Any form, any shape – SOPHIE

Artykuły
SOPHIE to bez wątpienia nietuzinkowa postać na scenie muzyki elektronicznej. Podczas swojej kariery wyrobiła swój unikalny styl, który od razu zyskał rozpoznawalność. Dla niewprawionego słuchacza, spora część utworów artystki może brzmieć jak kakofonia surowych, metalicznych dźwięków dziwacznie zestawiona z wokalami o przeraźliwie podwyższonym tonie. Ta nieprzystępność jest jednak tylko powierzchowna i, przynajmniej dla mnie, fascynująca. W miarę słuchania utworów po raz kolejny i kolejny, z czasem z tego pozornego chaosu zaczyna wyłaniać się coś intrygującego. Przy każdym kolejnym przesłuchaniu kawałków SOPHIE, zaczynałem dostrzegać coraz to nowe niuanse i doceniać ich skomplikowaną kompozycję, przez co zaczynały podobać mi się bardziej i bardziej. Wydany ostatnio pierwszy album SOPHIE, Oil of Every Pearl’s Un-Insides to bez wątpienia kamień milowy w karierze artystki i jednocześnie dobra okazja, żeby przyjrzeć się bliżej jej osobie i jej twórczości.
 
Muzyka SOPHIE jest pełna kontrastów. To co czyni ją tak ekscytującą to lekkość, w jakiej przechodzi ona między mainstreamem a awangardą. Mało który artysta potrafi tak zręcznie łączyć to, co znane i popularne z eksperymentalnymi brzmieniami. Jej kompilacja utworów Product zawierała kawałki, które można by określić jako trap czy nawet noise, gatunki postrzegane raczej jako trudne w odbiorze. Nie przeszkodziło to jednak temu, żeby pochodzący z niej utwór LEMONADE pojawił się w reklamie McDonald’s. W swoim debiutanckim albumie SOPHIE przechodzi od spokojnych ballad (It’s Okay To Cry, Is It Cold In the Water?) poprzez dźwięki zakrawające o ambient (Pretending) do landrynkowego popu (Immaterial) i bubblegam bassu (Faceshopping, Ponyboy), jednocześnie w jakiś sposób zachowując spójność i autentyczność. To właśnie umiejętność bycia wszechstronnym nie tracąc przy tym unikalnego stylu na stałe zacementowała jej miejsce na scenie muzyki elektronicznej. Dzięki niej, jej twórczość docenili artyści ze skrajnie różnych zakątków świata muzyki, od popu po techno. SOPHIE produkuje kawałki Charli XCX i innych artystów PC Music, współpracowała już z nią Madonna, teraz robi to Lady Gaga. Jednocześnie jej wiernym fanem jest TJ Hertz - znany jako Objekt, jeden z ciekawszych młodych DJów na scenie muzyki klubowej, doceniany za progresywne podejście do łączenia gatunków i zaskakującą selekcję utworów podczas swoich występów. Niedawno, podczas holenderskiego festiwalu Dekmantel, w trakcie swojego seta puścił Immaterial, za co spotkał się z falą krytyki ze strony fanów w mediach społecznościowych. Pomimo, że publiczność nie doceniła tego odważnego wyboru, Objekt wypowiedział się na ten temat na swoim Instagramie broniąc SOPHIE i wykazując podziw dla jej zdolności produkcji. Moim zdaniem oboje artystów łączy nieposkromiona ciekawość w odkrywaniu muzyki, niezmierna kreatywna siła pozwalająca przekraczać narzucane przez gatunki schematy i konwencje. U Objekta wynika ona zapewne z fascynacji muzyką ze strony jej aspektu technicznego – przed rozpoczęciem kariery DJa, Hertz studiował na Oxfordzie inżynierię dźwięku i wciąż równolegle pracuje w tej branży.
 
Natomiast jeśli chodzi o SOPHIE, mam wrażenie, że jej źródłem jest czysta wrażliwość. Myślę, że jej muzyka jest tworzona pod wpływem szczerych, intensywnych emocji i dlatego także tak intensywne emocje budzi. Dobrym przykładem może być na to wspomniana wcześniej piosenka Immaterial, która z miejsca stała się swego rodzaju hymnem osób transpłciowych i niebinarnych. Nic w tym dziwnego – oprócz jej skocznego, wesołego rytmu wystarczy spojrzeć na słowa:

 

     I could be anything I want

     Immaterial girls, immaterial boys

     Anyhow, any place, anywhere, anyone

     Any form, any shape, anyway

     Anything, anything I want

 

Poszukiwanie tożsamości, zwłaszcza płciowej i seksualnej stanowi niezwykle istotny element w karierze SOPHIE. W przeszłości artystka rzadko pokazywała się publicznie i stroniła od medialnej atencji. Potrafiło to przybierać dość skrajne formy: podczas swojego występu dla Boiler Roomu, posłużyła się drag queen, która udawała ją przy konsolecie, podczas gdy ona sama, przebrana za ochroniarza, co jakiś czas kontrolowała przebieg występu. To zachowanie miało jednak swoje uzasadnienie – w wydanym pod koniec zeszłego roku teledysku do utworu It’s Okay To Cry, SOPHIE zrobiła swój coming out jako osoba transseksualna. Po raz pierwszy pokazała swoją twarz tak, jak chciałaby być nareszcie postrzegana. Co więcej, w utworze słychać komputerowo przerobiony, ale jednak prawdziwy głos artystki, coś, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej. SOPHIE odeszła od anonimowych, syntetycznych wokali i pokazała prawdziwą siebie. Przestała być enigmatyczną postacią znaną tylko ze swojego talentu, a w końcu stała się artystką z krwi i kości, stworzyła spójny obraz łączący jej wizerunek z jej twórczością.
 
Mogę bez cienia wahania stwierdzić, że SOPHIE to wizjonerka i artystka, którą warto mieć na uwadze. Świeżo po wydaniu swojego pierwszego albumu, w jednym z wywiadów ujawniła, że do końca roku ukażą się jeszcze trzy (!) jej albumy. Niewątpliwie, 2018 był dla artystki rokiem przełomowym i myślę, że będzie miała ona jeszcze wiele okazji, aby pokazać swój pełen potencjał. Z niecierpliwością czekam, aż zobaczę ją na żywo podczas jej koncertu w październiku; polecam to samo zarówno jej obecnym fanom, jak i każdemu, kto chciały doświadczyć muzycznego powiewu świeżości i (mam nadzieję) pozytywnie się zaskoczyć.
 
SOPHIE możecie zobaczyć podczas tegorocznego Unsoundu w Krakowie (tak jak Objekta b2b ze świetną Leną Willikens)
Autor:

Julian Kallas