Kogo posłuchać na Up To Date – przewodnik audiowizualny

ArtykułyFestiwale
Jako, że już jakiś czas temu Marta Konieczna opublikowała świetną i bardzo rzetelną zapowiedź tegorocznej edycji Up to Date, w której przybliża grające na nim postaci, postanowiłem pozwolić sobie na pewnego rodzaju eksperyment i zachęcić do udania się na wybrane przeze mnie koncerty w inny niż dotychczas sposób. Zamierzam skupić się - tak jak to tylko możliwe - na kreowanej przez artystki i artystów atmosferze i opisać ją wspomagając się filmowymi porównaniami. Część ze wspomnianych osób miałem już okazję usłyszeć na żywo i w tym wypadku będę się odwoływał właśnie do ich występów, jeśli chodzi o resztę moje spostrzeżenie opierał będę na dyskografii i opublikowanych mixach. Filmowe porównania są tylko punktem wyjścia, który ma pozwolić mi na dokładniejszy opis kreowanych przez artystów i artystki światów. Ich znajmość nie jest więc w żadnym stopniu konieczna, ale może i powinna wzmocnić przekaz.

 

 

Lsdxoxo
Soundtrack do: Punch-Drunk Love (P. T. Anderson)

 


Wybuchowa mieszanka pozbawiona kalkulacji i półśrodków. Mariaż gatunkowy nie stroniący od żonglerki konwencjami poruszający się po emocjonalnej orbicie wyzwalającej poczucie ciepła i przynależności. Im bardziej dziwi i zaskakuje, tym bardziej urzeka i przyciąga. I tak jak ciężko nie sympatyzować z Barrym Eganem – bohaterem Punch-Drunk Love – tak samo ciężko oprzeć się urokowi Lsdxoxo. W tym miejscu warto wspomnieć o niedawnym artykule "Goth w dresie" Krzysztofa Krześnickiego, który w świetny i wyczerpujący sposób opisuje scenę, której Lsdxoxo jest reprezentantem. Wracając do wątku, wydaje się, że tym, co interesuje zarówno Lsdxoxo jak i Andersona jest dekonstrukcja mainstreamowych schematów i bezkompromisowa zabawa konwencjami. Nawet jeśli celem jest wyzwolenie tych samych emocji, które wyzwala zwykle muzyka pop czy komedie romantyczne, to tym co je od nich różni jest sposób osiągnięcia zamierzonego celu. Owy sposób można podsumować takimi hasłami jak: szczerość, otwartość i naturalność.

 

 

Goldie
Soundtrack do: Good Time (B. Safdie)

 


Goldie za deckami to wulkan energii. Emanujący charyzmą i pewnością siebie, dający się porwać emocjom potrafi wciągnąć słuchacza w swój świat i wypełnić go ekscytacją. Zupełnie jak w gęstym od akcji filmie braci Safdie, gdzie główny bohater nie ma chwili wytchnienia i nie może wyplątać się z wiru przeróżnych zdarzeń. Wprawdzie Good Time posiada już świetną ścieżkę dźwiękową w wykonaniu Daniela Lopatina(Oneohtrix Point Never), ale granie Goldiego mogłoby posłużyć za jej alternatywną wersją wpompowując w film jeszcze więcej szaleńczego dynamizmu i napięcia.

 

 

Rrose live
Soundtrack do: The Exterminating Angel (L. Buñuel)

 


Uwięzięni w pomieszczeniu, z którego nie sposób się wydostać. Ale czy na pewno? Pozornie wydaje się, że nic nie stoi przecież na przeszkodzie i w zasadzie nie ma nic prostszego niż po prostu wyjść. A jednak wyjść się nie da. A przynajmniej na to wygląda. Powiedzieć, że styl grania Rrose jest hipnotyczny to nic nie powiedzieć. To poziom immersji, w której zatapiamy się z przywiązaną kotwicą u nogi. Ciągnie nas na samo dno eksponując różne pasma głębin. Podróż, w której suma mikro szczegółów tworzy przeogromny świat. Pozornie, aby się z niego wydostać, wystarczy po prostu przestać się skupiać na dźwiękach lecz tak naprawdę nie jest to takie proste bowiem Rrose świadomie wprowadza nas w trans, z którego niełatwo się wybudzić. Jest to mieszanka, która nie może nie urzec fanów i fanek zniuansowanych muzycznych doznań. Świadczyć o tym może chociażby praca z dziełami takich artystów jak Gyorgy Ligeti czy J. S. Bach, która odcisnęła piętno na brzmieniu i pozwoliła ukształtować charakterystyczny styl grania Rrose. Oczywiście, podstawą do tego by to wszystko odczuć, jest szczere poddanie się temu doświadczeniu i skupienie na nim swojej uwagi. Ale czy trzeba w ogóle o tym wspominać?

 

 

Lanark Artefax live
Soundtrack do: Ex Machina (A. Garland)

 


Perfekcyjnie złożony i zaprogramowany mechanizm przedstawiający słuchaczowi szereg różnorakich muzycznych światów. Tak właśnie brzmi Lanark w wersji live. Pierwszym skojarzeniem jest dla mnie Ex Machina, w której futurystyczne i wysublimowane architektonicznie wnętrza willi bohatera stają się tłem dla niezwykle intensywnej emocjonalnie historii. Lanark nie ucieka od budownia napięcia, operowania narzędziami generującymi silne odczucia i prowadzenia do punktów kulminacyjnych powodujących pewnego rodzaju katharsis. Zupełnie jak Garland w Ex Machinie. Co istotne, w obu tych przypadkach, wykorzystane przez twórców środki bronią się zarówno na poziomie konceptu jak i wykonania. W rezultacie otrzymujemy twory, które zapadają w pamięć i dostarczają szeregu doznań.

 

 

Sarah Davachi
Soundtrack do: Red Desert (M. Antonioni)

 


Studium rozmytych emocjonalnych odcieni i badanie ruchu w bezruchu. Dla rozkojarzonego oka i ucha nie czeka tu zbyt wiele. Ale wystarczy wypełnić je ciekawością by odkryło się przed nimi całe morze doznań. Chodzi o kontemplację niewielkiego wycinka rzeczywistości, ale z dokładnością mikroskopu. Działanie w skali mikro, które prowadzi do makro wniosków i przeżyć. Zatracenie w transie, wsłuchiwanie i wpatrywanie się w najdrobniejsze szczegóły. Zgłębianie struktury, faktury, kształtu powierzchni by dowiedzieć się czegoś o wnętrzu. "Sytuacja czysto dźwiękowa i optyczna nie przechodzi w akcję ani nie jest przez akcję wywoływana (...). Pozwala nam uchwycić coś niedopuszczalnego, coś nieznośnego." - G. Deleuze.

Autor:

Patryk Wojciechowski