Tzu Sing “LIES”

Artykuły

Zazwyczaj dobrym wstępem dla kilku wersów tekstu o świeżo wydanym albumie jest przedstawienie wykonawcy, a w przypadku niektórych jest to niemal niezbędne. Tzu Sing, pochodzi z Kota Kinabalu, Sabah. Podejrzewam, że większość z Was nie ma absolutnie pojęcia gdzie to może być. Na szczęście google maps w kilka sekund rozwiewa wszystkie wątpliwości - Tzu Sing pochodzi z Malezji, czyż nie jest to samo w sobie interesujące? 

 

LIES, bo tak brzmi nazwa albumu to 7 utworów wprost z podziemia oscylujących między industrial techno a EBM, lecz nie jest to zwykły album zaszufladkowany w tych gatunkach. Malaj stworzył surowy, brutalny obraz tak ściśle połączony z folklorem i trudną historią Malezji, że trudno obejść się bez dreszczy i ukłucia niepokoju. Właściwie to negatywne, zintensyfikowane uczucia świadczą o sile albumu, który wręcz nakłania do poszerzenia kontekstu, ujednolicenia się z nastrojem społeczeństwa Malezyjskiego, pełnym niepewności, wojowniczości i prawdziwego, niemego strachu. Na szczególną uwagę zasługuje utwór Nature Is Not Created in the Image of Man’s Compassion, którego brzmienie przywodzi na myśl pracę wielkiej, złowieszczej machiny. Ten motyw utrzymuje się przez cały album, gdzie rytm agresywnie wybijają wielkie tłoki i trybiki.

 

Niepodważalny, gęsty klimat produkcji ma jednak swoją cenę, konwencja utworów sprawia, że po dłuższym czasie potrafią być one męczące i irytujące. To nie jest 30 minut relaksu na każdą porę dnia i nastrój. LIES to nie muzyka „sama w sobie”, kontekst jest szalenie ważny i umożliwia właściwą orientacje w wydarzeniach. Tak, nie bez powodu użyłem tego słowa, ponieważ Tzu Sing jest na tyle sugestywny, że trudno jest nie wsiąknąć w proponowane realia. Słuchanie albumu to rodzaj doświadczenia, które wykracza poza klasycznie odbieraną przyjemność ze słuchania muzyki.

Autor:

Bartek Janisz