Interpretacje — PĘKNIĘCIE

Interpetacje

Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucać będziemy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierować będziemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje słowo-klucz PĘKNIĘCIE. Zapraszamy do lektury!


Patryk Wojciechowski

William Basinski - Cascade


"Cascade" to zdecydowanie mój ulubiony Basinski z serii frazy loopowane w nieskończoność. Zakochałem się w nim po usłyszeniu pierwszych kilku sekund. Z każdym kolejnym odłuchem czułem się z nim jeszcze mocniej powiązany. Ta melodia wryła się w moje ciało i umysł. Czuję jakby nie tylko dźwięczała mi w głowie, ale jakby robiąc to przeobrażała się w coś fizycznego, coś, co musi znaleźć sobie literalnie miejsce, żeby móc istnieć. Dlaczego pęknięcie? Jedną z wizualizacji, która niegdyś mnie nawiedziła w trakcie odsłuchu jest wizja ogromnego jeziora pokrytego lodem. Powtarzana fraza to małe pęknięcie, które powolnie wędruje po tafli przez 40 minut zaznaczając swoją obecność. Nie prowadzi ono do totalnego złamania i zawalenia się lodu. To jedynie delikatne rysy rozpościerające się na wszystkie strony tworzące pajęczynę pęknięć.


Karolina Kobielusz

O. Vaupel - Til Årstiderne, Levet Gennem Vores Fælles Syn


Posiada kilka projektów na swoim koncie, jednak ten, pod którym podpisuje się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem wydaje się w jego dyskografii najistotniejszy. Bezprecedensowy, bezgranicznie smutny dodaje uduchowienia i wzniosłości wytwórni Janushoved. Skandynawskie przesterowane dźwięki pianina w tym przypadku wydają się przepełnione tęsknotą, która później samoistnie przelewana jest na słuchacza. Łatwo w niej utknąć, bo kruchość tejże ambientowej powierzchni, jej wrażliwość, a także podatność na całkowitą degradację ewokuje wspomnienie tak silne, że nie możemy mu ulec. Muzyka Vaupela jest środkiem do osiągania transcendencji. Konsekwentnie tworzy on za pomocą natchnionych, hipnotycznych dźwięków oniryczne, rozmywające się obrazy, gdzie prócz pięknych krajobrazów rozpościera się pogłębiające się pęknięcie. Pęknięcie zaburzające pewną harmonię, których odłamki wdzierają się prosto w serce.


Filip Preis

Grouper – The Man Who Died in His Boat


“The Man Who Died in His Boat” jest dla mnie czymś wyjątkowym, niezastąpionym. Cała ta kruchość dźwięków zawartych w skromnych melodiach Grouper zawiera w sobie niespełnione pokłady wrażliwości i smutku. Tym smutkiem przeszyty jest każdy najmniejszy element, najdrobniejsza dźwiękowa cząstka każdej z kompozycji. Jednak to „Vanishing Point” działa najbardziej. Te trzy i pół minuty skromnych, nakładających się na siebie dźwięków pianina są ekwiwalentem pełnej niemocy i rezygnacji. Pamiętam, gdy ten utwór wybrzmiewał w moich głośnikach zapętlony przez dwa dni, a ja nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko leżeć i bezczynnie patrzeć się w biały sufit. Byłem, lecz mnie nie było – a pianino wciąż gdzieś pulsowało w pustce. Trochę już czasu minęło, jednak teraz tylko z tym kojarzy mi się ten album – gdy już nie można zrobić nic, to dźwięki „The Man Who Died in His Boat” staną się rozwiązaniem.