Grafika: Olga Zip

Muzyka w świecie mody – wzajemna fascynacja ponad zmysłami

Przenikanie się mody oraz muzyki jest nierozerwalne i nabiera rozpędu. Od wielu lat współpraca na tym tle się zacieśnia, czego liczne przykłady wielokrotnie płynęły z muzycznego mainstreamu. Bliska kooperacja Lady GaGi i Alexandra McQueena widowiskowo napędzała rozwój obu tych postaci i w znacznej mierze zdefiniowała stylistykę GaGi. Rihanna jest zaś na tyle pochłonięta światem mody oraz swoją marką kosmetyczną Fenty (zainicjowaną we współpracy z potentatem marek luksusowych – LVMH), że czasowo przerwała wydawanie muzyki. Co ciekawe, świat mody coraz częściej sięga także po bardziej niszową muzykę, co potrafi przynosić bardzo interesujące rezultaty. 

Punkty styczne obu branż są liczne i naturalne. Zarówno projektanci mody jak i muzycy zmierzają do oddania w swojej twórczości określonego klimatu, wprowadzenia odbiorcy w wykreowany mikro-świat. Przemyślane połączenie możliwości wynikających z obu tych sfer pozwala osiągać efekty nieosiągalne dla mody i muzyki w pojedynkę. O ile świat mody dysponuje bardzo dużymi funduszami i pozwala namacalnie pokazać określoną stylistykę, o tyle artyści muzyczni za sprawą spójnej oprawy audio potrafią nadać tej wykreowanej rzeczywistości dodatkowej głębi i autentyczności.

Rzecz jasna nie jest tak, że styk mody i muzyki sięga wyłącznie wiodących marek i widowiskowych pokazów. Geneza wzajemnej fascynacji obu światów sięga znacznie głębiej – nowojorskiego undergroundu, oddolnych działań i poszukiwania nowych form wyrażania siebie, zwłaszcza przez tych, których sposób bycia jest tłumiony przez społeczeństwo.

Geneza wzajemnej fascynacji obu światów: muzyki i mody sięga znacznie głębiej – nowojorskiego undergroundu, oddolnych działań i poszukiwania nowych form wyrażania siebie, zwłaszcza przez tych, których sposób bycia jest tłumiony przez społeczeństwo.

To właśnie w Nowym Jorku doszło do niezwykle interesującego, ale i poniekąd naturalnego sojuszu świata mody, muzyki niezależnej i wyzwalającej się społeczności queer. Vogue house i ballroom to zjawiska, które zyskały w ostatnich latach ogromną popularność, ale są obecne już od paru dekad. Nowojorskie środowiska kreatywne i nieheteronormatywne przez wiele lat stały na pierwszym froncie walk o wyzwolenie i przesuwanie granic tego, co dopuszczalne społecznie. Podziemne bale skupiające nowojorskie drag queens i inne postaci kreatywne stanowiły przestrzeń całkiem innych zasad gry – wolności, dumy, oderwania się od zewnętrznych ram i ograniczeń. Inspiracja siłą świata mody wydaje się w tym kontekście w pełni zrozumiała. Bale pozwalały odzyskać poczucie piękna, pewności siebie, zaprezentować się przed inkluzywną publiką, ale i uciec chociaż na chwilę od napięć generowanych przez walkę o własne prawa. Bale były wreszcie przestrzenią „zaklinania rzeczywistości” – dopuszczały na swoje wybiegi wszystkich tych (osoby trans, osoby ciemnoskóre, latynosi), którzy mieli ograniczony dostęp do „klasycznych” wybiegów znanych z mainstreamu. To wszystko działo się kilkadziesiąt lat przed Black Lives Matter i rozpoznaniem podstawowych praw osób LGBT.

Całość sprzyjała sojuszowi muzyki i mody, jak i wystrzałowi kreatywności. Vogue house (często utożsamiany także z terminem „ballroom”) pierwotnie służył za muzyczną oprawę bali, ale aktualnie jest obecny na parkietach na całym świecie i utorował sobie drogę jako jeden z szerzej rozpoznawalnych gatunków. Popularność zawdzięcza temu, że jest rytmiczny, ale i „poklatkowy” – pozwala wprowadzić taniec na wyższy poziom i połączyć go z widowiskowymi pozami. Nawiązania do muzyki pop mieszają się w nim z szybką elektroniką, co powoduje, że idealnie sprawdza się w tanecznej, ale i modowej konwencji. Nowojorski świat ballroomowy doczekał się dj-ów znanych z gwarantowania perfekcyjnej oprawy bali, zaś za muzycznego ojca sceny uchodzi MikeQ, który założył pierwszy label skupiony w całości na vogue house – Qween Beat.

Ballroom jest niezwykle widowiskowy – całość jest szybka, rytmiczna i mocna. Kwestią czasu było odkrycie zjawiska przez rzeczony mainstream, dla którego dotychczas stanowił podziemną przeciwwagę. Vogue house i bale skupiły na sobie uwagę szerszej publiki po słynnym „Vogue” Madonny, który został przez nią wykonany w 1990 roku na MTV Music Awards. Kolejnym „wystrzałem” okazał się niewątpliwie RuPaul’s Drag Race, który wprowadził drag i zabawę klasycznym pojmowaniem ról płciowych (ale i ballroom jako taki) do „American national TV”, co jeszcze niedawno wydawało się niewyobrażalne.

Czy przejście tej stylistyki na okładki wiodących magazynów i top 10 rankingów Netflixa należy oceniać negatywnie? Absolutnie nie! Ballroom, vogue house i kreatywne postaci nowojorskiego światka postawiły dzięki temu jeszcze jedną cegiełkę ku temu, by znormalizować różne formy ekspresji i przebić do powszechnej świadomości dumę osób queer. Tempo zdarzeń jest zresztą imponujące. Podczas gdy jeszcze około 50 lat temu konieczne było walczenie o elementarne prawa osób LGBT (do czego dochodziło w tragicznej oprawie szalejącej epidemii HIV), obecnie możemy oglądać drag queens na największej platformie streamingowej i śmiało dyskutować o konwencjach płciowych. Czy byłoby to możliwe bez zalążka w postaci nowojorskich bali i Stonewall, jako zjawisk nierozerwalnie powiązanych? Wątpię. Na pewno nie w tak szybkiej perspektywie czasowej.

Stany Zjednoczone pokochały vogue house, który szybko „rozlał się” po innych miastach kraju przyjmując różne postaci. New Jersey dało nam Jersey Club Music – niezwykle szybkie, rytmiczne brzmienia oparte na jednoczesnej fascynacji podziemną elektroniką, muzyką pop, ale i właśnie modą. Sety UNIIQU3, bodaj najbardziej rozpoznawalnej postaci z tego środowiska, to fascynująca mieszanka chwytliwego rytmu, wysokiego tempa, ale i „poklatkowości”, która rodzi naturalne skojarzenia z vogue house’m. Innych ciekawych odnóg ballroomu można obecnie z powodzeniem szukać w wielu innych amerykańskich miastach – Los Angeles, Oakland czy Atlancie.

Vogue house i bale to temat, który nie bez powodu doczekał się wielu rozbudowanych publikacji i bez wątpienia można go zgłębiać na znacznie wyższym poziomie wtajemniczenia, do czego niniejszym Was zachęcam i co sam z pewnością również będę robić. Co znamienne, kolektywy ballroomowe coraz śmielej pojawiają się obecnie w Europie – prężnie działa choćby Berlin Voguing Out.

Moda i muzyka weszły już jednak w jeszcze dalej idący sojusz. Świat mody wprowadził na wybiegi brzmienia, które dotychczas były wiązane z muzycznym podziemiem, coraz odważniejsze jest także przełamywanie standardowych konwencji. Nareszcie dopuszcza się na wybiegi osoby trans, kolejne marki modowe sięgają także po modelki i modeli w średnim wieku lub osoby o bardziej realistycznych i zdrowych sylwetkach.

Szerokim echem obiła się ostatnio niezwykle udana współpraca Mugler z Total Freedom, który zadbał o oprawę muzyczną futurystycznego i nietuzinkowego pokazu tej marki. Na wybiegu w roli modelki pojawiła się zresztą między innymi Eartheater, jedna z flagowych postaci słynnej wytwórni PAN. Towarzyszyła jej między innymi Dominique Jackson – transseksualna aktorka, modelka i pisarka, szerzej znana z serialu „POSE” sięgającego tematycznie do podziemnych bali, co powoduje, że nasza historia niejako zatacza koło. Pokaz robi duże wrażenie – poszatkowane brzmienia korespondują z obrazem, który także nie jest regularny. Przecięcia konwencji rytmicznych są zgrane z montażem i zawróceniem ruchu modelek na wybiegu, na którym nie brakuje zresztą modelek o większych rozmiarach niż standardowo przyjęte przez wiodące domy mody czy w wieku znacznie odbiegającym od nastoletnich oczekiwań branży. Wejście na wybieg Dominique Jackson jest jednak najbardziej imponujące. Przełamanie rytmu muzyki jest wówczas połączone z wprowadzeniem do oprawy jednego z utworów wspomnianej Eartheater, podczas gdy Dominique z dumą przejmuje pełną władzę nad wybiegiem. Można mieć ciarki i to do ostatniej sekundy, bowiem napisy końcowe pokazu są utrzymane w konwencji Gaspara Noe – do ostatniej chwili jest szybko, poklatkowo i kolorowo.

Wspomniana współpraca Eartheater z Mugler nie jest jedyną, o której warto wspomnieć w kontekście postaci związanych z wytwórnią PAN. Jej założyciel, Bill Kouligas, zadbał o oprawę muzyczną najnowszego pokazu XIMONLEE. Jest on zresztą utrzymany w scenerii przypominającej realia post-industrialnego klubu i za sprawą charakterystycznej gry świateł może odrobinę przypominać oprawę, która towarzyszyła setowi Kouligasa zamykającemu Unsound Festival w 2018 roku. Samo pisanie na ten temat rodzi nostalgię za klimatem closingowych nocy przy krakowskiej Kamiennej 8.

Bill Kouligas oraz załoga PAN współpracują również z Ottolinger. Bill wspólnie z Amnesia Scanner zadbał o oprawę muzyczną jednego z pokazów tej marki, zaś następnie to właśnie Ottolinger przygotowali merch odzieżowy Lexachast – wspólnego projektu AS i Kouligasa. To zresztą nie koniec około muzycznych inspiracji tego domu mody. W tegorocznym pokazie jedną z modelek została bowiem Crystallmess – jedna z wiodących paryskich DJ-ek.

Kolejnym sztandarowym przykładem udanej współpracy marki modowej i postaci ze świata muzyki jest kolaboracja tytanów – Louis Vuitton oraz Sophie. Oniryczny pokaz jest okraszony wirtualnym wizerunkiem Sophie wyświetlonym przy wejściu na wybieg i wykonaniem „It’s Okay to Cry”. Całość robiła duże wrażenie już w dacie premiery, ale mając na uwadze jak bardzo brakuje nam Sophie, która niedawno nas opuściła – obecnie jest jeszcze bardziej poruszająca.

Imponująca jest także oprawa najnowszego pokazu Balmain. Sceneria zmienia się w nim bardzo dynamicznie. Za pierwszy wybieg służy płyta lotniska, następnie akcja przenosi się do wnętrza samolotu, by finalnie przenieść się do… zaaranżowanej wizji przestrzeni kosmicznej. Pierwotne szybkie tempo i surowa sceneria są okraszone muzyką Planningtorock w remiksie Romy, ale już w scenerii kosmicznej całość robi się znacznie bardziej majestatyczna i rozmarzona, czemu sprzyja muzyka Philipa Glassa. Dyrektor muzyczny pokazu Michael Gaubert zadbał o to, żebyśmy w zaledwie 8 minut odbyli futurystyczną podróż w kosmos – spójną także dźwiękowo.

Na dłużej w pamięci zostaje także współpraca rosyjskiej projektantki Goshy Rubchinsky oraz producenta Buttechno. Surowy pokaz odbywający się w post-sowieckiej scenerii robi duże wrażenie nie tylko za sprawą świadomej zabawy konwencją stereotypowo postrzeganej „słowiańskości”, która przewrotnie prezentuje się w tym pokazie nad wyraz dumnie i bynajmniej nie chowa się za wschodnimi kompleksami, ale także za sprawą świetnej oprawy muzycznej. Buttechno odegrał dużą rolę we wprowadzeniu do pokazu tajemniczego, ale i na swój sposób kojącego klimatu.

Szczególnie ciekawie robi się właśnie wtedy, gdy marki modowe nie obawiają się wejść w nieoczywiste czy wręcz autoironiczne konwencje. Balenciaga od lat eksperymentuje z internetowymi zjawiskami i śmiało wprowadza świadomie „niechlujne” motywy do swoich pokazów czy filmów promocyjnych. Materiał z letniej kampanii z 2019 roku to hołd oddany Matrixowi i cyberpunkowi w jego wydaniu sprzed 20 czy 30 lat. Nie brakuje zatem kiczowatych efektów specjalnych i slow motion, a całość jest uroczo niezdarna – również muzycznie.

Balenciaga poszła ciekawym tropem również rok później, pokazując swoją wariację na temat telewizji przyszłości w dobie czasów katastrofy klimatycznej. Całość przypomina modową wersję „Black Mirror”, zaś miejsce modelek i modeli zajmują awatary prezentujące kolejne wiadomości dotyczące obranej wizji naszej planety w niedalekiej przyszłości. Niepokojący klimat doskonale podkreśla mroczna oprawa muzyczna autorstwa Wolf Eyes.

Przykłady udanych kolaboracji na styku mody i muzyki można mnożyć, ale niewątpliwie szczególnie ciekawe jest to jak duży jest wpływ symbiozy obu tych światów na ich rozwój. Jeszcze kilkanaście lat temu świat mody stawiał na supermodelki niewstające z łóżka za mniej niż 10 tysięcy dolarów, ściśle określone kanony piękna i szczelnie odgradzał się od zjawisk nietuzinkowych i mniej „posągowych”. Aktualnie obserwujemy rozkwit ciekawych kolaboracji, w których zarówno świat mody, jak i muzycy wspólnie dbają o odzwierciedlenie mniej oczywistych konwencji, co niewątpliwie sprzyja jednym jak i drugim. Co zaś przewrotne, prawdopodobnie nie doszłoby do tego, gdyby nie pierwotny bunt grupy nowojorskich freaków odrzucanych przez społeczeństwo, którzy któregoś dnia zdecydowali się powiedzieć głośne „dość!”.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH