Patricia – “Several Shades of The Same Color”

Artykuły
Pomimo logicznych domniemań „Patricia” nie ma wiele wspólnego z imieniem brookyńskiego producenta, o którego świeżym albumie przeczytacie kilka słów - brzmi ono Max Ravitz. Dla osób, które kojarzą Maxa z klubowych setów, „Several Shades of the Same Colour” może być zaskoczeniem, ale dla tych którzy z tymi właśnie skojarzeniami silnie wiązali oczekiwania - rozczarowaniem. W jaki sposób to świadczy o nowym LP? Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany.

 

Bez wątpienia „Several Shades of the Same Colour” jest najbardziej złożonym muzycznie dziełem Maxa - trudno sobie wyobrazić ile pracy wymagało stworzenie skomplikowanej plątaniny beatów perkusyjnych funkcjonujących równie skutecznie niezależnie od siebie dzięki hardwarowemu built-upowi, jednak u Ravitza brzmi to niezwykle naturalnie, w każdej sekundzie słychać u niego miłość do pracy z syntezatorami (tylko spójrzcie z jakim entuzjazmem podchodził do współpracy z moogmusic inc). Od samego początku Max pokazuje nam, że mamy do czynienia z czymś innym, otwierające „I Know the Face, Not the Name” zaczynami bogatym melodyjnie, a la orkiestrowym, krótko zapętlonym samplem do którego stopniowo wprowadzane zostają instrumenty perkusyjne, zgodnie z charakterystyką wykonawcy wszystko brzmi miękko, beat jest subtelnie wygłuszony, mało agresywny, co pozwala przebić się syntezatorom na pierwszy plan. Kompozycja nie zawodzi, powtarzalność niektórych elementów nie nudzi, a sam producent aktywnie bawi się rytmem pozostałych. Śledzenie tej żonglerki hipnotyzuje, i wciąga na całe 90 min trwania albumu, pomimo określonego klimatu produkcji tempo niektórych utworów jest wręcz zaskakująco różne, a śledzenie zmian które następują w trakcie brzmienia poszczególnych utworów, szalenie satysfakcjonujące. Wyjątkowo wyróżniającym się utworem na 15-punktowej liście jest „The Words Are Just Sounds”, w którym jak na ironie artysta dosłownie sprowadza całe zwroty do roli dźwięków, silnie je przekształcając, ponad to utwór nie zawiera charakterystycznego perkusyjnego beatu, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Efektem jest pochłaniające i bardzo klimatyczne 6 minut muzyki pokazującej jak wszechstronnym producentem jest Patricia.

 

Właśnie tutaj widać największą różnice względem poprzednich albumów, pomimo tego, że wciąż występują tutaj elementy muzyki tanecznej, podczas zapoznawania się z treścią LP ani razu nie pomyślałem o klubie, a jednak Maxowi udało się zawrzeć w standardowym albumie sporo elementów które kochamy w DJ-setach. W trwających średnio 5 min utworach czuć nieprzewidywalność, kilka razy dajemy się zaskoczyć płynnym zmianom charakterystyki beatu, a utwory są tak pozycjonowane, że wygaszenie kończącego się utworu nastraja na kolejny, zupełnie jak dobre przejścia na setach. Mamy przed sobą kolejny dowód na to jak swobodnie producenci techno zaczynają się czuć w konwencjach albumu, świetna produkcja. 8/10

 

Autor:

Bartek Janisz