Przepis na subtelność, czyli co łączy Fujitę i Jelinka – Festiwal Radio Azja

Artykuły

Padł na mnie ostatnio blady strach – wszak prosto w twarz uderzyło mnie, że powinniśmy w zasadzie przekazywać nagrania, aniżeli pisać o muzyce. Nie przywołam tu rzecz jasna sławetnego cytatu o „tańczeniu o architekturze” (no zobaczcie, właśnie to zrobiłem!). Z drugiej strony, nadal historie opowiada się nie tylko harmoniami (lub ich brakiem), lecz także melodyjnością słów i bogactwem języka. Podejmę się więc tego trudnego zadania, gdyż przyszło mi – z wielką radością, rzecz jasna – pełnienie roli pewnej szczególnej osoby. Osoby, która – przynajmniej fragmentarycznie – wprowadzi was w troszkę szerszy kontekst wydarzeń, które zajdą już szóstego grudnia w Warszawie, w ramach festiwalu Radio Azja. Przyznacie sami, że to znakomity prezent na Mikołajki!

 

W TR Warszawa, od godziny dwudziestej tego dnia, będą sączyć się rozmaite, zawsze ulotne – wszak muzyka jest doznaniem głównie w czasie – dźwięki, zarówno pochodzenia elektrycznego, jak i akustycznego. Nawiązując do „Schaum” duetu Masayoshi Fujita & Jan Jelinek, mogę z miejsca stwierdzić, iż będzie to bardziej kameralny i subtelny z projektów tej nocy, jednakowoż – nie traktujcie tego jako notki wartościującej. Zresztą nie o „Schaum” będzie tu mowa – wszak jest tu trochę więcej do powiedzenia, ale musimy troszkę cofnąć się w czasie. Może… do roku 2009.

 

Tak, w takich momentach ciężko nie stwierdzić, że jednak musi być gdzieś jakiś aspekt unifikujący ludzi, pewne uniwersalnie spotykane typy wrażliwości. Nie zrozumcie mnie jednak źle: mówię jedynie o wrażliwości, nie o kopiowaniu lub byciu kopiowanym. Do jednego z zestawień uderzyłem w projekt Chicago Underground Duo.Ci z Was, którzy sprawdzą Rebuilding Vibes el foga (jak też nazwał swój solowy projekt Masayoshi Fujita, mieszkający w Berlinie, co wskazuje nam skąd się tu wziął Jelinek, ale to na pewno nie jedyny powód, o czym dalej), poczują się jak w domu. Znaczy, poczują się jak w domu, jeżeli chodzi o wibrafon. Leniwe, wiszące, jak gdyby taka mgła spowijająca mój mózg, gdy próbuję wykrzesać z niego kolejne niewystarczające do opisu słowa, dźwięki…

 

Dobra, przyznaję się: tenże projekt wcale nie stroni od jazzowej poświaty, swoistego szarpania tych – jakże przecież prestiżowych– kontrabasowych partii, tudzież fragmentarycznego, wyrwanego rzecz jasna z kontekstu (i może tym lepiej), podawania nam perkusji, tak ostrej, acz skąpanej w taśmowym szumie. Słowa – zacytowane na bandcampie Flau, gdzie też znajdziecie ten mięciutki album – Wire, mówiące o brzmieniu niczym klawiszy Lonnie Listona Smitha (klawiszowca paru projektów jazz-fusion, z tej strony spirytualno-jazzowo-plastikowej miejscami – ale jednak to nadal tytan Rhodesa i klasyk nadużywania space echo), są tu zupełnie w punkt. Estetyką bliźniaczą jest w zasadzie podejście Four Teta – tylko ten ostatni bardziej brodzi w IDM-ie, plecie bardzo impulsywne partie, zaś tutaj jest tego
wszystkiego… mniej. I w tym „mniej” dzieje się i tak naprawdę wiele – między pogłosami, białym, a także taśmowym, szumem i niespiesznym rozbudowywaniem utworów. Warto rzucić okiem choćby na März, trzecią kompozycję. Brak tu tradycyjnej struktury, jednak poświęcanie takiemu stwierdzeniu więcej niż jednej linijki, to naprawdę strata czasu. Można by rzec po prostu, że Fujita trzyma się wolności kompozytorskiej i nie zamierza jej oddawać bez dobrego powodu.

 

Gdzie ten Jelinek, o którym tak marginalnie wspomniano wcześniej? Powiem szczerze: w zasadzie jest to chyba pierwsza rzecz, która ciśnie się na usta: nawiązywanie do rytmiki dubowej i ekstensywnej obróbki pogłosami oraz echo aż po prostu woła, krzyczy do zestawienia z – przecież także berlińczykiem! – Jelinkiem. Oboje artyści posługują się podobną paletą środków, w zbliżonej estetyce (acz nie do stopnia, który by uwsteczniał: co dobitnie obrazuje właśnie wspomniane na początku „Schaum”), toteż myślę, że ta współpraca jest po prostu rzeczą absolutnie naturalną i wspaniale, że takie połączenia nie rozpływają się w „el mgle”.

 

 

 

 

 

Przyznacie: to jest za dobre, żeby był prawdziwe. Otóż… wcale nie macie racji. Wszak dokladnie ten duet zaszczyci tego szóstego grudnia Festiwal Radio Azja!  Ten odpowiedzialny za zdecydowanie bardziej glitchowo-echowo-minimalistyczne „Schaum” oraz „Bird, Lake, Objects”, które chyba służyło wypracowaniu wspólnego języka dla duetu, bardziej przywodzącego na myśl właśnie wspomniane Rebuilding Vibes, będziecie mogli już niedługo zobaczyć w Warszawie. Gdyby nie fakt, że to czwartek, to sam bym się wybrał. Zróbcie to za mnie!

 


 

 

Artykuł napisany w ramach patronatu nad festiwalem Radio Azja.

 

 

Autor:

Filip Skirtun