Interpretacje — AWANGARDA

Interpetacje
Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucamy  wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierujemy się odczuciami, skojarzeniami. Cykl kontynuuje słowo-klucz AWANGARDA w związku z nadchodzącym wielkimi krokami Avant Art Festivalem we Wrocławiu i w Warszawie. Zobaczcie czym dla nas jest ten motyw. Zapraszamy do lektury!

 


Karolina Kobielusz

 

We Will Fail - Hand That Heals / Hand That Bites 

 


 

Zarówno osoba, jak i projekt Aleksandry Grünholz to od pewnego czasu jeden z ważniejszych punktów na mapie współczesnej dźwiękowej awangardy w Polsce. To doskonały przykład na to, w jaki sposób umiejętnie przeprowadza się syntezatorowy dialog o sensownej, dźwiękowej treści bogatej w formę, której przewodniczy harmonia,  niemalże matematyczna precyzja, a jednocześnie  brud i surowość, zamknięte w wysubtelnionej, kobiecej wrażliwości. Twórczość polskiej artystki wywodzi się poniekąd z IDM i techno, ale w przypadku materiału z „Hand That Heals / Hand That Bites”  absolutnie tym się nie ogranicza, bo dodatkowo wzbogacony jest laboratoryjnymi eksperymentami posiadającymi jakiś wewnętrzny intrygujący pierwiastek, który sprawia, że w połączeniu z efektami wizualnymi słuchacz/widz jest maksymalnie skupiony i zafascynowany prezentowaną całością. Obecność Aleksandry Grünholz na Avant Art Festival to niezaprzeczalnie godna reprezentacja i naszego kraju i spełnionych ambicji w kontekście prawdziwego przekraczania muzycznych barier. 


 

Patryk Wojciechowski

 

Errorsmith & Mark Fell - Protogravity EP


 

Jeśli mielibyśmy wyróżnić kogoś, kto nieustannie rewolucjonizuje brzmienie elektronicznej muzyki tanecznej to z pewnością byłby to Errorsmith. Ten weteran sceny – swoją pierwszą EPkę wypuścił już w 2000 roku – znany jest ze szczególnego charakteru swoich utworów, który osiąga dzięki wykorzystaniu stworzonego przez siebie do tego celu oprogramowania. Osobiście najbardziej cenię materiał, który stworzył we współpracy z Markiem Fellem. Protogravity EP to zaledwie 3 utwory, ale dzieje się na nich więcej niż na niejednym albumie. Wpływ Fella jest odczuwalny już od pierwszych minut. Przede wszystkim odznacza się w sferze konstrukcji dźwięków. Słychać też, że utwory mają przemyślany aranż. Znacznie bardziej niż to zwykle bywa w przypadku Errorsmitha. Otwierający Protogravity na przestrzeni 10 minut nie przestaje ewoluować i zachwycać swoimi mutacjami. Cuica Digital to już z kolei typowa Errorsmithowa zabawa frazami. Utwór ten praktycznie przy każdym odsłuchu wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Definicja dystansu i zabawy muzyką. Prawdziwa taneczna awangarda.


Filip Skirtun

 

Chicago Underground Duo (Rob Mazurek & Chad Taylor) - Synesthesia


 

Jak określić "Synesthesia" jedynym słowem? Myślę, że lepiej od nazwy albumu nie dam rady. Jednakowoż, wcale nie jedno słowo jest mym dzisiejszym celem!

Przyznam, że koncept pisania bardziej 'okołofestiwalowego' zdzielił mnie troszkę 'z karata w karczycho', bo jestem deczko nieprzygotowany z artystów z avanta - tak to już czasami bywa... Jednak odrobinę pogrzebawszy jestem raczej zaszokowany tym, że zarówno Chada Taylora, jak i Roba Mazurka - ten drugi będzie w tym roku właśnie na Avant Artach - pomijałem jako członków... no właśnie, jakich projektów? Pominąłem choćby Mazurka jako współpracownika Jima O'Rourke i członka Tortoise, zaś Chada Taylora u Marca Ribota i obydwu na "Hoffman Estates" Alana Lichta & Lorena Connorsa. Spowiedziawszy się, zrzucam ciężar nieprzygotowania i przechodzimy do tematu.

Szybki rzut oka na creditslistę pozwala szybko wywęszyć, że być może będziemy mieć delikatne powinowactwo ze wspomnianym Tortoise - przewija się tu zarówno Sam Prekop, jak i John McEntire, więc dwoje ludzi właśnie ze słynnym (no dobra, relatywnie!) projektem na "T" związanych. Dygresja stop! Ale wcale nie jest żółwiowo, lecz z podobną wrażliwością. Zamiast tego…

… mamy duet muzyków pełnych pomysłów, stojący na mocnej, avant-jazzowej podstawie. Poprzez mocno free-duetowe improwizacje z dodatkiem (troszkę frywolnej, troszkę efekciarskiej) elektroniki, poprzez absolutnie senne - które to uczucie wzmacnia akustyka samego studia nagraniowego, która ślicznie dobarwia kornet Mazurka - kompozycje z udziałem wibrafonu, otrzymujemy cały przekrój zestawień melodycznych, w zasadzie bez minuty nudy.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, że tak naprawdę taki duchowy poprzednik "A Cosmic Rhythm With Each Stroke" powstał aż osiemnaście lat temu. Myślę, że to porównanie jest jak najbardziej na miejscu, mimo sporego rozstrzału sonicznego - bo naprawdę ideowo to są dwa bardzo podobne nagrania. Obydwa zdecydowanie bogate, bardzo barwne, przekrojowe, z oszczędnego zestawu instrumentariów budujące świetne, niepowtarzalne, miniatury. Co bardzo ciekawe kompozycje 'tanio atmosferyczne', lecz bardzo intrygujące, bogate w nowoczesny język harmoniczny, nie stroniące od moczenia nóżek w free improvie i mogące troszkę wyalienować słuchaczy. Czyli taka zupełnie nie asłuchalna, przyjemna i bardzo ciekawa – awangarda!

Ale może czasem jednak lepiej oberwać w łeb obuchem, szczególnie, gdy potem się w głowie na lepsze przewraca?


Marta Konieczna


Lotto - Elite Feline


 

Określenie awangardy to wcale nie tak łatwe zadanie. Tym bardziej znalezienie jednej definicji. Twór to z natury wymykający się przecież szablonom i ramom. Jeśli za punkt oparcia przyjęłabym właśnie tę nieuchwytność, nieszablonowość, to nic bym chyba więcej nie napisała. Avant Art Festival wybrał takie zestawienie wykonawców, spośród których każdy nie daje się zaszufladkować i nie ogranicza swojej twórczości jednym gatunkiem, jednorodnym źródłem inspiracji. A więc nie tędy droga. Odwołam się zatem do etymologii hasła, przedniej straży. Kogo widzę w tej roli? Kogo wysłałabym na przeszpiegi w różne strony świata nietuzinkowej muzyki? Kto według mnie w najciekawszy sposób wykorzystałby owe zdobycze? Myślę, że trio Lotto, w twórczości którego fuzja różnych gatunków jest wyjątkowo udana. Przejścia są gładkie, co nie oznacza muzyki ugłaskanej. Przeciwnie, jest to wymagająca mieszanina, w odmętach której pięknie można odpocząć. Pisząc to gra mi w głowie „Elite Feline“, ale przecież właśnie ostatnim albumem „VV“ zespół udowodnił, że potrafi kolejnymi poszukiwaniami rozszerzyć swoje horyzonty. A jednocześnie utrzymać własny charakter i autentyczność.

Grafika:

Michał Maliński