Pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością

Artykuły
Muzyka jako forma ekspresji zakorzeniona jest w ludzkości bardzo głęboko. Od zawsze była czymś nieodzownie połączonym z rytmem życia, rytuałami, duchowością i tożsamością. W dobie multikulturowego misz-maszu z łatwością można zatrzeć tę natywizm, wyjątkowość i specyficzność. Jednak mimo wszystko, we współczesnych twórcach czuć nostalgię i silne połączenie ze swymi korzeniami oraz swą historią, co wplatają później w ich własną twórczość. Pozwalają nam podróżować, zwiedzać ich muzyczne horyzonty, wysłuchiwać historii ich własnych oraz ich przodków. Wyruszmy zatem na wycieczkę i przyjrzyjmy się tym artystom, których twórczość miesza to, co rdzenne i nowoczesne.

 

Pierwszy przystanek naszej podróży znajduje się w Peru, a dokładniej w Limie. Stamtąd pochodzą Felipe Salmón i Rafael Pereira, szerzej znani jako Dengue Dengue Dengue – to duet producentów muzycznych eksplorujących pole latynoskiej muzyki elektronicznej, w szczególności gatunku o nazwie digital cumbia. Cumbia jako odrębny gatunek swój początek ma w Kolumbii, gdzie był jednym z dwóch tańców narodowych – później rozprzestrzeniony na wiele innych krajów Ameryki Łacińskiej. Dengue Dengue Dengue szukają w cumbii nowych znaczeń – utrzymując jej specyficzną rytmiczność, nadają jej zupełnie nowego wyrazu wykorzystując wiele elektronicznych rozwiązań. Następny przystanek znajduje się połowicznie w Kalifornii oraz Boliwii. Z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych pochodzi niezwykła artystka i producentka – Elysia Crampton. Jednak jej korzenie sięgają o wiele głębiej, bo aż do plemienia Ajmara zamieszkującego tereny Boliwii i Peru w Ameryce Łacińskiej. Idealnym przykładem na to, jak silne połączenie istnieje między Elysią, a jej pochodzeniem jest jej tegoroczny album zatytułowany jej imieniem i nazwiskiem. W połamane kompozycje muzyczne wykorzystujące wachlarz wielu rozwiązań elektronicznych – od syntezatorów, po przekształcone sample – wplecione zostały elementy natywne dla tego latynoamerykańskiego plemienia, a w dodatku niezwykle zróżnicowanych partii perkusyjnych Elysia osiągnęła wręcz mistyczny efekt działania muzyki na słuchacza. I to właśnie czyni Elysię Crampton artystką jedyną w swym rodzaju.

 

 

Nie opuszczając jeszcze Ameryki Łacińskiej, trzeba zwrócić uwagę na dwa miejsca, które są ojczyzną dla producentów reinterpretujących gatunek o nazwie reggaeton. Spopularyzowany w latach dziewięćdziesiątych w krajach Morza Karaibskiego, rozprzestrzeniony później została na resztę Ameryki Łacińskiej. Reggaeton powstał jako afro panamskie połączenie reggae i dancehallu. Posiada swą określoną strukturę perkusyjną i ma wolniejsze tempo. Te dwa kraje, o których wcześniej wspomniałem to Chile i Dominikana. Z pierwszego pochodzi dwóch producentów – Kamixlo stacjonujący w Londynie oraz Dinamarca rezydujący w Sztokholmie. Oboje nadali reggaeton’owi zupełnie nowego wyrazu. Zostawiając struktury charakterystyczne dla tego gatunku, obdarzyli go niezwykle ciężkim basem, obsypali samplami charakterystycznymi dla post-clubowych rytmów (połamane szkło, wystrzały pistoletu, syreny policyjne). Z Dominikany pochodzi zaś Kelman Duran, producent aktualnie stacjonujący w Los Angeles – jego podejście do reggaetonu nie jest aż tak wrażeniowe i intensywne. Kelman eksperymentuje z atmosferą, prędkością, dekonstruuje gatunek jeszcze bardziej niż wcześniej wspomniani producenci z Chile.

 

 

Następny przystanek obecny jest już na nowym kontynencie. Tym razem zatrzymujemy się w RPA. Republika Południowej Afryki jest domem dla jednego producenta oraz jednego duetu, o których chciałbym wspomnieć. Najpierw jednak kilka słów o producencie – jest nim dwudziestoparoletni, samozwańczy król gqomu, czyli DJ Lag. Jest artystą, który specjalizuje się tylko i wyłącznie w tym gatunku o jakże enigmatycznej nazwie. Gqom to odłam południowoafrykańskiego house’u, który został spopularyzowany w późnych latach dwutysięcznych. Opiera się on na bardzo rytmicznym bicie 4/4 bez dodatkowych elementów urozmaicających kompozycje. Ma niezwykle transowy i taneczny charakter. W tym samym gatunku tworzy fantastyczny duet o nazwie FAKA, który tworzą Desire Marea i Fela Gucci – performerzy i działacze w polu środowiska queerowego. Wraz z hipnotycznymi podkładami w stylistyce gqomu, FAKA obdarzają melodię słowami w ich natywnym języku, czyli zulu. Jest to celebracja kultury afrykańskiej i jej wszystkich kontekstów w świecie queeru, które są obecne we współczesnym świecie.

 

 

Przenieśmy się teraz na Jamajkę – ojczyzny dla jednego z najbardziej polaryzujących gatunków muzycznych, a mianowicie reggae. Gdyby ten gatunek nie istniał, nie zrodziłby się również i dancehall, który we współczesnej muzyce jest niezwykle popularny. Dancehall powstał w późnych latach siedemdziesiątych kiedy tendencja muzyczna wyewoluowała w skupianie się na samym, czystym rytmie w towarzystwie wokalu. Dancehall pojawia się w różnych obliczach i kontekstach we współczesnej muzyce. Jednym z przykładów jest kolektyw Equiknoxx, który zrzesza jamajskich artystów. W produkcjach niezwykle wydanie ich muzyki jest hipnotyczne i atmosferyczne, natomiast na żywo w dodatku rodzimych wokali to niezwykła eksplozja energii! Można to sprawdzić oglądając ich Boiler Room nagrany w zeszłym roku w Londynie. Drugim przykładem przeniesienia dancehallu na współczesną kreację jest działalność producenta o pseudonimie STILL. Projekt ten zapoczątkował Simone Trabucchi poprzez eksplorowanie digital dancehallu i jego różnych odmian. Materiał na jego albumie pod tym aliasem narodził się poprzez zaproszenie artystów, którzy mogli opowiedzieć historię związaną z włoskim kolonializmem. Tak właśnie narodziło się wyjątkowe brzmienie dancehallu w wydaniu STILL.

 

 

Przenosząc się powrotem do Afryki, dwa przystanki naszej podróży znajdują się w Etiopii oraz w Egipcie. Etiopia to ojczyzna dla Mikaela Seifu – producenta nazywającego swą muzykę jako „Ethiopiyawi Electronic”. Seifu nie nie wykorzystuje struktur muzycznych obecnych w natywnej muzyce etiopskiej, natomiast przenosi atmosferę i jej aurę przez co tworzy niezwykle wyjątkowe (sięgające gdzieś daleko po future garage’owe impresje) kompozycje muzyczne. W szczególności widać to na jego EPce zatytułowanej „Zelalem”, gdzie w każdym utworze występuje jakiś element mistycyzmu i enigmatyczności. Ostatnim przystankiem na afrykańskim kontynencie jest Egipt, z którego pochodzi Rozzma – producent i raper. Bazując na gatunku o nazwie mahraganat, który łączy czerpie elementy z hip hopu i EDMu, Rozzma dokonuje niezwykle ciekawej syntezy przeszłości i teraźniejszości, która silnie osadzona jest w stylistyce muzyki Afryki Północnej.

 

 

Ostatnim przystankiem jest oczywiście Portugalia. Jest ona domem jednej z najbardziej wyjątkowych wytwórni muzycznych obecnie – mam oczywiście na myśli Príncipe. Artyści tworzący pod skrzydłami tejże wytwórni specjalizują się w tworzeniu najbardziej połamanego i nadzwyczajnego kuduro. Skąd w Portugalii kuduro? Príncipe zrzesza artystów, których korzenie znajdują się w Angoli, która była kiedyś kolonią portugalską – a to właśnie tam kuduro ma swój początek. Ten gatunek to połączenie dwóch tradycyjnych gatunków muzycznych (kilapanga i semba) wraz z housem i techno. To portugalskie kuduro przybiera dwa oblicza – jedno bardziej intensywne, niezwykle porywające, drugie zaś spokojniejsze, bardziej rytmiczne i wyluzowane. Artystami, którzy tworzą pod szyldem Principe są m.in. DJ Lycox, DJ Marfox, DJ Lilicox, czy DJ Maboku.

 

 

W tym miejscu podróż dobiega końca. Wciąż dla mnie zadziwiające jest to, jaki kształt może obierać muzyka bazując na tym, co już kiedyś powstało oraz ile można z tych muzycznych archiwów wyciągnąć. Dlatego właśnie przyszłość post-clubowej muzyki jest dla mnie tak interesujący i ekscytujący – tutaj zdarzyć się może wiele, dlatego będę bacznie obserwować i cieszyć się z tych niezwykłych form, gatunków i mutacji.

 

Artystów takich, jak Dengue Dengue Dengue, Kelman Duran, DJ Lag (w towarzystwie Sho Madjozi), DJ Lilocox, czy Rozzma możecie zobaczyć na tegorocznej edycji Unsound Festival, natomiast DJ Lag wystąpi solo podczas tegorocznego Avant Art Festival.
Autor:

Filip Preis