Interpretacje — SZTUCZNA INTELIGENCJA

Interpetacje
Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucać będziemy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierować będziemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje hasło-klucz SZTUCZNA INTELIGENCJA. Zapraszamy do lektury!

 


 

Patryk Wojciechowski

 

Oneohtrix Point Never – R Plus Seven

 


 

Przyznam, że trochę mi zajęło wybranie dzisiejszej propozycji. Wprawdzie miałem kilka pomysłów, ale jak się okazało, większość z nich zdążyłem już wykorzystać przy innych interpretacjach. Tym sposobem wybór padł na jedną z moich ulubionych płyt Daniela Lopatina, a konkretniej R Plus Seven. Ciężko powiedzieć czemu akurat ten album przyszedł mi do głowy, kiedy pomyślałem o sztucznej inteligencji. Z pewnością pewien wpływ na to miał klip do utworu 'Boring Angel', który swego czasu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Głównym, a właściwie jedynym komponentem tego klipu są bowiem emotikonki. Zdaję się, że to tu właśnie należy szukać powiązania z dzisiejszym tematem. Opowiadanie historii człowieka za pomocą symboli graficznych przypomina w jakiś sposób mechanizm komunikowania się sztucznej inteligencji, która korzystając z algorytmów szuka najbardziej trafnego określenia by się właściwie wyrazić. Na tej samej zasadzie powstał wspomniany klip, w którym pewna baza nieruchomych grafik posłużyła za środek wyrazu twórcy. A ten, podczas tworzenia, musiał zdecydować, która emotikona jest w stanie najtrafniej oddać to, na czym mu zależy. Sam album jest swego rodzaju zapowiedzią trendu, który za jakiś czas opanuje eksperymentalną muzykę elektroniczną. Skonstruowany w sposób, który ma utrzymać uwagę słuchacza oczekującego dużej dawki różnych bodźców. Oczywiście, w porównaniu z muzyką, która ma spełniać podobną rolę i jest obecnie wydawana, wypada on i tak dość statycznie i przewidywalnie. Wracając do tematu, to właśnie wspomniane bodźce są dla mnie kluczowym skojarzeniem z dzisiejszym tematem. Nie mam pojęcia jakiej muzyki miałaby słuchać sztuczna inteligencja, ale obstawiam, że byłoby to coś, co oferuje szeroki zakres doznań.

 


 

Marta Konieczna

 

V/A - Artificial Intelligence

 


 

To temat na czasie. Dla jednych mnożący obawy, dla drugich rodzący ekscytację, w każdym razie - nieunikniony w zupełnie niedalekiej przyszłości. Sztuczna inteligencja ma dla mnie wydźwięk personifikacyjny. Podchodząc naukowo, cieszy mnie perspektywa możliwości odkrycia poprzez AI nas samych, podchodząc trochę bardziej romantycznie, nosi to dla mnie znamiona otulenia emocjami czegoś, co do tej pory miało być tylko mechaniczne. Skacząc dalej po luźnych skojarzeniach, słowa emocje oraz mechaniczność latają przecież gdzieś w chmurze dookoła terminu muzyka elektroniczna. W 1992r. kultowy label Warp postanowił dodać do niej kolejnego towarzysza - umysł. A dokładniej mówiąc inteligencję, sztuczną właśnie, gdyż pod takim, dosłownym dla dzisiejszych Interpretacji tytułem, ukazała się ogromnie ważna kompilacja, a później cała seria nagrań. Otwierająca cykl Artificial Intelligence niech posłuży za jego reprezentanta. Zaczynając od słów samych wydawców: ,,Sztuczna Inteligencja przeznaczona jest do długich podróży, cichych nocy i półsennych klubowych świtów. Słuchajcie z otwartym umysłem''. - ten fragment z wkładki do płyty stał się bardzo istotną cezurą w historii muzyki elektronicznej. Rozdzielała ją od cielesności, kultury klubowej i tańca, z którymi niemalże nierozdzielnie była dotąd kojarzona. Rozdzielała, czy raczej wydzielała, bo przecież nikt nie zabronił do tej kompilacji tańczyć. W końcu to od nazwy tej składanki wziął się termin Intelligent Dance Music. Materiał ten wyraźnie jednak stworzono przede wszystkim do słuchania. Może nawet i do przemyśliwania, może nie aż do kontemplacji. Sami artyści współtworzący Artificial Intelligence odżegnywali się jednak od intelektualizacji siebie oraz swojej twórczości. A byli to legendarni dziś Aphex Twin, Autechre czy Richie Hawtin i inni, niekoniecznie pod współczesnymi pseudonimami. Zdaje się więc, że ich AI nie musiała wcale zdobywać wielu punktów IQ na matematycznych układankach. Była jednak obdarzona wyjątkową inteligencją emocjonalną.

 


 

Filip Preis

 

Jan Jelinek – Zwischen

 


 

Ten album ma w sobie coś odrealnionego,  bezosobowego. To trochę tak, jakby komputer z ogromnej bazy danych wybrał wypowiedzi ludzi, przerobił je na nieodczytywane komunikaty i stworzył zupełnie abstrakcyjne kompozycje, które eksponują mikroskopijne błędy człowieka – zwykle niezauważalne, lecz gdy zgromadzi się je w jedno miejsce, to zostają one wyeksponowane. Ten dziwny język, który z jednej strony ludzki, a z drugiej kompletnie pozbawiony pierwiastka osobowości, mógłby zawierać w sobie największe sekrety ludzkości, którymi maszyny wymieniają się między sobą. Wszystko otoczone jest niezwykle industrialnym chłodem i świadomość tego, że to wszystko dzieje się poza kontrolą świadomości i manualnych możliwości trochę przeraża. Jednak tego już się nie da zatrzymać.

 


 

Karolina Kobielusz

 

Eartheater - Irisiri

 


 

Aktualnie żyjemy w czasach kiedy nie tylko Unsound, ale i większość z nas zadaje sobie pytanie o los i kondycję człowieka, a nawet i sztuki w erze sztucznej inteligencji. Czy grozi nam absolutne odhumanizowanie? Czy w niedalekiej przyszłości znajdzie się jakiekolwiek miejsce w muzyce dla pierwiastka ludzkich emocji i uczuć? Z racji rodzącego się niepokoju te pytania nieustannie się mnożą. Póki co można jednak zauważyć, że twórcza wyobraźnia człowieka nie tylko w połączeniu z motywem tzw. „artificial intelligence”, ale i w ogóle z technologią, daje dobry przykład zjawiska synergii. To właśnie dźwiękowa relacja tego, co klasyczne z tym, co cyfrowe od kilku dekad rodzi wspaniałe dzieła. Na tegorocznej edycji Unsoundu reprezentantką takiego połączenia będzie Alexandra Drewchin  tworząca pod pseudonimem Eartheater. Wystąpi ona ze swoim najnowszym materiałem „Irisiri” wydanym w PAN.  Czarująca harfa w korelacji ze smykami, głos z tak wyraźnym, przejmującym vibrato, a także nieco kontrowersyjna, ale żywa seksualność z wygenerowanym elektronicznie sztafażem dźwięków i jazgotów wzajemnie na siebie oddziałują, potwierdzając jednocześnie, że ta adaptacja klasycznych procedur w „experimental club music”  jest absolutnie udana. Bowiem w parze z techniczną, producencką, wizualną kwestią idzie umysł słuchacza, który dodatkowo tworzy daną muzykę. I mój umysł mając w perspektywie udział w występie tejże artystki podpowiada mi, że to naprawdę piękne zjawisko, które na dobrą sprawę objawiło się z dojrzałym albumem w całej swej okazałości dopiero w tym roku. 

 


 

Filip Skirtun

 

Evan Parker - Time Lapse

 


 

Myślę "sztuczna inteligencja" - widzę oczami te grafiki, które pozyskano z kolejnych warstw sieci neuronowych, służące jako klasyfikatory dla grafik. "Time Lapse", dziwaczny pomysł Parkera (z 2006 roku), w zasadzie pokrywający się choćby z grą Parkera na "A Life Saved by a Spider and Two Doves"  (kolaboracja Maxa Eastleya, Grahama Halliwella, Marka Wastella i Evana Parkera), na grę solo... albo inaczej, ta płyta, to trochę jak rozmawianie z samym sobą. Można stwierdzić, że w 2006 roku pracowanie nad solowym saksofonem - mające przecież korzenie już w "For Alto" Anthony'iego Braxtona - to zdecydowane przegięcie pały i strata czasu.

 

Dlaczego jednak "Time Lapse" to jak gdyby rozmowa z samym sobą? Ten dziwaczny ulep (wszak takto można nazwać) to rezultat prac Parkera nad pętlami. Te 54 minuty to w istocie zbiór kompozycji, na których Parker składał kolejne - tu jest właśnie podobieństwo do tego późniejszego "A Life Saved..." - własne nagrania, tworząc rzecz, która brzmi raczej jak kwartet saksofonowy, albo jak milion zupełnie innych rzeczy, których zdecydowanie tu nie ma, a zdaje się, jak gdyby były. Niespodziewane starcia dźwięków, przywodzące na myśl dudy, czy przypadkiem zwijające się w takie jak gdyby dziwne organy piszczałkowe. Gdzieś tu wisi duch La Monte Younga, lecz to tak przypadkiem, naprawdę.

 

Fascynujące jest to, iż tenże prawdziwy już weteran sceny free, w zasadzie nie posługuje się tu żadnymi kliszami - może co najwyżej własnymi. To właśnie w tych pętlach - czerpiące tak bogato z różnych źródeł, czy to jazzowych, czy to naprawdę chyba wszystkich możliwych - mieści się to całe podobieństwo do wstępnie wspomnianych "grafik" z sieci neuronowych. Te niby znane, łatwe do rozpoznania sylwetki - lecz ubrane w cały psychodeliczny, niespójny, i zamazany kaftan - stają się nam zupełnie obce, a koniecznie wyrwane z kontekstu. Cóż, nikt nie powiedział, że sztuczna inteligencja ma jakiekolwiek powiązania z ludzkim postrzeganiem spraw.
Grafika:

Michał Maliński