Ulver ” The Assassination of Julius Caesar”

Artykuły

Ciężko jest pisać o muzyce, która pozbawiana jest szufladkowania. Bez możliwości odniesienia się do poprzedniego materiału, bo niby jak skoro ten nowy jest już zupełnie czymś innym. Mniej więcej ma się to tak, jakby porównywać działalność artystyczną Madonny do Morbid Angel. Oczywiście, ogólnikowo orzec można, że jest lepiej lub gorzej, ale jeśli artysta nie ma utartej ścieżki gatunkowej, którą wytrwale zmierza od samego początku, nie zezwala się na dokładne sklasyfikowanie nurtu muzycznego, który akurat został zawarty w albumie. 

 

W tak skomplikowanym przypadku jakim jest Ulver, nie ma również sensu bawić się w doszukiwanie konkretnych określeń, przyrównywać i wymyślać dziesięciu tysięcy podgatunków niby usłyszanych w jedenastej sekundzie pierwszego utworu. 

 

Jakby na to nie patrzeć, The Assassination of Julius Caesar  jest bardzo ciężkim orzechem do zgryzienia. Norweskie wilki nie pierwszy raz wystawiają nas na próbę tyle, że poprzednie wybryki do tej pory są niesamowitym kunsztem dla ucha. Tutaj jednak coś nie styka. Broń Boże - nie twierdzę, że oni się już skończyli, co po prostu nijak się ma do całej twórczości. Nie chodzi też o ten synthpop, którym od jakiegoś czasu gardzę, a przy okazji został dogłębnie wyrzygany w każdej możliwej recenzji. Najbardziej drażni to, że nie ma się do czego przyczepić, bo wokalnie majstersztyk, szczególnie w takich numerach jak So Falls the Wordl czy Angelus Novus, Rygg zachował pełną klasę. Z kolei rozmaite zawirowania brzmieniowe w Coming Home zjadają cały album. 

 

Wszystko to powoduje, że nie potrafię jednogłośnie stwierdzić, że album jest słaby. Niemniej jednak sporo brakuje, żeby powiedzieć więcej niż "dobry". Poniekąd na tym też to polega, eksperymentowanie to wizytówka zespołu, tym razem zamiast dzikiego zaskoczenia jest po prostu coś innego. Może to kwestia czasu - zresztą do Childhood's End również byłem uprzedzony, a całkiem często wracam do tych pysznych dźwięków. 

 

Autor:

P//// Z////