Anohni – “Paradise”

Artykuły

Niedawno , bo 17 marca, światło dzienne ujrzało nowe dzieło pracy ANOHNI. Można powiedzieć, że nie czekaliśmy długo na kolejne prace, biorąc pod uwagę jak relatywnie niedawno ukazał się debiutancki album. Dopiero po poznaniu większej ilości szczegółów zrozumiałem dlaczego. „Paradise” to minialbum stanowiący naturalne i płynne rozwinięcie idei przyświecającej „HOPELESSNESS”, zdaje się domykać wątki i potwierdzać wątpliwości trapiące Anthonego. 

 

Świeży krążek rozpoczyna się prostym i klimatycznym „In my dreams”, po niespełna dwóch minutach dociera do nas tak dobrze kojarzony wokal, który w paru krótkich zdaniach zapowiada nam o czym będzie dyktował album - brak nadziei wciąż aktualnym tematem. Stonowane intro nie mogło nas przygotować na to co dzieje się później. Tytułowe „Paradise” zaskakuje wyrazistością , klubowym rytmem, dudni basem i oszałamia wysokimi dźwiękami na zmianę. 

 

Kolejne na liście znajduję się „Jesus will kill you”. Czyż to nie brzmi kontrowersyjnie? No więc znakomicie - tak odważnego i mocnego lirycznie utworu w 2017 roku chyba jeszcze nie słyszeliśmy. Co nie znaczy że jest on łatwy w odbiorze - ucieka melodii, artysta wybiera wręcz marszową powtarzalność, bardzo mocny element albumu. „You are my enemy” to kolejny punkt skrajny na sinusoidzie, Anthony prowadząc wokal z właściwą dla siebie wrażliwością daje nam popis swoich umiejętności. Tym razem minimalizm w kwestii instrumentów okazuje się strzałem w dziesiątkę. Następujące produkcje wydają się podążać wyżej ustalonym schematem, epickie i głośne „Ricochet” pobudza nas tylko do czasu, gdy senne „She doesn’t mourn her loss” zmusi nas do refleksji. 

 

Paradise” od pierwszych chwil jest ukierunkowane na przekaz. Przekaz dojrzałego muzycznie artysty, posiadającego unikalne warunki  i nieczęstą na tej płaszczyźnie odwagę. Efektem tego jest produkcja, która zostanie w naszej pamięci na długo.

 

Autor:

Bartek Janisz