NowOsiecka

Relacje

Niespełna tydzień, 27 listopada br. z okazji 80. rocznicy urodzin Agnieszki Osieckiej

w budynku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach miały miejsce aż dwa zbiorowe koncerty poświęcone twórczości artystki.  W samo południe odbył się koncert pt. Osiecka Masterclass, podczas którego zaprezentowano jej najbardziej znane utwory w aranżacjach symfonicznych. Na dużej sali przy akompaniamencie Orkiestry NOSPR pod batutą Alexandra Humali wystąpili Anna Jurksztowicz, Anita Lipnicka, Małgorzata Ostrowska, Magda Umer, Marek Piekarczyk, Krystyna Prońko oraz Piotr Rogucki. Ten ostatni pojawił się na scenie także podczas wieczornego koncertu o wdzięcznej nazwie nowOsiecka, gdzie zaproszeni artyści mieli możliwość wykonania dowolnie wybranego przez siebie utworu według własnego pomysłu.

 

O tym jak duże  były oczekiwania wobec tego projektu niech świadczy fakt, że 1400 biletów rozeszło się w ciągu kilkunastu minut już na dwa miesiące przed samym wydarzeniem. Pojemność sali to 1800 miejsc siedzących, wypełniona była po brzegi, a ludzie siedzieli nawet na schodach. Z samą organizacją wydarzenia było sporo zamieszania kiedy to ze względu na duże zainteresowanie ogłoszono dodatkowy koncert mający się odbyć dzień później w Spodku. Jak ogromny zawód spotkał tysiąc osób, które zakupiły nań wejściówki i zostały pozbawione możliwości wzięcia udziału w tym wydarzeniu - ze względu na zbyt niską sprzedaż biletów organizator zdecydował się ten dodatkowy koncert odwołać. Gminna wieść niesie, że w sprzedaży dostępnych było 5000 biletów. Jak widać miejsce wydarzenia ma równie duże znaczenie co zaproszeni wykonawcy. Na pocieszenie, dla wszystkich tych, którzy nie mogli pojawić się w dużej sali NOSPR, koncert został zarejestrowany i zostanie retransmitowany w TVP za kilka miesięcy.

 

Ze względu na romans z telewizją, całe wydarzenie przebiegło bardzo sprawnie i zgodnie z programem, który można było otrzymać przy wejściu. Punktualnie o 20:30 na scenie pojawiły się znane z anteny radiowej Trójki prowadzące to wydarzenie Agnieszki - Obszańska oraz Szydłowska. Na wstępie po krótce przybliżyły zgromadzonej widowni jaki jest cel tego wydarzenia, a później w kilku słowach zapowiadały występujących po sobie kolejnych artystów. Ktoś powie, że przy tego typu przedsięwzięciu strój drugoplanowych postaci wystepujących na scenie nie ma znaczenia, jednak trudno nie zwrócić uwagi na to, że panie były ubrane bardzo podobnie - na biało, a zespół muzyków oraz chór w całości na czarno. Wrażenie spójności potęgowała dodatkowo piękna scenografia: na tle brzozowych okładzin Wielkiej Sali ułożono lampy z klimatycznymi żarówkami Edisona dającymi ciepłe światło, dzięki czemu uzyskano przytulny nastrój kameralnego koncertu odbywającego się w małym klubie, a nie na ogromnej sali koncertowej. Nie sposób nie wspomnieć również o pięknie żarzącym się neonie +nowOsiecka+ wiszącym za sceną, na ścianie antresoli. Mam nadzieję, że pojawi się przy kolejnych edycjach tego wydarzenia jeśli takowe będą odbywać się cyklicznie.

 

Koncerty zbiorowe, w których udział biorą czołowe gwiazdy polskiej sceny muzycznej można śmiało porównać do pudełka czekoladek: niby wiadomo czego się spodziewać, ponieważ skład jest podany na opakowaniu, ale zawartość jest zawsze dużą niespodzianką i nigdy do końca nie wiadomo czy to co w środku przypadnie nam do gustu. Nie inaczej było i tym razem... Ogłoszono wykonawców, ale do ostatniej chwili nie wiadomo było kto z jakim utworem wystąpi i co z niego wyczaruje.

Część artystów poradziła sobie z twórczością Osieckiej fantastycznie, trudno jednak pozbyć się wrażenia że części zabrakło pomysłu lub nie w pełni wykorzystali potencjał możliwości jakie im dano, chociażby poprzez obecność orkiestry.

 

Większosci artystów akompaniował zespół Przemek Borowiecki Band, który otworzył to wydarzenie instrumentalnym wykonaniem utworu „Wymyśliłem Ciebie“ i zamknął równie spektakularnym medley’em. Składowych nie jestem w stanie teraz z pamięci przytoczyć, ale „Nim wstanie dzień“ na żywo robi piorunujące wrażenie.

 

Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru była Joanna Zawłocka, laureatka 19. Ogólnopolskiego Konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej“, który zwyciężyła we wrześniu tego roku. Wystąpiła na scenie dwukrotnie, radośnie pląsając na bosaka zaśpiewała „Karnawał raz w życiu“ oraz „Gaj“ – ostatni utwór który można było usłyszeć ze sceny,

a który w pierwotnym zamyśle organizatorów najwyraźniej miał być wykonany przez wszystkich biorących udział w tym wydarzeniu - o czym świadczy wydrukowany program wręczany na wejściu – tak się jednak, nie wiedzieć czemu, nie stało i Pani Joanna zaśpiewała sama.

 

Natalia Grosiak (wokalistka Micromusic) pięknie wykonała „W Dziką Jabłoń Cię Zaklęłam“, chwilę później na scenie pojawiła się Monika Brodka ze swoim „A Kto Tam U Ciebie Jest?“- obie Panie niczym specjalnym się nie wyróżniły, ich występy były bardzo poprawne, nie mniej większość osób z którymi miałem okazję po koncercie na ten temat rozmawiać nie ukrywało lekkiego rozczarowania faktem, że Monika niczym nie zaskoczyła ani nie porwała. Pojawiła się na scenie, zaśpiewała, zeszła. Pewnie nawet nie zauważyła, że publiczność siedziała także za jej plecami.

 

Co innego Czesław Mozil i jego medley utworów Osieckiej. Razem z towarzyszącym mu zespołem postawili bardziej na wygląd niż muzykę. Wokalista miotał się po scenie w futrzanej czapce a la Jamiroquai natomiast przygrywający mu panowie wyglądali jakby obaj chwilę wcześniej wyszli z planu teledysku Macklemore‘a „Thrift Shop“– obaj wystąpili w futrach, jeden miał kolorowe spodnie od pidżamy. Trochę nie licowało to z powagą miejsca nie mniej plusik za to, że zauważyli iż publiczność jest nie tylko przed, ale również za nimi i do tej części widowni również zwrócili się na koniec występu schodząc ze sceny. Czesław - wiadomo - jest uroczy, ale śpiewanie tekstów Osieckiej, która lubiła zabawy słowem z pewnością nastręczyło mu wiele trudności z wymową;

to z kolei przełożyło się również na trudności ze zrozumieniem co śpiewa wśród zgromadzonych na widowni słuchaczy.

 

Z wygłupami Czesława kontrastował występ bardzo eleganckiego Piotra Roguckiego, który zabawił się konwencją i zaśpiewał utwór „Nie Chcę Spać“ nieco pod dźwiękiem. Misia Furtak wykonała „Zabaw Się W Mój Świat“, jest to jedna z tych artystek która uczyniła utwór Osieckiej absolutnie swoim. W rzeczy samej brzmiał jakby był dla niej napisany, a w jej repertuarze znajdował się od zawsze. Nie inaczej było z The Dumplings, którzy wywrócili wybrany przez siebie kawałek dosłownie do góry nogami. Z oryginału pozostał tylko tekst, spektakularnie zaśpiewany przez Justynę Święs – publiczność miała ciarki na plecach (potwierdzone info). Siedzący na widowni Andrzej Zieliński raczej niewiele znalazł ze swojej muzyki w aranżacji Kuby Karasia, nie mniej jestem przekonany, że mu się podobało tak jak większości obecnych na sali gości.

 

Krzysztof Zalewski żywiołowo zatańczył i zaśpiewał „Chwalmy Pana“, ale to L.U.C

(Łukasz Rostkowski) sprawił że nieco stateczna publiczność się ożywiła. Wbiegł na scenę z widowni gdzie siedział przez większą część koncertu i skłonił swym występem do „zrobienia hałasu“ po czym zaczął dyrygować towarzyszącymi instrumentalistami w rytm perkusji z beatem tak potężnym, że wszystkim zgromadzonym kiwały się głowy do taktu.

 

Po L.U.Cu na scenie pojawiła się Mela Koteluk z utworem „Szperando“, który już wcześniej zagościł w repertuarze artystki. Dodatkową atrakcją podczas tego występu było solo Meli zagrane na dość nietypowym instrumencie jakim jest theremin.

 

Jedyną osobą tego wieczoru na scenie, która nie skorzystała z pomocy towarzyszącej wszystkim wykonawcom orkiestry była Natalia Przybysz. Jej występ mocno odstawał od reszty nie tylko ze względu na brak zespołu. Obok niej na scenie zagościł wirtuoz gitary – Raphael Rogiński, który niestety skutecznie ją zagłuszał podczas śpiewu utworu „Uroda“.

 

W wielkim finale koncertu, po raz drugi tego wieczoru, na deski weszła Joanna Zawłocka i wykonała świetnie znany „Gaj“. Kiedy skończyła śpiewać na scenie pojawili się także inni artyści po czym nastąpiło uroczyste wręczenie kwiatów. Już po wszystkim gdy  zapalono światło owacjom na stojąco nie było końca i tym wspaniałym akcentem pragnę zakończyć swoją relację z koncertu. Myślę, że proste gesty są najbardziej wymowne i najlepiej podsumowują całe wydarzenie - było magicznie!

 

 

Autor:

Bartłomiej Karaś