Przegląd premier

Artykuły

Solange – When I Get Home

 

Klasycznie na poziomie. Cieszą odważniejsze eksperymenty z aranżem i doborem gości. Earl Sweatshirt, Tyler, the Creator, Gucci Mane czy Playboi Carti wpływają mocno na brzmienie albumu. W efekcie dostajemy dość intrygujące i niebanalne - jak na mainstreamowe warunki - wydanie R&B. Super zabieg z rosnącymi zapętlonymi partiami muzyki i wokalu oraz – jak zwykle już – świetne wpasowanie skitów, które zazwyczaj doprowadzają mnie do szału.

 

Octo Octa – For Lovers

 

Octo Octa nie może ostatnio narzekać na brak zainteresowania i bookingów. Co rusz można ujrzeć jej nazwę przy okazji ogłoszeń headlinerów dużych festiwali. Na najnowsze EP-ce amerykanka porzuca – choć nie zupełnie - spirtual deep house na rzecz bardziej imprezowego break house'u. Osobiście wolę ją w poprzednim wydaniu i nawet chwalony szeroko singiel nie przypadł mi nazbyt do gustu. 

 

Patricia – Heavy Merging 

 

Skoro jesteśmy na Brooklynie to warto wspomnieć o nowej porcji muzyki od Maxa Ravitza. Heavy Merging to 4 bardzo udane utwory sprawnie łączące outsider house z acidowym brzmieniem. Jest dynamicznie, nastrojowo i z przytupem. Max sprytnie balansuje na granicy chęci opowiedzenia jakiejś historii i dostarczenia wystarczającej dawki tanecznych bodźców. Bardzo udany materiał.

 

Little Simz – Grey Area 

 

Premierze najnowszego albumu Little Simz towarzyszy głośny chór zachwytów. Ekscytują się Pitchfork, The Quietus, a nawet niepisany król naszego rodzimego muzycznego dziennikarstwa – Bartek Chaciński. Śledzę Little Simz od jej drugiego albumu, który z miejsca przykuł moją uwagę. Występ w warszawskiej Miłości potwierdził jedynie jej ogromny talent i rapowe skillsy. Grey Area jest świetnie zrealizowanym materiałem, który dostarcza kolejne argumenty na nadanie brytyjce tytuły jednej z najbardziej sprawnych technicznie raperek/raperów. Problem w tym, że niekoniecznie są one potrzebne. Nie zmienia to faktu, że mniej zaznajomieni z jej twórczością mogą liczyć na solidną dawkę wrażeń. 

 

Offset – Father of 4

 

Jeśli lubicie posłuchać, co raperzy mają do powiedzenia nie spoglądajcie na tytuł najnowszego albumu 1/3 Migos bo jest ogromnym spoilerem. Cringowych wersów i momentów jest sporo, ale z odpowiednim nastawieniem istnieje możliwość ich zignorowania. Pozwala na to udany dobór bitów i niezła forma Offseta. Jeśli potrzebujecie czasem zarzucić sobie troszkę niskoschodzących bangerów do sprzątania czy innych aktywności to nie będziecie zawiedzeni. 

 

Jonny Nash – Make a Wilderness 

 

Świetny powrót jednego z najciekawszych artystów z kręgu leniwego i rozmarzonego ambientu kojarzącego się z twórczością Stars of the Lid. Najnowszy album zdaje się być przełomowym jeśli chodzi o egzekucje i dopracowanie szczegółów. Z jednej strony dostajemy wszystko to, z czym kojarzy nam się twórczość Jonny'ego Nasha, z drugiej jednak wspomniana dbałość o szczegóły i subtelne niuanse robią ogromną różnice. 

 

Jessica Pratt – Quiet Signs

 

Na deser zdecydowanie najlepszy album jaki wyszedł w przeciągu ostatnich 2 miesięcy. Jessica Pratt łączy wrażliwość Julii Holter, melancholię Liz Harris i okazjonalne przygnębienie Carli dal Forno z lekkością i dostępnością, którymi nikt ze wspomnianych zazwyczaj się nie interesuje. Oczywiście te porównania są tu użyte lekko na wyrost, ale to świetny album i chcę mieć pewność, że zachęcę was do jego przesłuchania. Ktoś gdzieś napisał, że to idealna muzyka na przełom zimy i wiosny i totalnie się z tym zgadzam, warto więc nie ociągać się z odsłuchem. 

Autor:

Patryk Wojciechowski