Duńska szkoła przekraczania granic komfortu

Artykuły

Muzyka duńska, a zwłaszcza ta oscylująca na granicy eksperymentalizmu, noise’u, ambientu czy industrialu, w swej istocie tak chłodna i surowa, kryje w sobie wiele tajemnic. Można by je tak odkrywać metodą dedukcji w nieskończoność, natrafiając jednocześnie na coraz to więcej tropów, zmieniając kierunki i ścieżki, tak, jak zresztą robią to przedstawiciele tamtejszej sceny elektronicznej. Nim się człowiek obejrzy, będzie zatracony w kalejdoskopie tych niewygodnych dźwięków, nieraz przekraczających granice komfortu, ale mimo to odkrywanie, odnoszę wrażenie, jest pełne fascynujących zwrotów akcji. Brzmienie artystów, których przedstawię poniżej wywodzi się z jednej tradycji i zasadniczo powinno być zamknięte w genetycznym cyklu pewnych konwencji, a ku ich glorii - jest ono poszukujące, emanujące skandynawskim czarem, rozdarte pomiędzy wieloma skrajnymi emocjami. 

 

 

Mikkel Valentin Dunkerley

 

Gdy poprosiłam go o stworzenie autorskiej playlisty dla progrefonik (dostępnej: tutaj), spotkałam się z ogromnym entuzjazmem, zaangażowaniem i co najważniejsze - z życzliwością. Skromność jaką emanuje jest wręcz nieprzyzwoita, biorąc pod uwagę to, ile dotychczas zdziałał będąc integralną częścią duńskiej sceny elektronicznej. Różnorodność idei Mikkela jest prawdopodobnie nieskończona, pomysły niewyczerpywalne, a talent nieograniczony. Prócz naprawdę wzniosłych inspiracji, jakimi są, ku mojemu zdziwieniu, m.in. słowiańskie utwory z nurtu awangardowego, potwierdza to przede wszystkim długa lista jego aliasów. 

 

Najbardziej znany jako Internazionale, Rosen & Spyddet, Lace & Collar, Levial Mana, Mouths of the Irrawaddy, Olympisk Løft czy Wax Walker wydaje w posh isolation i Janushoved. Każdy z projektów nacechowany jest coraz to głębszymi odmianami chłodu i niejednolitymi natężeniami hałasu przybierającymi różne postaci, czemu towarzyszą takie detale jak szumy oraz nieustanny łoskot ulegający powolnej dekonstrukcji. To, co osobiście najbardziej mnie urzeka to fakt, że model hałasu Mikkela zdaje się jakby  stworzony na podobieństwo wrażliwości ludzkiej -  tak, by mogły się zjednoczyć i trwać.  

 


Loke Rahbek 

To oczywiste, że nie mogłam go ominąć. Podobnie jak wyżej wymieniony Mikkel V.D. jest artystą o wielu twarzach. Chwyciłam się za głowę, gdy jakiś czas temu zobaczyłam na discogsie w ilu i w jakich projektach maczał swe palce! Body Sculptures, Caucasian Colony, Contour, Damien Dubrovnik, Days in Return, Document One, En Tragedie, Erotikens Historie, Garrotte, Limepit, Lust for Youth, Olymphia, Pruneface, Severe Photography, Sexdrome, Shooting Gallery, Skurv, Vår. Może zabraknąć tchu wymieniając je wszystkie. Mało Wam? Jeśli tak, dodam, że Loke jest współzałożycielem wytwórni posh isolation skupiającej duńską elektroniczną śmietankę towarzyską. Zastanawiające jest to, jak wielka musi być jego baza pomysłów, by dosłownie każdy projekt miał w sobie tyle różnorodności i nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań. 

 

Może się wydawać, że jest tak dlatego, ponieważ zakładam, że Loke lubi kombinować i realizować swoje foniczne wyobrażenia i poddawać je szeregowi działań mających na celu ewoluowanie dźwięku. Wyciąga z fundamentu maksimum motywów, selekcjonuje i układa je wszystkie obok siebie dość ciasno. Potem zaś przeplata je z falami dźwięków syntezatora, które na przemian przemieszczają się bez pośpiechu i z wielką gracją, nagle  gwałtownie załamują się, nawarstwiają się intensywnie, wzburzają dźwiękowy sztorm, ulegają deformacji, w końcu opadają. Fale porywają nas w świat, którym rządzi dekadencja. W każdym wymienionym powyżej projekcie, do którego Rahbek przyczynił się mniej lub bardziej, można dostrzec ten niepokojący pierwiastek. Mam wrażenie, że zapisał się on już na stałe w procesie twórczym duńskiego artysty, który skupia się zarówno na dźwiękach, jak i szacie graficznej będącej fenomenalnym zwieńczeniem jego pracy. 

 


❍ Frederikke Hoffmeier

 

 

Najbardziej znana jako Puce Mary i z wielkim przekonaniem śmiem rzec, że jest jedną z najjaśniej świecących gwiazd posh isolation. Frederikke Hoffmeier metodycznie eksploruje i poddaje niebanalnej interpretacji death industrial oraz noise, co w przypadku jej twórczości, skutkuje zupełnie oderwanymi od rzeczywistości kompozycjami, w których największą uwagę przykuwa surowość. Surowość ta, choć chłodna i mroczna, jak zimowa noc, za sprawą Dunki iluzorycznie może wydawać się zmysłowa i słodka wręcz. Kurczowo trzyma się swoich intencji, przez co zmanipulowany skandynawskim czarem słuchacz przeżywa swoistą kotłującą się burzę. Bo Frederikke to artystka, której krzyk tak potężny w swej istocie, wdziera się do wnętrza słuchacza i parzy je. Odważę się jednak powiedzieć, że błądząc w jej ścianie głosu możemy odnaleźć wentyl bezpieczeństwa. 

 

Cóż, Hoffmeier w swej twórczości absolutnie mija się z definicją ładu, a skłania się ku dysharmonii w muzyce. Wyobraźcie sobie połączenie tak ekstremalnego brzmienia z performancem, gdzie artystka zanurzona w toni czerwonego światła, zaprowadza na skraj przepaści szaleństwa - myśl o tym ściska mnie ze wzruszenia za serce. Najwyższy czas opuścić strefę komfortu i poznać prawdziwą wartość kobiecego noise’u. 

 


❍  Oliver Vaupel

 

Posiada kilka projektów na swoim koncie, jednak ten, pod którym podpisuje się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem wydaje się w jego dyskografii najistotniejszy. Bezprecedensowy, bezgranicznie smutny dodaje uduchowienia i wzniosłości wytwórni Janushoved. Skandynawskie przesterowane synthy w tym przypadku wydają się przepełnione tęsknotą, która później samoistnie przelewana jest na słuchacza. Łatwo w niej utknąć, bo kruchość tejże ambientowej powierzchni, jej wrażliwość, a także podatność na całkowitą degradację ewokuje wspomnienie tak silne, że nie możemy mu ulec. 

 

Muzyka Vaupela jest środkiem do osiągania transcendencji. Konsekwentnie tworzy on za pomocą natchnionych, hipnotycznych dźwięków oniryczne pejzaże, które i się rozmywają, i skupiają jednocześnie w wiele krajobrazów. Z racji tego, że projekt ten ukryty jest w odmętach internetu, odkryłam go jako ostatni spośród całego zestawienia. Najpierw zaintrygowała mnie prześliczna okładka, potem jednak prawdziwą wartość przypisałam dźwiękom. To zarazem najsmutniejszy i najbardziej wzruszający album ostatnich miesięcy. 

 
Autor:

Karolina Kobielusz