Dźwiękowy monolit – Ben Frost

Artykuły
Ben Frost jest artystą w kluczowym punkcie swojej kariery. Blisko 40 lat na karku, prawie 20 lat doświadczenia w branży muzycznej i prawie tyle samo wydanych krążków. Ben cieszy się znaczącą rozpoznawalnością w kręgach zainteresowanych, w ostatnich czasach został zaproszony nawet na „Act for Democracy”, jako członek grupy projektowej mającej na celu ratowanie wizerunku unii europejskiej. Mimo bycia rozchwytywanym, Australijczyk tworzy, tworzy i jeszcze raz tworzy, a taki głód wyrazu, wzbudza podziw. 

 

 

Album „The Centre Cannot Hold” to zeszłoroczny owoc współpracy z Stevem Albinim, który już samym swoim tytułem odnosi się do poezji William Butlera Yeatsa , a konkretniej do dzieła „Drugie przyjście”. Obecność odniesienia do irlandzkiego dramaturga od razu rzuca nam światło na klimat LP, ze względu na powiązania z I wojną światową i walką o niepodległość Irlandii. Jednak „The Centre Cannot Hold” zdecydowanie nie jest albumem narodowo wyzwoleńczym, to misterna układanka zdradzająca niepokój, chaos spowodowany zderzeniami wielkiej polityki i wielkich interesów. „A Single Hellfire Missile Costs $100,000”, taką potężnym ładunkiem sugestii bombardują nas twórcy co krok, dając złudnie odpocząć w trakcie albumu ledwie na kilka chwil, zostawiając odbiorców bijących się z myślami i ciarkami na karku. Ben Frost nie oszczędza nas wcale, mamy do czynienia z dojrzałym artystą który nie boi się stosować trudnych rozwiązań, a intensywność wysublimowanych brzmień, potężnych syntezatorów, noisowych przesterów może przytłaczać. Mimo tego kunszt artysty jest absolutnie niepodważalny, Ben nie traci kontroli nad dynamiką utworów (Ironia to doskonały przykład) nawet wtedy, gdy zasypuje nas całymi kaskadami dźwięków ( Eurydice’s Heel). Jednak elementem który wzbudził we mnie największe uznanie to wyważenie albumu. Frost operuje intensywnością jak florecista chcący nacieszyć się walką przed jej ostatecznym zakończeniem, doskonale wie kiedy zaatakować brutalną agresją, a kiedy zwolnić tempo, wyciszyć , typowymi dla siebie, subtelnymi, rozedrganymi, iskrzącymi jednostkami dźwięku. Biorąc pod uwagę kaliber intensywności brzmienia, fakt, że słuchowe wrażenie tak bardzo poruszają, to dowód absolutnie najwyższej klasy Australijczyka, nic dodać, nic ująć.
Autor:

Bartek Janisz