówiąc o moich ulubionych książkach, przeczytałem 6 czy 7 powieści Gene Wolfe'a.

 

P: Nazwałeś swój album wyrażeniem z jednej z jego książek, prawda?

 

M: Tak, Piteous Gate pochodzi z książki New Sun. Gene Wolfe jest specyficzną postacią w świecie fantastyki; semi-konserwatywny katolicki pisarz ze świetnym poczuciem humoru i bogatą prozą. Czytałem go będąc młody i wpłynęło to na mnie znacząco.

 

P: Czy jesteś może fanem Diuny?

 

M: Tak, czytałem ją, ale nie mogłem wkręcić się w całą serie.

 

P: Śledzisz może tę całą sprawę z filmowymi adaptacjami tej powieści? Według fanów nikt chyba nie przeniósł tego na ekran w odpowiedni sposób.

 

M: Oglądałem wersje Davida Lyncha, kiedy Netflix pojawił się po raz pierwszy, to było jakieś 12/13 lat temu i wysyłali oni wtedy DVD pocztą. Oglądałem je wtedy bez dźwięku bo nie lubię większości muzyki filmowej. Oglądanie w ten sposób i skupianie się tylko na obrazie to dla mnie dość psychodeliczne doznanie. Liczę, że kiedyś zaczną wydawać filmy z oddzielnymi ścieżkami audio z dźwiękami i muzyką by ludzie mogli układać ją na nowo.

 

P: OK, Myślę, że to na tyle. To była świetna rozmowa za którą bardzo ci dziękuję.

 

M: Dziękuję również.

 

Rozmawia:

Patryk Wojciechowski


Język:

PL | ENG


Photo credits

Nadine Fraczkowski