La Femme – Mystère

Artykuły
La Femme. Do niedawna ta nazwa przewijała się tylko w niektórych dzielnicach Paryża i Berlina. We wrześniu grupa z Biarritz wydała swój drugi album o wdzięcznej nazwie, „Mystère”.

     Szczerze przyznam, że pomimo sporych oczekiwań, (pierwszy album postawił wysoko poprzeczkę) - oniemiałem. Było to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie muzyczne tego roku. Od czasów pierwszych nagrań grupa zmieniła swój skład pod względem ilościowym, dzięki czemu album zyskał na różnorodności gatunkowej. Trzeba przyznać , że rozstrzał jest całkiem spory, jednak tym razem jest to wielki atut.

 

     Album zaczynamy wyraziście, od razu na myśl przychodzą klawisze Kraftwerku; jest gęsto, tajemniczo - a to dopiero początek! Coraz bardziej ciekawy tytułowej tajemnicy, oddałem się kolejnym utworom. Czekało mnie zaskoczenie, lecz nie zawód. „Le vide est ton nouveau prénom” uderza w zupełnie inną nutę, prosta melodia w stylu Carli Bruni w subtelnym akompaniamencie przesterowanych klawiszy przenosi w dziwny świat rodem z „Amelie”. Podróż ta trwa przez „Exorciseur”, „Psyzook” i kończy się na zamykającym album „Couteau”. Melodie budzą niepokój, ale również ciekawość. Nie da się ich ignorować, albo traktować jako tło, są natarczywe w fascynujący sposób. Ta umiejętność manipulowania nastrojem, zbiera żniwa do samego końca. Albumu słucha się całościowo, nie ma utworów dominujących. „Ou va le monde” jest produkcją prawdopodobnie najbardziej popularną, jest ukłonem w stronę „starych” fanów. Tutaj dostajemy to, czego w pewnym sensie mogliśmy się spodziewać. Jest w dużej mierze tak jak w „Psycho Tropical Berlin” ,jest głośno, lecz płynnie. Każdy dźwięk ma brzmieć, czyli połączenie The Jesus and Mary Chain z The Velvet Underground. Można trafić wiele lepiej? Na całkiem długiej liście pozycji albumu (bo aż 17) znajdziemy jeden utwór anglojęzyczny. Z autopsji znamy tego rodzaju niewypały i tym razem jest podobnie. Utwór „Always in the sun”, pomimo tego, że muzycznie jest niezły - zaburza delikatnie konwencje i wybija z rytmu, lecz to jest jedyna rysa na tym diamencie.

 

     A co, podsumowując, charakteryzuje najnowsze dzieło La Femme? Doskonała kombinacja damsko-męskiego wokalu, wielkie wyczucie stylu, inspiracje są prawie oczywiste a jednak w każdej nucie La Femme zaznaczają swój byt. Nie chce zdradzać zbyt wiele z „tajemnicy” (zadziwiające jak tytuł jest adekwatny!) która gwarantuje optymalne doświadczenie, reszta albumu skupia się na zręcznej żonglerce krótko opisanymi wyżej stylami. Geniusz polega na zachowaniu spójności przez co tak barwne dzieło stanowi szalenie satysfakcjonującą całość.

 

 


Autor:

Bartek Janisz