Odsłuch — Melfi, Januszewski and Szlazak, Zaumne

Odsłuch
PROGREFONIK został stworzony z myślą o prezentowaniu muzyki przez pewien piękny pryzmat - jej słuchaczy. Tak się jednak dobrze składa, że ludzie słuchający muzyki również sami ją tworzą. A takich delikwentów chcemy pokazywać tu jak najwięcej. Oto cykl ODSŁUCH, w którym serwujemy najciekawsze projekty z na naszej skrzynki odbiorczej. Jest jeden sposób, by ten projekt miał sens: wysyłajcie nam swoją twórczość, zapraszamy! 
 
Czwartą odsłonę cyklu poświęcamy w całości tajemniczemu labelowi czaszka. Dokładniej mówiąc - ostatnim trzem wydawnictwom spod jego znaku. Każde z nich ukazało się 16-go czerwca tego roku i każde oferuje muzykę wydobywającą z oszczędnych środków najgłębsze pokłady kolejno: emocji, intelektu oraz wrażliwości.


 
Melfi – „Four Concerns”
 

Chaos i harmonia spotykają się w połowie drogi by namalować krajobrazy „Four Concerns”. Doskonale wywarzone kompozycje muzyczne splatają szumy i zgrzyty razem z delikatnymi sekwencjami dźwiękowymi, które wręcz urzekają. Te pierwsze stworzone są z przetworzonych nagrań wiolonczeli oraz terenowych, owianych iście Heckerowską obróbką dźwięku i w podobny jemu sposób wykorzystanych kompozycyjnie. W tej twórczości wspaniale zgrywają się różne żywioły. W jednym momencie słyszymy jak ptak śpiewa, w drugim zaś jak wpada do silnika samolotu. Te kontrasty mieszają się w dodatku z szerokimi inspiracjami elektroniką ostatnich czterdziestu lat (sekwencery, wpływy sceny onkyo oraz minimalizmu), a to wszystko stapia w całość ciekawa, chłodna, subtelna estetyka. Szkoda, że Melfi nie nie utrzymał dynamiki zmian z początku „Four Concerns I”. Tak misternie budowany klimat, zostaje nieco zbyt agresywnie rozładowany kolejnymi aktami, przez co tracimy orientacje wokół czego obraca się utwór. A jednak, prowadzeni jakąś dziwną emocją, wciąż podążamy za każdym audialnym sygnałem w nadziei, że zostaniemy zaprowadzeni do czegoś niezwykłego. Ale odkrycie tego zależy tylko i wyłącznie od nas.

 
Januszewski & Szlazak – „Split”
 

Najważniejszym elementem „Split” jest powtarzalność, która wprowadza w specyficzny trans. Zastosowanie wielu sonicznych wstawek brzmiących jak wyjęte z filmu o intergalaktycznej podróży sprawiają, że w utworach zawarta jest aura futurystyczności, pozaziemskiego chłodu i mechaniczności. Różnorodne są to dźwięki i efekty, przemykają one swobodnie, wgryzają się w szkielet repetycji. Różnorodne są również same spojrzenia na muzykę obydwu twórców albumu. Mamy tu do czynienia z prostym, acz satysfakcjonującym eksperymentem na różnych gamach brzmienia. Tytuł jak najbardziej adekwatny i obrazowy, właściwie mogłyby powstać z tego dwie malutkie produkcje! To zestawienie niestety może działać nieco na niekorzyść wkładu Januszewskiego, dlatego, że przy rytmicznych i znacznie łatwiejszych w odbiorze setach Szlazaka, wypada subiektywnie mniej atrakcyjnie. Ten drugi huśta naszą świadomością we wspomnianym już transie, poprzez bardzo fizyczne i rzeczowo nagrane kompozycje. Pozostałe dwie autorstwa Januszewskiego to z kolei bruitystyczne łamigłówki. Słuchając ich trzeba trochę wytężyć umysł, ale uwierzcie, warto.

 
Zaumne – „Emo Dub”
bandcamp
 

Emo Dub imponuje konsekwencją. To dojrzały i ukierunkowany kawałek muzyki. Od pierwszych minut albumu słychać, że autor wie co chce osiągnąć i jakich środków do tego potrzebuje: prostych pętli, przemyślanej i zrównoważonej aranżacji. Pomimo użycia dość popularnych ostatnio wokali ASMR, udało się uniknąć szablonowości. Element ten jest bowiem bardzo dobrze wykorzystany i wzmacnia kreowaną atmosferę. W dodatku pełni funkcje swego rodzaju klamr, które spinają różne fragmenty płyty. Nawet jeśli mimo to zabieg ten wydaje nam się tendencyjny, a cała produkcja nie zaskakuje, to jednak kompozycje te urzekają. Dubowe bity tworzą idealne tło dla synthowych popisów. Momentami czuć delikatne ograniczenia i braki w egzekucji, ale w żaden sposób nie psuje to odbioru całości.
Z dźwiękami zawartymi na „Emo Dub” kojarzy się białe, poranne światło, szczypiące oczy, niewyspanie, wilgoć powietrza, wczesne podróże pociągami. W tym zbiorze pętli zawarta została niespotykana wrażliwość i niepodważalne wyczucie. Słuchając Zaumne doznajemy uczucia intymności w klubowym otoczeniu, a to jedno z tych uczuć które wiąże się z największymi klubowymi produkcjami. Ta kaseta przenosi do emocji, które pojawić się mogą po spotkaniu z twórczością tylko jednego artysty – Buriala. Jest w tym wszystkim tyle skromności, a jednocześnie ogrom wrażeń, które pochłaniają w całości. Nie brzmi jednak jak coś „inspirowane Burialem”, a jak muzyka twórcy obdarzonego podobnym rodzajem wrażliwości (chociaż mniej zorientowanym na montaż perkusyjny). Przypominać też może minimalistyczną i rozmarzoną twórczość tajemniczego Prince of Denmark. Długie momenty budowania z wykorzystaniem dość prostych środków, które dają urzekający efekt. W tej prostocie i dźwiękowej ascezie jest metoda. Nie jest to wypadek przy pracy, a ewidentny zamysł autora. Od „Emo Dub” bije szczerość, która przyciąga i zachęca do powtórnych odsłuchów.