Xiu Xiu „Forget”

Artykuły

 

Xiu Xiu po raz kolejny wiodą nas do krainy zapomnienia i choć tytuł najnowszego albumu amerykańskiej grupy mógłby do tego zobowiązywać - to wcale nie dzieje się za przyczyną słowa „Forget”. Zatem co takiego budzi w nas pragnienie wkroczenia do tego świata oprawionego ramą składającą się z zupełnie nowych, fonicznych rozwiązań i świeżych pomysłów w porównaniu do dotychczasowej manii tworzenia zespołu?

 

Jamie Stewart wraz z ekipą serwują nam surrealistyczno-mgliste, niepokojące brzmienie misternie potęgowane przez jazgot gitar i wypluwane, perkusyjne bity. Zresztą… czy z XiuXiu kiedykolwiek było inaczej? Ich muzyka i strach bez wątpienia są efektem synergicznym - od zawsze na zawsze. Teraz jednak brzmienie to podszyte jest nutami optymizmu, za których kawalkadą tak naprawdę ciężko jest nadążyć, czego dowodem są chociażby niespodziewane zwroty akcji w postaci diametralnej zmiany dotychczas abstrakcyjnych, łamliwych rytmów czy nastrojów. 

 

 

Ściana kakofonii, z jaką przychodzi się nam zderzyć już w pierwszym utworze - „The Call” nęci ludzkie zmysły, prowokując przy tym ucho do swego rodzaju wytężenia. Stewart oczekuje od słuchacza absolutnego skupienia i koncentracji, dzięki którym nasze odczucia będą dodatkowo wzmożone. Marszczenie czoła przy „Queen of the Losers” czy podrygiwanie podczas trwania „Wondering” to tylko jedne z wielu innych możliwych reakcji na zaserwowane przez zespół kompozycje. 

 

 

Melodie zawarte na najnowszym albumie Amerykanów idealnie korespondują z rozlegającym się w opiumowym mroku charakterystycznym głosem Jamiego, którego tembr pochłania słuchacza w całości - zwłaszcza w „Get Up”, gdzie ściszony i wysubtelniony kradnie całą uwagę. Introwertyczna melodeklamacja spowita głębokim vibrato od zawsze stanowiła jeden z głównych elementów w twórczości Xiu Xiu, przez co stała się niezwykle czarująca. 

 

 

„Hay Choco Bananas” oraz „Jenny GoGo” to utwory, gdzie znajdziemy mnóstwo syntezatorowych odlotów, które w swej chaotycznej i obłędnej istocie odbijają się od gitarowej powierzchni, złowróżbnych pomruków mieszających się z subtelnymi muśnięciami klawiszy. Każdy kolejny utwór, łącznie z tytułowym opiera się na niemalże podobnym schemacie, który wbrew pozorom nie nudzi się -  może dlatego, że każdy z osobna uzupełniany jest dźwiękowymi materiami niespotykanej urody. 

 

 Kraina zapomnienia, o której wspomniałam na początku charakteryzuje się mnóstwem skrajów przepaści dźwiękowego szaleństwa, gdzie rzecz jasna z ogromną rozkoszą podążamy, a także doświadczamy ekstremalnych doznań, które cechuje niemal spirytualna podniosłość. Nic nie robimy sobie z przekraczania kolejnych granic fonicznej otchłani albumu „Forget”, co czyni ten album zupełnie wyjątkowym. 

 

 

 

 

 

 

                                     

Autor:

Karolina Kobielusz