Dźwięki (nie)przewidujące zmiany

Grafika: Olga Zip

Jak brzmi Twoja codzienność? Jakie dźwięki budują muzyczną przestrzeń, w której żyjesz? Niezależnie od tego, czy jest to głos przyjaciela, czy szum telewizora, te dźwięki coś antycypują. Sprowadzają przypuszczenia, nastrajają na kolejne historie, sprawiają, że próbujesz przewidzieć to, co jeszcze się nie wydarzyło. Właśnie w taki sposób wspomniany już głos przyjaciela uprzedza nas przed hipotetycznymi planami na kolejny dzień. Jednak co w przypadku, gdy naszą codzienność wypełnia cisza?

Film Chantal Akerman z 1975 roku, pt. “Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, Bruksela 1080” jest w największym skrócie, opowieścią z życia trzech dni pewnej “kury domowej”. Można pomyśleć – nic ciekawego. W szerszej skali, stanowi to jednak psychologiczny i do bólu dokładny portret chorej kobiety. Tytułowa Jeanne Dielman choruje na samotność, choruje na chroniczną nudę i marazm. Bohaterka pozostawiona jest w sytuacji, z której ciężko uciec.

W warstwie dźwiękowej tej trzygodzinnej projekcji dzieje się niewiele. Pozornie niewiele. Nie mamy tutaj do czynienia ze specjalnie skomponowanym soundtrackiem. W przypadku gdy realizacja nie posiada warstwy muzycznej, a dialogi ukrócone są do absolutnego minimum, każde brzmienie (każdy dźwięk) wydobywające się z wszechobecnej ciszy słychać głośniej. Tak jakby ktoś sterował ich natężeniem. 

Właśnie w ten sposób została ukazana codzienność Jeanne. Stukot obcasów, skrzypienie drzwi, pisk czajnika – to przestrzeń, w której żyje bohaterka. Monotonia i dźwiękowa nuda stanowią perfekcyjne odniesienie do egzystencji kobiety. Mało w jej życiu głosów innych osób; Jeanne z trudem przychodzi rozmowa. Zdaje się wręcz, że momentami zapomina jak brzmi jej własny głos. 

W filmie występują dwa czysto muzyczne akcenty. Pierwszym z nich jest jest miniatura fortepianowa Ludwiga van Beethoven’a – “Dla Elizy”. Dźwięki wydobywające się z radia jakby na moment poruszają bohaterkę. Zaczyna ona wesoło nucić, wsłuchuje się w melodię. Jednak czy ma to znaczenie dla dalszej historii? Niestety nie. “Kura domowa” powraca do tego, co zna najlepiej. Do obezwładniającej ciszy. I tak antycypowana muzyka przestaje wybrzmiewać.

W przypadku gdy realizacja nie posiada warstwy muzycznej, a dialogi ukrócone są do absolutnego minimum, każde brzmienie (każdy dźwięk) wydobywające się z wszechobecnej ciszy słychać głośniej. Tak jakby ktoś sterował ich natężeniem.

Drugim akcentem jest śpiew śpiewaczki operowej. Muzyka również wydobywa się z radia i również zostaje szybko wyciszona. W tym przypadku kobieta reaguje jednak inaczej – koncert rozprasza ją, drażni. Nie jest przez niego w stanie odpisać na otrzymany list.

W takim razie jaki dźwięk antycypuje losy bohaterki? Co przewiduje zakończenie historii? Jest to histeryczny płacz dziecka sąsiadki, którym opiekuje się Jeanne Dielman. Brzmienie zupełnie obce i niepasujące do jej spokojnej przestrzeni.  Wcześniej wspomniane stukoty i piski korelują z jej pozbawionym barw życiem. Natomiast łkania to pogoń jej myśli, wewnętrzny chaos i wołanie o pomoc. Szloch nieświadomego i niewinnego dziecka stał się preludium do tragicznego zakończenia opowieści.

Film “Jean Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela” to doskonały przykład tego jak brak soundtracku uwypukla inne dźwięk. Natężenie pozornie nieistotnych brzmień staje się tropem do zrozumienia emocji postaci. Staje się kierunkiem do interpretacji fabuły.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH