Odsłuch – Pleq + Philippe Lamy, Takahiro Mukai, AR.MA.

Odsłuch

Powracamy do cyklu Odsłuch prezentując znakomite zestawienie spod znaku labelu Plaża Zachodnia z Kołobrzegu. Od 2015 roku skupiają się na wydawaniu polskiej muzyki niezależnej, nie określając owej niezależności zamykając jej w konkretnych, zdefiniowanych gatunkach. Prądy, może i te bałtyckie, przynoszą wytwórni naprawdę ciekawe propozycje, na dziś odsłuchaliśmy tylko trzy albumy, które i tak pokazują sporą skalę wrażliwości wydawców. 


Pleq + Philippe Lamy – Space
bandcamp


Kaseta rodem ze skandynawskich wydawnictw muzyki eksperymentalnej, a w szczególności duńskiego artysty Mikkela Valentina Dunkerleya, który odpowiada za takie projekty jak: Internazionale, Lace & Collar, Olympisk Løft czy Rosen & Spyddet. Można by rzec, że nastrojowo ma ona coś ze "Stalkera". Podczas odsłuchu jawią się przed oczami obrazy z różnych momentów wędrówki bohaterów filmu Tarkowskiego.  Nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniałe melorecytacje w otwierającym utworze „Space (Untitled 3)”. Wyprany z wszelkich emocji głos meandruje pomiędzy dronowymi dźwiękami wprowadzając w muzyczną opowieść. Gdzieś w tych najciemniejszych odmętach podwodnych głębin wydobywają się dźwięki niezidentyfikowane, pozbawione rytmu, poszukujące rozwiązań w niezbyt wyraźnych amplitudach intensywności. Te niezwykle wyrafinowane, ale jednocześnie prostolinijne i subtelne elektroakustyczne kompozycje  dotykają najwrażliwszych części naszej duszy, pozwalają się zatrzymać gdzieś pomiędzy wszystkim, a niczym.  Zanurzeni w tej toni słyszymy tylko szum, może własnego ciała, może wody, która nas pochłania. Nie toniemy jednak -  migotliwe, niosące fale drone’ów i field recordings wypychają nas coraz bardziej w stronę horyzontu – tam, gdzie koniec jest nieokreślony.Warto dodać, że Bartosz Dziadosz często występował podczas Salonów Ambientu organizowanych przez Up to Date - widać, że kurczowo trzyma się tego gatunku, dając z siebie jeszcze więcej.


Takahiro Mukai – The passion of Vojtek
bandcamp


To intergalaktyczna podróż w nieznane. Te rytmiczne, klimatycznie utwory zawierają w sobie coś robotycznego i chłodnego, ale jednocześnie naiwnego i pokracznego. Ciekawe struktury, których rytm, choć nieszczególnie wyrazisty, zadowala swą nieregularnością. W pewnym sensie jest to muzyka minimalistyczna, ponieważ środki nie tylko są oszczędne, ale zachowują też wyczuwalny (ale jakże intrygujący) dystans wobec słuchacza. Wypełnione mnogością syntezatorowych sekwencji sugerują nastrój elektroniki lat osiemdziesiątych. Pomiędzy przeszłością, a przyszłością lecimy w rozświetlony kosmos naszą prowizoryczną rakietą. Owa podróż jest też próbą wydostania się z ram, jakie powoli obiera już muzyka eksperymentalna. Jednocześnie muzyka balansuje pomiędzy nimi, przybiera różne formy. Hałas w tym przypadku ma wiele twarzy, które przekonują mniej lub bardziej. Na pierwszy plan wysuwają się jednak modularne zabawy z sound designem przy wykorzystaniu dość prostych pętli perkusyjnych. Zdecydowanie mogą one uwieść miłośników i miłośniczki specyficznego brzmienia syntezatorów. Aranż tych utworów wskazuje na brak półśrodków. W rezultacie otrzymujemy album, który dobrze oddaje wizję twórcy i wyczerpuje temat.


AR.MA. – Winter Album
bandcamp


To ładny, skromny album, który wzbrania się przed formą, a jednocześnie jej podlega. Czuć uroki zimy, zwłaszcza tej, która aktualnie zastała góry: -17 nocą, iskrzący i łamiący się pod nogami śnieg, który przysypał drewniane, wiejskie kapliczki. Ta interpretacją najzimniejszej pory roku swym całokształtem maluje krajobrazy zimnych pustkowi. Mnogość doznań dźwiękowych jest tutaj nie do zliczenia, gdyż ten pozornie skromny album zawiera w sobie o wiele więcej, niż można było się spodziewać. Jednak jego najważniejszą cechą jest delikatność i swego rodzaju spokój, który obecny jest w każdej minucie materiału. Jedną z wyjątkowo wyróżniających się jakości jest swoista krystaliczność czy raczej kryształkowość brzmienia. Górują dźwięki długie, przeciągłe, czyste, ale mieniące się , skrzące, od tonów w nich zawartych. Nie zawsze mają gładkie, śliskie powierzchnie, czasem są chropowate, jak puchaty niegdyś śnieg, który zamarzł na ostry w fakturze kopiec lodu. 

GRAFIKA: // ODSŁUCHALI:

Michał Maliński //
Karolina Kobielusz, Marta Konieczna, Filip Preis, Patryk Wojciechowski