William Basinski “A Shadow in Time”

Artykuły

Czy kiedykolwiek próbowaliście odszukać nieistniejących światów w muzyce jednocześnie zatracając się w dźwiękach? Z pewnością poszukiwania były mozolne. William Basinski postanowił przyjść nam na ratunek; sprawić, że nie będziemy musieć dłużej szukać i węszyć. Stworzył zatem album „A Shadow in Time” , za pomocą którego triumfalnie i bez zaprzeczenia - efektywnie do tego świata nas wprowadził. Sam fakt wydania kolejnej płyty przez Amerykanina jest wyjątkowy, bowiem tym albumem Basinski składa hołd wybitnemu artyście - Davidowi Bowiemu. Pod osłoną tego gestu kryje się fascynacja, szacunek, podziw. A co kryje się pod osłoną warstwy instrumentalnej?

 

Kompozycje mistrza zawarte na nowym albumie to mistyczne, radykalnie dłużące się melodie, które zlewają się w jeden epicki pejzaż generowany przez naszą wyobraźnię. W efekcie mają one zdecydowanie elegijny, podniosły charakter, który dodatkowo potęgowany jest przez doskonałą elektroakustyczną preparację. Szkieletem „A Shadow in Time” z pewnością jest umiejętne balansowanie Williama pomiędzy milczeniem a przyjemnym hałasem nęcącym zmysł słuchu.  Melanż głęboko-ambientowych dźwięków, w których gubię się, niepokój tkwiący w destrukcyjnym brzmieniu oraz mnożenie nakładających się na siebie tekstur w postaci szumów, trzasków czy innych niezidentyfikowanych odgłosów muśniętych subtelnością i kruchością zatapiają w błogim transie, który obezwładnia, pozbawia umiejętności racjonalnego myślenia.  

 

Kwintesencją zarówno najnowszego albumu, jak i całej dyskografii Williama Basinskiego są eksperymenty z taśmami, które zapętla do momentu całkowitego rozkładu. Kompozycja zatytułowana „For David Robert Jones” to loopowana impresja, wytężona świadomością przemijania i ulotności, która po 20 minutach bezpowrotnie znika pozostawiając nas z echem saksofonowej melodii stanowiącej serce tegoż utworu zadedykowanego Bowiemu. Proces na pozór monotonnego zapętlania w przypadku 23-minutowego tytułowego utworu prócz swej swoistej nieobliczalności dodatkowo wzbogacony jest napięciem, które stale rośnie, ewoluuje z każdą sekundą, a gdy zbliża się do punktu kulminacyjnego - paradoksalnie zapada się pod naciskiem łamliwych sampli legendarnej „Melancholii II”. Fragment ten stanowi idealne zamknięcie żałobnych mariaży Basinskiego.

 

Ten amerykański, awangardowy kompozytor posiada wyjątkową, a zarazem przerażającą umiejętność manipulowania zarówno dźwiękiem jak i słuchaczem. Posługując się chłodnym i surowym brzmieniem swych utworów potrafi scalić ze sobą zdelokalizowane komórki żywych organizmów.

 

Basinski zawarł na swoim dysku dźwięki, które stopniowo się wykruszają, niszczą.. umierają. O klasie twórcy świadczy jednak to, że dźwięki te nie rozpływają się w przestrzeni. Ich wewnętrzna siła sprawia, że są wybawiane, przywracane do życia, co skutkuje późniejszym przeniknięciem ich echa do ludzkiej duszy i zakorzenieniem się go tam na dobre. To zjawisko zmartwychwstania dźwięku utwierdza mnie w przekonaniu, że „A Shadow in Time” to dotychczasowa najdoskonalsza produkcja 2017 r., która skaziła mnie piętnem niepokojącego piękna nieistniejącego świata w muzyce, którego nieustannie się doszukiwałam. 

 

 

 
Autor:

Karolina Kobielusz