Kobieta z wydm „Bental”

Artykuły

Ostatnia sceniczna inkarnacja Króla wcale nie oznaczała końca jego muzycznej drogi. Teraz wraz z żoną, Iwoną Król oraz Mateuszem Rychlickim tworzącym Kristen czy Salto  jako Kobieta z wydm - postanowili zanurzyć się głęboko w zbiorniku wodnym, żeby później usadowić się w strefie dennej. To właśnie stamtąd rozbrzmiewają utwory nasiąknięte niepokojem i swoistą tajemnicą, która podświadomie zmusza słuchacza do zanurkowania, stanięcia na podwodnym gruncie i zatopienia się w dźwiękach albumu „Bental”. 

 

Wędrujące po pięciolinii syntetyczne dźwięki, które rozlewają się nieco już na początku dają o sobie znać przeplatając się z szumami oraz z subtelnymi muśnięciami syntezatora. Te zsynchronizowane linie melodyczne ulegające po jakimś czasie pewnego rodzaju erozji, wprowadzają do tej płyty nie tylko chłód, ale także element tajemnicy, który np. w utworze „Nuda” przyjemnie nas otula, a także porusza, co dodatkowo wzmożone jest powtarzanym niczym mantrę zdaniem „Przyjdź albo chociaż zadzwoń”. 

 

No właśnie. Zbiory liter i wyrazów. Niebywale urzekające są tutaj introwertyczne słowa, które raz poskładane są w wyszczekaną, skażoną piętnem romantyzmu - melodeklamację, raz w nęcący swym szepczącym i niezwykle subtelnym wydźwiękiem -  barwny monolog. Realna wartość projektu państwa Król i Rychlickiego zawarta jest właśnie w tekstach, których sens zakamuflowany jest w radykalnie odbijającym się od uszu echu. W tekstach nieco abstrakcyjnych, ale ja tę abstrakcję i metaforę bez żadnych wątpliwości kupuję. Doskonałym tego przykładem są chociażby utwory: „Pyk”, w którym Iwona skupia na sobie całą uwagę słuchacza oraz „Urwisko”, którego jestem absolutną fanką ze względu na stopione ze sobą głosy artystów, ich intonację oraz rytmiczność. 

 

Perkusja okazuje się być chimeryczną bazą dla całego albumu; w zależności od utworu zmienia ona swój charakter - począwszy od automatycznego wypluwania, skończywszy na uderzeniach z subtelnością i wyczuciem. Mateusz Rychlicki świadomie manipuluje swoimi umiejętnościami do tego stopnia, że zarówno u Kristen jak i przede wszystkim na albumie „Bental” pojawiają się serie świetnych rytmicznych wariacji, których elementem wspólnym u Kobiety z wydm jest zimne, ale i łagodne, odrobinę sensualne, precyzyjnie dobrane brzmienie wydobywane z gitar spotęgowane różnorodnymi efektami. 

 

Nie brak tutaj również punktów zwrotnych. Zdarza się, że Król nadal kurczowo trzyma się Króla, ale to zrozumiałe i łatwo jest się z tym pogodzić. Szczególne zaciekawienie obudziło się we mnie przesłuchując ostatni utwór, który zabrzmiał niebywale znajomo. Czy mi się wydaje czy „Wyblakniesz” oparte jest na „Explosion” duetu Kalwi&Remi? Być może to tylko moja obsesja. 

 

Enigmatyczna Kobieta z wydm osnuta mroczną nutą, paradoksalnie przeszyta promieniami padającego światła, przedstawia nam lament pod różną postacią. Można by sobie wyobrazić jak kobieta ta swobodnie żongluje nastrojami zarówno swoimi, jak i swych słuchaczy, których uszy wytężone są pod wpływem jej dźwiękowych wizji. Mówiąc patetycznie „Bental” autorstwa małżeństwa Król i Rychlickiego daleki jest dnu; wywierany jest przez jakąś wewnętrzną siłę, lęk i niepokój wysoko ponad grunt zbiornika wodnego.

 

 

Autor:

Karolina Kobielusz


Fot.

Sandra Sygur