O co tyle ciszy? Czyli odczucia o odczuwaniu Cage’owskiego 4’33”

ArtykułySŁOWA

Cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalna kompozycja Johna Cage'a. Jest ona powszechnie znana, nawet jeśli znana jest tylko jako ten-jeden-utwór-co-tam-jest-tylko-cisza. Właśnie, czy tylko, czy aż cisza, czy wszystko, tylko nie cisza? Pewne jest to, że kompozycja ta przedefiniowała pojęcie muzyki. Nawet jeśli owa nowa definicja kogoś nie przekonuje, to przyznać on musi, że same tylko pytania, które stawia 4'33'', posunęły ludzkie postrzeganie ars musica o mile naprzód. Odpowiedzi na nie zawarte są w ogromnej liczbie tekstów i publikacji na temat dzieła, a poniższy tekst, chociaż nic nowego raczej nie odkryje, to mam nadzieję, że zachęci do owych pytań i odpowiedzi szukania.

 

Cisza, definiowana jako brak dźwięku muzycznego, ogrywała ważną rolę już we wcześniejszych kompozycjach Johna Cage'a, szczególnie tych z przełomu lat 40. i 50. Wspominał on też o chęci stworzenia utworu muzycznego bez muzyki, obawiał się jednak posądzenia o żart. Wypełniał więc swoje utwory coraz to gęściej pauzami, co stanowiło kontynuację jego poszukiwań w obszarze rytmiki. W ich toku rozwijał koncept muzyki jako układu bloków (oryginalnie nazywanych time-objects), a komponując wypełniał niektóre z nich dźwiękami, a niektóre ciszą. To właśnie czas trwania okazał się ich jedyną wspólną cechą i punktem wyjścia dla dalszych działań Amerykanina, gdy inni kompozytorzy starali się przesuwać granice muzyki poprzez np. harmonię, która ciszą przecież nie zajmuje się w ogóle. Zredefiniowanie muzyki bez powoływania się na dźwięk - bardziej radykalnego zwrotu nie potrafię sobie wyobrazić - jak stwierdził w 1961r. kompozytor Robert Ashley. Bo przecież w 4'33'' nie ma żadnego dźwięku, prawda?

 

Poszukiwania absolutnego braku dźwięku, zaprowadziły Cage'a do komory bezodbiciowej Uniwersytetu Harvarda w 1951 roku. Pochłaniające każdą falę dźwiękową pomieszczenie pozostawiło kompozytora i tak z brzmieniem dwóch tonów: wysokiego i niskiego (pochodzących od jego układów odpowiednio nerwowego i krwionośnego). Pojawia się wniosek - cisza tak naprawdę nie istnieje - oraz propozycja. Mianowicie ciszę, szczególnie tę obecną w muzyce, miałoby się określać mianem dźwięków nieintencjonalnych. Czyli tych, których pojawienia się nie przewidział, ani nawet nie zaplanował czy pożądał kompozytor. Wszystkie one jednak były według Cage'a równie godne uwagi, co te muzyczne, a co jeszcze ważniejsze - istniejące na każdym kroku. Dlatego badacz oraz później kompozytor muzyki eksperymentalnej, Michael Nyman, stwierdził, że 4'33'' nie neguje muzyki, ale afirmuje jej wszechobecność. Wszystko jest poezją, a najmniejszą poezją jest poeta piszący wiersz, czy jakoś tak.

Publiczność zgromadzona dokładnie 66 lat i jeden dzień temu (29.08.1952r.) w sali koncertowej Maverick w Woodstock, NY, nie usłyszała od pianisty Davida Tudora żadnego dźwięku. Prawykonawca 4'33'' w ramach recitalu muzyki współczesnej usiadł przy instrumencie i przez tytułowy czas trwania utworu jedynie trzykrotnie otworzył i zamknął klapę nad klawiaturą, a słuchacze stopniowo opuszczali pomieszczenie - wszyscy znamy tę historię. Wszyscy też już chyba zdążyliśmy zrozumieć, że 4'33'' nie jest zbudowany z ciszy, a ze wszystkich odgłosów, które pojawiają się przy jego wykonaniu, owych nieintencjonanych dźwięków, w których Cage upatrzył sobie esencję piękna muzyki. Jak sam mówił o odbiorze prawykonania: What they thought was silence, because they didn’t know how to listen, was full of accidental sounds. You could hear the wind stirring outside during the first movement. During the second, raindrops began pattering the roof, and during the third the people themselves made all kinds of interesting sounds as they talked or walked out. Paradoksalnie ci, którzy pokazując poprzez wyjście swoją nieakceptację utworu, uczestniczyli w jego wykonaniu oraz wydźwięku, współtworzyli brzmienie. To zbliża rzecz jasna 4'33'' do happeningu, a tym samym zaciera granice kompozytor-wykonawca-słuchacz, a tym samym podważa zachodni model komunikacji nadawca-pośrednik-odbiorca.

Właśnie zatarcie owej granicy oraz przedefiniowanie roli wykonawcy to zbyt często pomijane aspekty oraz zdobycze 4'33''. Wszyscy zgromadzeni pochylili się nad działaniami Davida Tudora, a nie ideami Johna Cage'a. Publiczność zamiast skupić się na słuchaniu niczego/wszystkiego, swoją uwagę przeniosła na obserwowanie wykonawcy, jego czynności, których wydźwięk był obrazowy. To on stał się jakby odpowiedzialny za zaistniałą sytuację. Uwypukliło to również problem trudnego, jak się okazuje, dla ludzkiej percepcji rozdziału aspektów wizualnego i audialnego muzyki, której wystarczyć powinien tylko ten drugi, pozbawiony wymiarów wymiar. Wskazało też różnicę pomiędzy grą na instrumencie a instrumentem jako źródłem dźwięku - tak istotny element muzyki eksperymentalnej w ogóle. Ważne, aby pamiętać, że partytura nie określa obsady, to wcale nie musi być fortepian solo. Jeszcze ważniejsze, że nie czyni to z 4'33'' utworu na jakikolwiek instrument, ale przy użyciu jakiegokolwiek instrumentu.

Rok przed prawykonaniem 4'33'' ukazała się seria obrazów Roberta Rauschenberga. Były to całkowicie pomalowane białą farbą płótna. Artysta zwracał jednak uwagę na to, jak różnie potrafi owa biel wyglądać w zależności od oświetlenia, jak padające na nią cienie tworzą indeterministyczne dzieła sztuki. Koncept Cage'a zachwycił. Faktycznie utwór, o którym dziś mowa to bardziej wypełnienie losowością (tak naturalną dla natury - co również Cage'a zachwycało) pewnego konceptu, który dzięki swej pozornej pustce wiele zyskuje i wiele podważa. W przedmowie do książki przywołanego już tutaj Michaela Nymana Muzyka eksperymentalna Cage i po Cage'u niejaki Brain Eno pisze tak: Życie wydarza się teraz, a ,,teraz'' nieustannie się zmienia. Dlatego najmądrzej jest natychmiast się otworzyć i usłyszeć dźwięki, zanim rozum zdąży uczynić z nich coś logicznego, abstrakcyjnego lub symbolicznego. oraz Jeśli istnieje trwałe przesłanie muzyki eksperymentalnej, to brzmi ono: to twój umysł tworzy muzykę. To wyłącznie nasza percepcja tworzy 4'33'', w którym wcale nie chodzi o ciszę - ot, podsumowanie całego tego tekstu.
AUTOR:

Marta Konieczna