Nowe oblicze tajemnicy – Bonaventure “Mentor”

Recenzje

Soraya Lutangu to postać enigmatyczna. Mimo swej widoczności i przynależności do kolektywów takich, jak NON Worldwide czy Discwoman, wokół Lutangu zawsze rozpościerało się jakieś widmo tajemnicy. Doskonale odczuwalne jest to na jej poprzedniej EPce „FREE LUTANGU”, którego bardziej swobodna forma, mnogość i różnorodność elementów dźwiękowych i atmosfera daje efekt czegoś niedopowiedzianego, nie do końca zdefiniowanego. Twórczość Bonaventure na „Mentor” ewoluuje – ta wszechobecna aura tajemnicy zebrana jest w o wiele bardziej taneczną i zrytmizowaną formę, która zyskuje w pełni klubowego charakteru.

 

Otwierający EPkę utwór „Physarium” cały wypełniony jest szmerami i trzaskami, które później przeradzają się delikatne, syntezatorowe brzmienia – jest on świetnym wprowadzeniem i swą bardziej zdezorganizowaną strukturą przypomina poprzednią pozycję w dyskografii Lutangu. Następujący po nim „Mentor” również z jego biegiem ewoluuje z trzasków w bardzo zorganizowany schemat budowany na intensywnej partii perkusyjnej, która urozmaicona została wieloma elementami dźwiękowymi. Od razu nasunęło mi się skojarzenie do twórczości Nkisi, czyli współzałożycielki NON Worldwide – jest tutaj coś podobnego w tempie i ogólnym charakterze.

 

„Nemesis” początkują chłodne dźwięki syntezatorów, które później ewoluują w mozaikę wielotonowych sampli i zróżnicowanych dźwięków perkusyjnych, która stanowi trzon całego utworu. „Colony” w swych przetworzonych partiach wokalnych dalej utrzymuje aurę tajemnicy, która konfrontowana jest z niezwykle wyrazistą produkcją.

 

Przedostatni utwór na „Mentor” zatytułowany „Impetus” jest chyba jego najlepszym momentem. Wartko płynące partie perkusyjne w towarzystwie nastrajających sampli wydają się być idealnym scenariuszem na klubowy trans. „Both” zaś idealnie zamyka całokształt, łącząc stare i nowe oblicze Bonaventure – to bardziej abstrakcyjne z tym tanecznym.

 

„Mentor” ma w sobie potencjał do bycia jedną z ciekawszych produkcji tego roku. To bardzo dobrze przemyślana EPka, która swą siłę czerpie z mnogości rytmów i porywającej melodyczności. Wystarczy teraz tylko czekać, aż Soraya Lutangu będzie dalej odkrywać przed nami nowe części swej wrażliwości wraz z nowymi publikacjami.

Autor:

Filip Preis