Sampha “Process”

Artykuły

Czekałem na ten album bardzo długo. Odkąd usłyszałem Samphę na albumie SBTRKT wiedziałem, że ten brytyjski muzyk skrywa w sobie niepodważalny talent. Później na przestrzeni lat liczne współprace, np. z Jessie Ware, Banks na jej pierwszym albumie, Drake’iem, Lil Silvą, czy na zeszłorocznych projektach Kanyego Westa i Solange wciąż budowały moje zaciekawienie i podekscytowanie. Mini-album „Dual” z 2013 roku ugruntował mnie w przekonaniu, że Sampha będzie uderzał w bardziej spokojniejsze i wyciszone brzmienie. Jednak „Process” w wielu momentach mnie zaskoczył i oczarował.

 

Piosenka „Plastic 100˚C” świetnie wprowadza w atmosferę albumu. Delikatna produkcja łącząca partie przypominające dźwięk harfy, przeplatane wysokie dźwięki pianina z głębokimi uderzeniami perkusji już ukazuje, że „Process” to ma w sobie więcej, niż może się wydawać. Następny utwór to kluczowy punkt na całym albumie – jeden z najgłośniejszych i najbardziej podniosłych. „Blood On Me” w swej treści zawiera wątki o panicznym strachu przychodzącym z zupełnie niewyjaśnionych powodów. Sampha buduje aurę utworu swym lekko zdyszanym głosem (zgodnie z wypowiedziami samego piosenkarza był to zabieg celowy) oraz stopniowym dodawaniem partii dźwiękowych by dokonać ich niesamowitej eksplozji podczas refrenu. Wyważone pianino przeplatane z bardzo gęstą sekcją perkusyjną również dodaje do tej aury niepokoju swoją część. W późniejszej części albumu utwory takie, jak „Under”, czy „Timmy’s Prayer” dopełniają go w swej prostocie i warstwie lirycznej. Pierwszy z nich przedstawia rozważania Samphy na temat przysłowiowych „femmes fatales” i ich mocy manipulacji mężczyznami, natomiast „Timmy’s Prayer” to swoisty zapis przemyśleń artysty na temat jego stosunku do swej twórczości i tego kim on jest dla samego siebie w kontekście bycia twórcą. Muzycznie te dwa utwory są spokojne, na pierwszym występuje wyraźny syntezator, drugi zaś zbudowany jest na rytmicznej partii perkusyjnej.

 

Na „Process” Sampha postanawia również wyjść poza jego strefę komfortu pod względem produkcji muzycznej. „Reverse Faults” zbudowany jest na samplach, które tworzą wrażenie „puszczonych od tyłu” (czyżby wyraźne nawiązanie w tytule?) – w refrenie uwalnia dźwięki tworząc świetny moment kulminacyjny. Jednak utworem, który w zupełności mnie pochłonął, to trzeci w kolejności na albumie – „Kora Sings”. Jakaż to jest eksplozja! Niesamowite nagromadzenie dźwięków perkusyjnych i przepięknych sample'ów – Sampha świetnie opanował chaos, który z łatwością mógł się stworzyć przy tak skondensowanej ilości wstawek i partii muzycznych. I wszystko brzmi tak gładko i swobodnie, wszystkie przejścia są dopracowane do perfekcji. To z pewnością dla mnie utwór numer jeden.

 

Jednak Sampha nie pozwala wszystkim zapomnieć, jak potrafi wzruszać i oczarowywać. „Why Shouldn’t I Be?” i „Take Me Inside” to dwa przepiękne utwory o relacjach z jego rodziną i ukochaną osobą. Najbardziej jednak łamie serce piosenka „(No One Knows Me) Like the Piano” – opowieść o jego więzi z matką i rodzinnym domem. Niesamowicie wzruszający tekst, przepięknie skomponowana muzycznie ballada i sam głos artysty – w prostocie zawarte zostało najwięcej.

 

„Process” Samphy to dla mnie album-niespodzianka. Nie miałem pojęcia, że będzie na nim tyle ekscytujących momentów, niesamowitej produkcji i urzekających historii. Ukazuje połączenie elektroniki i R&B w najlepszej postaci. Jedyne co mi pozostało, to rozkoszować się wszystkimi dźwiękami, jakie „Process” w sobie zawiera i czekać na to, w jakim kierunku pójdzie dalej Sampha. Warto było tyle czekać!

 

 

Autor:

Filip Preis