Kolejny pułap rozwoju — Helena Hauff “Qualm”

Artykuły
Często nieco ubolewam nad faktem rozdrabniania albumów na części. Taka sytuacja niestety miała miejsce niedawno, bo podczas premiery drugiego albumu królowej surowej elektorniki, Heleny Hauff. Dostając 1/4 utworów przed prezentacją Qualm, można było wyobrazić sobie jak będzie wyglądać całość i to z wysoką zgodnością, ponieważ producentka z Niemiec nie należy do tych którzy zaskakują wprowadzając nowe rozwiązania w biegu krążka.Helena znana jest z tego, że korzysta z instrumentów i narzędzi znacznie częściej niż z komputera, w przypadku Qualm nie jest inaczej. 

 

Mamy tutaj do czynienia z twardym, kwasowym, nieociosanym brzmieniem, które lubi słuchawki bez profilu, ponieważ relacje dudniących bębnów i przestrzeń między liniami syntezatorów określane są z chirurgiczną precyzją i zamysłem. Pomimo tego, że Golden Pudel (klub w którym rezyduje Helena) to nie jest miejsce gdzie często rodzą są gwiazdy dużych festiwali, obsesyjna determinacja w tworzeniu tak charakterystycznych przez swoją gruboskórność brzmień, Hauff osiągnęła zaskakujący pułap. 

 

Każdy chociaż nieco zaznajomiony z twórczością wyżej wymienionej, może sobie pomyśleć „no fajnie, zgadza się, ale te słowa pasują właściwie do każdego jej albumu!”. Osoby które pomyślą w ten sposób będą miały racje, Qualm nie jest zaskoczeniem, jest raczej kolejnym niezbędnym elementem w rozwoju artystki, pokazuje zalety (rewelacyjne i wciągające It Was All Fields Around Here When I Was A Kid) oraz ograniczenia techniczne związane z wybraną specyfiką (Borrow Boot Boys, Lifestyle Guru potrafią męczyć intensywnością i nudzić monotonią). Pomimo tego nie nazwałbym Qualm rozczarowaniem,  Helena Hauff to artystka która sprzedaje swój klejnot nieoszlifowany i jeśli to się nie zmieni, ja nie będę narzekał.
Autor:

Bartek Janisz