Progrefonik x MESTIÇO

FotorelacjeWywiady

Od zawsze powtarzaliśmy, że obok dźwięków i słów, niezwykle ważna jest dla nas identyfikacja wizualna. Dziś prezentujemy Wam drugą odsłonę  cyklu, w którym za pomocą i zdjęć  i rozmowy, chcielibyśmy pokazać Wam najciekawsze zjawiska muzyczne w Polsce. Wszystkie oczy kierujemy na warszawski kolektyw - MESTIÇO, w którego skład wchodzą : dogheadsurigeri, DJ Smakowita Pajda, brzask, Amyoplasia i Lensk. Sfotografował ich Filip Preis, a przepytała Karolina Kobielusz.

 

 


 

  1.  W wywiadzie dla Going mówicie, że Mestico powstało w odpowiedzi na brak sceny związanej z muzyką, którą gracie. Jak dokładnie wygląda geneza?


DJ Smakowita Pajda: Zwykle sam odpowiadam w ten sposób — brakowało mi imprez z muzyką bassową, dlatego sam staram się je rozkręcać. Natomiast to nie jest do końca tak że jest pustka i w tej próżni nagle powstało Mestico, od lat w różnych miastach Polski powstają fajne inicjatywy, wiele lat temu istniało Hydro Ghetto, pamiętam jak dziś imprezy Music Of The Future. Teraz we Wrocławiu prężnie działa ekipa regime, w Warszawie jest Intruder Alert, którzy obrali jednak bardziej nojzowo-eksperymentalną ścieżkę. Ja sam próbowałem rozkręcać kilka imprez z muzyką basową, jednak samemu nie za bardzo mi się to udawało - zarówno w Krakowie jak i w Warszawie zwykle kończyło się na jednej-dwóch imprezach, bez większego powodzenia. Dopiero gdy zaczęliśmy współpracować większą ekipą, trochę przez przypadkową imprezę w ś.p. Eufemii, zaczęło kiełkować coś nowego, co utrzymuje się już trzeci rok i cały czas rośnie.


Amyoplasia:  Doskonale pamiętam, jak świeżo po maturze, lekko znudzony gitarkami, złapałem zajawę na muzykę klubową i pojechałem na pierwszy unsound; przez lata powstawało wiele fajnych inicjatyw, mam tutaj na myśli hydro ghetto, vatican vibes, imprezy hazza, a nawet music of the future. Z czasem, gdy zacząłem robić własne imprezki ze znajomymi, czułem, że mam potrzebę jakiejś-tam ewolucji, zarówno jako osoba puszczająca muzyczkę, jak i organizująca biby. Doskonale pamiętam jak usiadłem z Rafałem - b.yzzem na schodach na brutażu i rozmawialiśmy sobie o tym, że szykuje się super unsound, na którym zagrają lexxi i endgame i że ta cała nowa fala brzmień w muzyce klubowej jest zajebista i w fajny sposób nawiązuje do czasów chociażby night slugs. Chwile później pojawiła się pierwsza imprezka Intruder Alert w Eufemii, na której spotkałem bodajże Andrzeja, który powiedział "ej kurwa zróbmy coś swojego będzie fajnie" no i tak to jakoś leci dalej.


Lensk: Tak jak mówiłem wszyscy bardzo się różnimy, także muzycznie, ale chyba w podobnym momencie bardzo ciągnęło nas wszystkich do „sceny”, którą obecnie współtworzymy, jakkolwiek by ją nazywać. Muzyka klubowa interesowała mnie bardzo długi czas ale zawsze bliżej mi było do muzyki drone i noise. Kiedy odkryłem artystów i artystki powiązanych z takimi wytwórniami i ekipami jak Janus, Halcyon Veil, PAN, Posh Isolation czy UIQ to wszystko jakby kliknęło na miejsce i elementy moich ulubionych światów bezbłędnie się złączyły jednocześnie włączając w to moje zainteresowania teoretyczne i przekonania polityczne. Chyba ostatni raz taką pasję związaną z muzyką czułem w liceum, po prostu wszystko to miało sens i wydawało się czymś więcej niż artystyczną masturbacją, nieustannym wałkowaniem tego samego. W tamtym konkretnym momencie scena w Warszawie nie istniała poza Intruder Alert (shot-out #1) i nie mogłem się powstrzymać od chęci zrobienia czegoś z tym. Także w związku z powodami wymienionymi w poprzedniej odpowiedzi. Miłosz Cirocki (shot-out #2) powiedział żebym pogadał z Kubą i Norbertem, wciągnąłem też Adama i stało się, a trochę poźniej dołączyła do nas Paulina.


brzask: Trzy miesiące przed pierwszym MESTIÇO miała miejsce domówka z okazji urodzin Andrzeja, na której zafascynowany muzycznymi odkryciami z zeszłorocznego Unsoundu, fristajlowałem pod utwory takich artystek/artystów jak m.in. Arca, M.E.S.H., Rabit, Lotic, które Andrzej puszczał mi w formie improwizowanego seta. Powstała z tego zajebista energia i obaj zadaliśmy sobie nawzajem pytanie: ej, stary, czemu właściwie nie zrobić czegoś takiego w klubie? Andrzej potraktował to bardziej poważnie niż ja i kilka tygodni później przyszedł do mnie z informacją, że rozmawiał z Norbertem i Kubą i że możemy zrobić imprezę w Eufemii.

 

  1. Mestiço dla odbiorców to nie tylko jedyne w swoim rodzaju imprezy, ale także zdeklarowani wyznawcy i propagatorzy zasad „No boundaries. No genders. No borders. No specifications. No genres.”. Jak wyglądał proces kształtowania się tak ważnej maksymy w waszym wspólnym światopoglądzie?


DJ Smakowita Pajda: Tekst który cytujesz pojawił się dlatego, że potrzebowaliśmy chwytliwego hasła na nasz merch, a szaliki mają pewną ograniczoną powierzchnię,  więc trochę merkantylna potrzeba ograniczyła nasz przekaz z długiego manifestu do takich skrótowych haseł. Co nie znaczy że się z nimi nie zgadzamy — tylko jest to siłą rzeczy pewien skrót myślowy. Trochę dłuższa forma tego co mamy na myśli dostępna jest w bio na naszym fanpejdżu :)
W sprawie wyznawania jakichś zasad — tutaj bywa różnie. Natomiast na pewno, mimo wszystkich różnic, mamy w teamie zbliżony światopogląd jeśli chodzi o pewne fundamentalne sprawy.

 

Amyoplasia: Hasła, które pojawiają się czy to na merchu czy w opisie imprez były po prostu odpowiedzią na potrzebę określenia zasad, które powinny panować na imprezie klubowej - kontynuujemy misję? Dobra można to nazwać misją zapoczątkowaną przez Brutaż, mającą na celu całkowitą likwidację knurstwa w klubowej przestrzeni publicznej.

 

Lensk: Maksyma ukształtowała się chyba samoistnie, nawet ciężko ją nazwać maksymą per se. Mimo tego, że na wiele sposobów wszyscy bardzo się różnimy to od początku jasne było, że nasze imprezy będą w pewien sposób upolitycznione. Chcieliśmy iść w stronę tworzenia przestrzeni klubowej, która byłaby jakościowo, a nie tylko gatunkowo, odmienna - to znaczy wolna od wszelkich przejawów seksizmu, homofobii, rasizmu czy innych -izmów i fobii społecznych. Oczywiście takiego bezpieczeństwa nie da się zagwarantować z góry ale można dbać o nie kontrolując to co dzieje się w klubie i propagując postawę respektu wobec innych uczestników i wspólnotowej wolności opartej na wzajemnej akceptacji. Od początku istotnym było dla nas żeby wszyscy czuli się u nas dobrze, niezależnie od klasy społecznej, pochodzenia, orientacji seksualnej czy płci. Nie wystarczy reakcyjna postawa wobec tego co złe, trzeba również afirmować to do czego chcemy zmierzać.

 

brzask: Ja żeby nie powtarzać tego, co powiedziała już reszta ekipy, odpowiem bardziej osobiście. Jako zakompleksiony chłopak z prowincji, przez większość życia doświadczałem na imprezach różnych form przemocy i dyskryminacji, co sprawiało, że w sytuacji imprezowej czułem się po prostu źle. Gdy w końcu udało mi się odnaleźć przestrzenie, w których poczułem się swobodnie i nie czułem się oceniany, zrozumiałem jak ważna i potrzebna jest dla mnie możliwość swobodnej ekspresji. Możliwość, do której przez długi czas nie miałem dostępu ze względu na moją przynależność klasową. Od początku było dla mnie jasne, że współorganizując imprezy klubowe, będę robił co w mojej mocy by każda osoba nienaruszająca swoim zachowaniem granic innych osób, mogła się poczuć swobodnie.

 

dogheadsurigeri: Wydaje mi się, że idea traktowania klubu również jako przestrzeni politycznej była bliska członkom MESTIÇO od zawsze mimo tego, że od początku istnienia kolektywu nie była tak głośno przez nas artykułowana jak teraz. Chcemy na każdym kroku podkreślać żeby wszyscy, którzy przychodzą i bawią się na naszych imprezach byli dla siebie po prostu mili i empatyczni.

 

  1.  Ostatnio Magda Staniszewska w tekście dla Noizz.pl dość mocno przybliżyła temat molestowania w klubach, co sprowokowało wiele dyskusji, a z tego co zdołałam zaobserwować Wy chętnie zajmujecie głos w ważnych sprawach. Nie tylko w zakresie walki z „-izmami” podczas waszych imprez, ale także organizując tańczące protesty: karnawał dla Amazonii czy protest #Elenao. Co chcecie osiągnąć poprzez wykorzystanie takich, a nie innych środków wyrazu?

 

dogheadsurigeri: Nasze zaangażowanie w inicjatywy społeczne czy polityczne takie jak: protest przeciwko Bolsonaro, karnawał dla Amazonii czy impreza charytatywna na leki oraz pomoc medyczną dla uchodźców syryjskich jest tak naprawdę kontynuacją naszego podejścia opisanego w poprzednim pytaniu. Dla mnie jest to osobiście ciekawe, że klub i taniec sam w sobie mogą istnieć w o wiele szerszym kontekście. Poprzez zabawę możemy pomagać, ale również zajmować stanowisko polityczne wobec otaczającej nas rzeczywistości.

 

DJ Smakowita Pajda: To jest chyba sedno konfliktu, który trawi krajową, a na pewno stołeczną scenę klubową. Nie podając żadnych nazwisk ani szczegółów: na scenie jest pełno ludzi — didżejów, producentów, promotorów — którzy uważają, że muzyka to idealnie kulista, zawieszona w próżni forma sztuki, której nie imają się konflikty społeczne, i do której nie powinniśmy wrzucać żadnej wstrętnej “polityki”, żeby jej (muzyki) przypadkiem nie zbrukać. Inni ludzie uważają, że jest inaczej i ci pierwsi się z tymi drugimi pokłócili. Jeśli chodzi o naszą pozycję w tym konflikcie to jest chyba jasna — historia muzyki tanecznej raczej uczy, że ta forma ekspresji od samego początku była w samym centrum walki — o uznanie mniejszości, o to jak chcemy spędzać wolny czas i w jaki sposób chcemy sprawiać sobie przyjemność. Ta walka trwa tak długo, jak długo istnieją te śmieszne słowa “techno” i “house”, które występują też w stuprocentowo komercyjnych kontekstach. No i chyba głównie o to się tutaj rozchodzi, niektóre lokale czy menedżerowie postawili sobie nawet za cel niedopuszczanie “zbędnych ideologii” do głosu, mówiąc o tym że u nas to tylko zdrowy hedonizm. No to ja pytam, czy ten zdrowy hedonizm to też nie jest przypadkiem ideologia? Dla jednej osoby to może być “zdrowy hedonizm”, dla drugiej to oznacza bycie obmacywaną przez obleśnych knurów. Nigdy nie jest tak, że zachowując status quo, nie mieszamy się w politykę — wtedy zgadzamy się po cichu z obowiązującymi prawami i twierdzimy przy okazji, że wszystko z naszym światem jest w porządku. My twierdzimy że nie, nie wszystko z naszym światem jest w porządku. To zresztą temat na dużo szerszą dyskusję i jest to problem występujący nie tylko w Polsce; DJ Sprinkles, mieszkająca w Japonii, mówiła w którymś z wywiadów że podobny krajobraz klubowy jest w Tokio — większość lokali to kompletnie apolityczne nie-miejsca pełne ludzi w koszulach przychodzących na podryw. Co nie musi automatycznie być złą rzeczą, kluby też muszą na siebie zarabiać. Niezbyt fajne jest za to tłumienie emancypacyjnej roli muzyki tanecznej i udawanie, że zawsze chodzi tylko o to, żeby się napić i potańczyć. Z tej perspektywy w naszym kraju naprawdę jest multum wywrotowych inicjatyw, więc może nie powinniśmy narzekać tylko zakasać rękawy i robić swoje.

 

brzask: Co chcemy osiągnąć angażując się naszą muzyką w różnego rodzaju polityczne kwestie? Osobiście widzę to tak, że skoro udaje się nam wytworzyć na naszych imprezach dużo pozytywnej energii, warto się nią w miarę możliwości zwyczajnie podzielić. Zdajemy sobie sprawę, że kilkaset osób tańczących pod ambasadą Brazylii nie wpłynie w żaden sposób na wynik wyborów, ale może dać poczucie ofiarom polityki Bolsonaro, że gdzieś na świecie ktoś o nich pomyślał i że nie są całemu światu całkowicie obojętne i obojętni. Po organizowanym przez nas proteście #Elenao dostaliśmy bardzo dużo głosów wdzięczności ze strony społeczności brazylijskiej w Polsce i dla mnie jest to wystarczający powód, by przynajmniej raz na jakiś czas zabrać naszą muzyką głos w sprawach politycznych.

 

Lensk: Jeśli jest jakaś rzecz, którą uważam, że da się w ten sposób realnie osiągnąć to budowanie świadomości politycznej, pokazywanie, że są różne drogi zaangażowania i na różne sposoby można zmierzać ku alternatywnym modelom zbiorowości, wolnym od wszechogarniającej dominacji. Świata to nie zmienia ale jeśli może w jakiś sposób wpłynąć na świadomość uczestniczących, to samo w sobie jest to wartością i jakimś krokiem. Oczywiście czasem przynosi też bezpośrednie efekty, jak impreza charytatywna, która poprzez zbiórkę środków mogła bezpośrednio wpłynąć na czyjeś życie w pozytywny sposób. Wymiernym efektem jest także tworzenie przestrzeni, gdzie każdy może bawić się bezpiecznie i nie czuć się ocenianym, co jest dalekie od normy w zwykłych miejscach klubowych. Finalnie to także przywracanie muzyce klubowej wymiaru politycznego, która miała od samego porządku, a który został jej odebrany na drodze sprowadzenia tej kultury do prostego hedonizmu i “skupienia się na muzyce i dobrej zabawie.”

 

Amyoplasia: Jeśli mam możliwość dotarcia do kogoś z moimi poglądami, to chciałbym użyć jak największej ilości środków; jako politolog często staram się edukować moich studentów i pokazywać im, że nie wszystko jest czarne albo białe. Tak samo poprzez organizację imprez klubowych można pokazać, że nie tylko dobrze jest się zabawić i odpalić (kto nie lubi hehe), ale również można zrobić coś dobrego albo zwrócić uwagę na ważne sprawy.

 

  1. Na świecie działa kilka wyjątkowych inicjatyw, jak np. NON Worldwide, DISCWOMAN,  czy rodzime Oramics i Brutaż,, których narzędziem do walki, ale i do łączenia jest muzyka. Co stanowi dla was inspiracje? Może wzorem do naśladowania okazuje się jakiś kolektyw?

 

DJ Smakowita Pajda: Chciałbym odpowiedzieć że faktycznie jakiś kolektyw był dla mnie inspiracją, ale chyba jednak nie — taka odpowiedź byłaby naciągana. Kolektyw stworzył się samoczynnie, bez uprzedniego konsultowania, zwyczajnie zrobiliśmy jedną imprezę, potem kolejną i tak poszło z górki. Oczywiście wyżej wymienione kolektywy znamy i lubimy.

 

brzask: Dla mnie dużą inspiracją jest sam fakt, że inicjatywy zbliżone do nas muzycznie, ale też światopoglądowo, powstają i rozwijają się na całym świecie. Nie ma żadnego kolektywu, który nazwałbym wzorem do naśladowania, ale na pewno świadomość, że w innych zakątkach świata działają chociażby GHE20G0TH1K, UNITI, mina czy DISCWOMAN, sprawia że czuję się częścią jakiegoś większego, globalnego procesu, który zachodzi w muzyce klubowej.


Amyoplasia: Inspiruję się wieloma artystami, ale i tak największy wpływ mają na mnie występy Lunice’a - wystarczy puścić jakiś fajny rap i zacząć skakać przy dropie.

 

dogheadsurigeri: Dla mnie chyba przełomową inicjatywą wprowadzającą w przestrzeń klubową polityczne hasła było londyńskie UNITI prowadzone przez Englesię i Ganx. Pokryło się to jednocześnie z naszym bookingiem Englesi na MESTIÇO w styczniu 2018 i moim oficjalnym dołączeniem do ekipy. Wtedy pomyślałam, że może warto jednak podkreślać w opisie eventu, że nie akceptujemy wszelakich -izmów, drukować “house rules” i rozwieszać je w przestrzeni klubowej czy zapraszać do współpracy takie inicjatywy jak Kampania Przeciw Homofobii. Bardzo mnie to również cieszy, że MESTIÇO z Englesią odbyło się na Brutażu, który był i jest dla mnie wciąż dużą inspiracją do zajmowania stanowiska w sprawach, które nas dotyczą.

 

Lensk: Chyba nie było nigdy mowy o żadnej bezpośredniej inspiracji, bardziej o wpisaniu się w pewien globalny nurt, o którym wspomniał Adam. Czuliśmy się z tym tożsami zarówno estetycznie jak i światopoglądowo i w pewien sposób myślę, że “usprawiedliwiał” on naszą wizję, jego istnienie pokazywało, że “ej, tak się jednak da i jest to warte tych prób.”

 

  1. Można powiedzieć, że brawurowo i bez względu na wspomniane przez Was konsekwencje, kreujecie i rozpowszechniacie nowy wymiar muzyki - ten ideologiczny, prospołeczny, gdzie człowiek i jego dobro ma swoje szczególne miejsce, ale i muzyczne absolutnie wielobarwny. Opowiedzcie o swoich bookingach, o ludziach, z różnych zakątków świata i o tym, jaką energię wnieśli, dzięki wam, w mury warszawskich klubów.


DJ Smakowita Pajda: Ja chyba najprzyjemniej wspominam nasze pierwsze bookingi, które robiliśmy jeszcze trochę na ślepo, bez wiedzy czy w ogóle ktokolwiek przyjdzie na muzyka z zagranicy o średnio znanej ksywce i zechce za to zapłacić. Honnda czy Air Max’97 to cudowni i przemili ludzie, zresztą chyba wszyscy nasi goście obu płci to strasznie fajnie misiaczki.


Amyoplasia: Jestem dumny z każdego z naszych bookingów - czy było mało osób, czy dużo, zawsze miałem satysfakcję, że ludzie się świetnie bawią. Nie oszukujmy się, w przypadku naszych bookingów jedynie część osób przychodzi dla zagranicznej nazwy i tym bardziej cieszę się, że ludzie ufają w ciemno naszym wyborom. Marzy mi się w ogóle sytuacja, w której stawiamy sobie cel do zrealizowania na jakiejśtam zrzutce i później każdy z fanów ma wpływ na wybór polskiego i zagranicznego bookingu dajmy na to z dziesięciu podanych przez nas artystów. Fani naszych imprezek budują tę społeczność i chciałbym żeby mieli jeszcze większy wpływ na imprezowy proces decyzyjny.


brzask: Od razu przychodzi mi na myśl Englesia, której energia momentalnie wypełniła Pogłos i gdy tylko pojawiła się w klubie, od razu zadziałała jak magnes, który przyciągał do niej dosłownie wszystkich uczestników imprezy. Miałem wrażenie jakby to, że jest producentką i dj’ką było bez znaczenia, bo stała się punktem centralnym wydarzenia po prostu rozmawiając z ludźmi na papierosie, pijąc z nimi i tańcząc. Zagrała fantastyczny okołogabberowy set, a wszystko skończyło się dość sporym afterem w moim mieszkaniu, z którego niewiele już pamiętam xd


Lensk: Podobnie jak Norbert jestem dumny z każdego bookingu, który zrobiliśmy. Zawsze wydawało się to trochę drogą pod górkę, bo nie mamy pieniędzy z zewnątrz, zawsze jest dużo stresu czy nie wtopimy i czy nie będzie sobie trzeba sobie, przysłowiowo, “odbierać od gęby” żeby się wypłacić. Ale zawsze to jakoś wychodzi i przynosi masę satysfakcji, bo sprowadzamy artystów, których lubimy i sami chcielibyśmy zobaczyć, więc nigdy nie robimy nic na siłę, a nasza publiczność także jest zwykle bardzo zadowolona i jest to dla nas bardzo ważne - niezależnie czy przyjdzie dziesięć czy sto osób. Strasznie cieszę się też, że udaje nam się utrzymać w naturalny sposób różnorodność - zarówno muzyczną jak i pozamuzyczną - nie dbając o to na siłę, w sensie jakiegoś performatywnego progresywizmu, zastanawiania się nad tym czy dobrze będzie wyglądać to, że osoba, którą bookujemy jest takiej płci a nie innej etc. Szczerze? Jestem także dumny, że nie traktujemy po macoszemu rodzimych artystów, których zapraszamy - dajemy im dobre, preferencyjne sloty i przyzwoitą na nasze warunki wypłatę, nawet jeśli oznacza to, że sami musimy do tego dołożyć. Zagraniczne bookingi są super ale dbanie o kondycję własnej sceny jest jeszcze ważniejsze. Shoutout dla każdej osoby, która kiedykolwiek u nas grała - wszyscy jesteście super ludźmi.


dogheadsurigeri: Ja się zawsze bardzo cieszę kiedy udaje nam się zabookować jakąś dziewczynę. Bardzo dobrze wspominam imprezę z Englesią i object blue - dwie przemiłe i strasznie otwarte osoby-serduszka. Jaram się, że gościlśmy LYZZĘ, i że ta impreza została nominowana w kategorii “basowej” imprezy roku 2018 w plebiscycie Munoludy. Do tego bardzo dobrze wspominam energię na imprezie MESTIÇO z Girls to the Front i Rwą oraz to, że udało nam się zabookować będącą wtedy przez dwa tygodnie w Europie stud1nt reprezentujące_ych kolektyw Discwoman. No i muszę koniecznie wspomnieć o Imaabsie i NKC - genialnych producentów - których utwory towarzyszyły rodzice MESTIÇO od samego początku trwania kolektywu. A tak serio, to wszystkie osoby, które udało nam się gościć na naszych imprezach wspominam z duuuuużym uśmiechem na twarzy.

 


  1. Poza wydarzeniami utrzymanymi w stricte klubowej atmosferze, ostatnio zorganizowaliście w Młodszej Siostrze “MESTIÇO NA SPOKOJNIE”, gdzie zagrali: Panxing, Gel i Lensk. Myślicie o rozwinięciu cyklu z muzyką poszukującą, ale nie taneczną?

 

DJ Smakowita Pajda: Tak, niewykluczone że w przyszłości jeszcze wrócimy z takim bardziej koncertowym wydarzeniem. Od kiedy wspólnie organizujemy imprezy mamy na liście kilku artystów i artystek, których muzyka pasuje bardziej do intymnej sali koncertowej niż do klubu.

 

Lensk: Tak, to u nas temat wałkowany od dłuższego czasu. Lubimy różną muzykę i nie chcemy się ograniczać jedynie do sfery klubowej. Organizowanie koncertów jest dużo trudniejsze niż organizacja imprez ze względów finansowych ale chcemy sprawdzić, co da się zrobić na tym polu. Być może spróbujemy też wprowadzać poszukujące rzeczy do przestrzeni klubowych, łączyć te światy ze sobą, bo zdecydowanie jest to wykonalne.

 

brzask: Temat organizowania - nazwijmy to ogólnie - nieklubowych koncertów, wraca na nasz czat regularnie, ale tak jak wspomniał Andrzej, takie rzeczy są dużo droższe i trudniejsze do ogarnięcia niż zaproszenie do klubu didżejki/didżeja. “MESTIÇO Na Spokojnie” wyszło bardzo fajnie, ale niestety musieliśmy do tego dołożyć. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się nam znaleźć środki (za którymi powoli zaczynamy się rozglądać), dzięki którym moglibyśmy przynajmniej raz na jakiś czas pozwolić sobie na taki booking. W końcu nie samym *clubbem* człowiek żyje ;)))

Amyoplasia: Na pewno chcielibyśmy organizować więcej nieklubowych imprez, (coś w stylu wrocławskiego Futurum, które serdecznie pozdrawiam :> ) ale wymagałoby to większych nakładów finansowych, bo jednak tego typu wydarzenia są jeszcze bardziej ryzykowne niż bukowanie djów z soundcloudowej piwnicy. Niestety nie było mnie na marcowej impreze, ale z tego co wszyscy mówią była bardzo udana i fajnie by było jeszcze raz coś zrobić w Młodszej Siostrze.

 

  1.  Wasze warszawskie wydarzenia odbywają się zazwyczaj w Pogłosie, jedno w Młodszej Siostrze, a kiedyś w Eufemii, od której, jak mówiliście, wszystko się zaczęło. To miejsca wyjątkowe, ale i poniekąd naznaczone efemerycznością. Działając, chociażby tak, jak Wy mamy szansę uratować je przed bezwzględnością deweloperów czy zupełnie nie mamy szans?

 

DJ Smakowita Pajda: Znowu chciałbym odpowiedzieć inaczej, ale chyba jestem pesymistą — kluby w Warszawie (i w ogóle w Polsce) są całkowicie podatne ślepej woli tej słynnej “niewidzialnej ręki wolnego rynku” i jeśli w jakimś miejscu ma powstać biurowiec, bo ktoś zwęszył w tym interes — to najpewniej i tak powstanie. Żadne protesty do tej pory nigdy nie pomogły. Za mojej klubowej kadencji w taki sposób zniknęło przynajmniej kilka lokali: 1500m2 (teraz jest tam biurowiec), wymieniona już Eufemia, o którą toczone batalie ale i tak władze ASP postawiły na swoim (obecnie lokal stoi zamknięty), krakowskie: Rozrywki 3 (zamknięte właściwie w ciągu jednego dnia, bez zapowiedzi), Krzysztofory, zamknięta niedawno Bomba na placu Szczepańskim którą darzyłem szczególnym sentymentem. W tym miejscu Europy chyba tak jest, że kluby nie są długowieczne, nie mamy 40-letnich lokali z historią muzyki i kultury wpisaną w mury (może z nielicznymi wyjątkami jak klub Fugazi - chociaż po reaktywacji istnieje pod innym adresem). Swoją drogą, jakiś czas temu na należącym do VICE portalu i-D miał powstać cykl tekstów i fotoreportaży o historii zamkniętych klubów w polskich miastach — niestety w międzyczasie sam i-D zdążył się zwinąć z naszego rynku. A VICE jest następny w kolejce.

Lensk: Niestety, jestem tego samego zdania co Kuba. Lokale niekomercyjne nie mają żadnych szans na więcej niż efemeryczność w naszych realiach ekonomicznych, szczególnie tych rządzących polskim rynkiem nieruchomości i najmu. Jeśli coś ma pójść pod rozbiórkę to pójdzie, koniec. Tutaj potrzebne są bardzo fundamentalne zmiany na które raczej nie mamy co liczyć, przynajmniej w bliskiej przyszłości.

 

brzask: Spieszmy się kochać kluby, tak szybko zmieniają się w multitap bary oferujące “wędzone na miejscu pastrami, samodzielnie kiszone warzywa i owoce, wybór najlepszych piw rzemieślniczych w Warszawie serwowanych przez właściciela” : )

 

Amyoplasia: Mam bardzo mieszane uczucia co do Eufemii, ale koniec końców to tam zacząłem organizować pierwsze imprezki i uczylem się grać. Niestety dopóki miasto nie zwróci uwagi również na tego typu sprawy, nic nie poradzimy - deweloperzy zawsze będą mieć większe wpływy i więcej sosu. Czekam aż jakiś mój ziomek się dorobi i założy własny klub.

 

dogheadsurigeri: Jest mi bardzo smutno kiedy myślę o tym, co się stało z Eufemią, ponieważ był to duży cios dla całego undergroundowego środowiska muzycznego w Warszawie. Nie wiem czy jako kolektyw mamy w sobie tyle siły aby powstrzymać proces gentryfikacji, natomiast niezbędnym wydaje mi się zaadresowanie problemu marginalizacji inicjatyw muzycznych czy klubów na wyższym szczeblu. Marzy mi się aby całe środowisko okołomuzyczne w Warszawie i nie tylko zaczęło rozmawiać z osobami na szczeblach lokalnych czy rządowych o tym, że nasze inicjatywy pełnia istotna funkcje społeczną i kulturalną.

 

 

  1. A dokąd zmierza Mestico? Jakie macie plany i marzenia na przyszłość?

 

Amyoplasia: Mestico zmierza po kolejnych fanów chyba wszyscy się ze mną zgodza, że fajnie by było zrobić imprezkowy tour po Europie środkowo-wschodniej - oczywiście fajnie jest zaprosić djów i djki z zachodu, ale nie zawsze rozumieją, że u nas zarabia sie mimo wszystko troszkę mniej doshu i wypadałoby odrobinkę zejść ze stawki. Warto wspierać artystów z naszej części Europy, jeśli będziemy działać razem i się ładniej wspierać, to będziemy mieć większą siłę przebicia chociażby w krajach ,,starej szesnastki”. Ja najbardziej marzę o tym, żeby móc znaleźć czas na naukę produkcji i zostać dolnośląskim jam city

 

Lensk: Chyba nie ma konkretnych planów i będzie tak jak było - robimy swoje na bieżąco i zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi. Tak jak mówi Norbert - fajnie byłoby wyjść poza nasze granice tak grając jak i budując jakiegoś rodzaju mosty z inicjatywami i artystami z inny państw naszego obszaru. Sporo rozmawiamy też o zwiększeniu liczby kolaboracji z podobnymi polskimi inicjatywami, mocniejszymi otworzeniu się na współpracę w różnych zakresach.

 

brzask: Szczerze mówiąc dzieje się tyle, że w planowaniu ciężko jest wyjść poza najbliższe imprezy i inne bieżące sprawy. Moje marzenia/plany pokrywają się z tym, o czym powiedzieli Norbert i Andrzej, od siebie dorzucę tylko, że chciałbym żebyśmy wyszli z naszymi imprezami poza Warszawę i grali też w miejscowościach mniejszych niż Warszawa, Kraków, czy Wrocław.

 

dogheadsurigeri: Dla mnie na pewno istotne jest to, żeby MESTIÇO dalej się rozwijało i wchodziło w współpracę z innymi inicjatywami i kolektywami z Polski, ale też z zagranicy, ale również otwierało się na inne środowiska, których jeszcze na naszych imprezach brakuje.

Wywiad:

Karolina Kobielusz


Zdjęcia:

Filip Preis