EABS – „Repetitions (Letters To Krzysztof Komeda)”

Artykuły

Wrocławski septet EABS adaptuje hiphopowe, funkowe i gospelowe procedury w jazzie tworząc godzinny album przyjmujący formę listów w całości zadedykowanych legendzie - Krzysztofowi Komedzie, a jednocześnie swą gatunkową fuzją wykreował i samodzielnie uzupełnił nową przestrzeń w muzyce polskiej. Przestrzeń ta wcale nie okazuje się jazzowym gettem, a przestrzenią bez dźwiękowych granic. „Repetitions” ujrzał światło dzienne stosunkowo niedawno, a już część odbiorców zachwycona jest jego wydźwiękiem. Co idzie za tym sukcesem?

 

Zaczynając od niezbyt przekonującej Introdukcji Etiudy Baletowej, zaatakowanej partią rapowaną byłam pewna, że album, choć umownie jazzowy, zanurzony będzie od początku do końca w hiphopowym tonie i mimo wszystko absolutnie nie zniechęciłam się do dalszego odsłuchu -wręcz przeciwnie, byłam zaintrygowana i z góry nastawiona na zaskakujące nagłe zwroty akcji, których zasadniczo i podświadomie oczekiwałam. 

 

Początek utworu „Private Conservation VIII” podszytego niedbale wykończonymi partiami wokalnymi Pędziwiatra uwodzi dyskretnym motywem fortepianowym, który stopniowo przeradza się w wysublimowany monolog dęciaków. Nieustannie rozwijający się popis stanowi bowiem udany punkt kulminacyjny, którego napięcie później spada, by móc po raz kolejny uraczyć subtelnymi muśnięciami klawiszy. Wariacja ta, będąca trzecim w kolejności utworem tracklisty, jest dla mnie niepodważalnie najważniejszym momentem; sercem „Repetitions” , które bije własnym pulsem. 

 

Fragmenty wypowiedzi zawartych w formie melorecytacji w takich utworach jak chociażby w „Niekochana” jak i w końcowych taktach „Pingwin” (swoją drogą, też świetnej interpretacji), gdzie tekst przyjmuje nieco przejmujący wyraz - plasują się na wariackim tle, którego trzonem okazują się przede wszystkim instrumenty dęte pędzące za nieokiełznaną perkusją. Cóż, dęciaki bez wątpienia są dominantą tego albumu, dlatego słyszę ich echo nawet w utworach, w których pominięto wybór szerokiego spektrum tegoż instrumentarium. 

 

Paleta gatunków muzycznych, zmiksowana jest ze sobą przez wrocławski septet, prócz kilku potknięć, w sposób fenomenalny jednocześnie tworząc krążek od początku do końca absolutnie przemyślany i przeanalizowany na większość możliwych sposobów. To świetny przykład zespołu, za którego sprawą w ludziach nie mających styczności z podobną muzyką zaczyna tlić się płomień fascynacji nowym wymiarem jazzu. Natomiast u zdeklarowanych fanów tejże muzyki mógłby pogłębić tę fascynację gatunkiem poszerzając jej horyzonty o nowe doświadczenia słuchowe w postaci przemyślanej formy i idei dźwiękami płynącej, a także obecnego ducha Komedy na albumie EABS, co bez wątpienia uważam za jedno z bardziej spektakularnych muzycznych momentów ostatnich miesięcy w naszym kraju. Pozostaje tylko w głowie retoryczne pytanie - „A co na to Komeda?”. 

 

 
Autor:

Karolina Kobielusz